Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Skowrońska, Kosek, Maj i… długo, długo nic

Skowrońska, Kosek, Maj i… długo, długo nic

fot. archiwum

Nie udało się polskim siatkarkom zakwalifikować do strefy medalowej ME. Serbskie zawodniczki pokazały wybrakowanej reprezentacji Polski miejsce w szeregu. Nasza drużyna w czterech poprzednich imprezach tej rangi docierała co najmniej do półfinału.

Czy tym samym można już mówić o zmierzchu ery „złotek”?

W ćwierćfinale podopieczne Alojzego Świderka były bezradne. Cały ciężar ataku spoczywał na barkach osamotnionej Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty. I mimo szybkiej porażki polska atakująca zdobyła aż 21 punktów. Od czasu do czasu wspierała ją Karolina Kosek, która miała na głowie jednak dużo więcej zadań w defensywie. O dorobku punktowym pozostałych siatkarek nie warto nawet wspominać (reszta siatkarek – nie licząc wspomnianej Kosek – łącznie zdobyła mniej punktów niż sama Skowrońska!). Świderek, w każdej przerwie powtarzał zawodniczkom, że w ataku nie istnieją. Wypominanie to jednak za mało, a szkoleniowiec pomysłu na poprawę sytuacji nie miał. Niestety to nie był jedyny problem.

O ile zdarzały się pojedyncze mocne zagrywki (oczywiście przede wszystkim w wykonaniu Kosek i Skowrońskiej), o tyle Polska grała praktycznie bez środka. Ten element ZAWSZE był niezwykle ważny dla naszej reprezentacji. Niezależnie od tego kto grał pod siatką: Skowrońska, Eleonora Dziękiewicz, Katarzyna Gajgał czy Masza Liktoras, był to niezwykle mocny punkt każdej kolejnej reprezentacji. W meczu z Serbią bloków było jak na lekarstwo, a dorobek punktowy środkowych był żałosny. Pierwsze mecze grupowe zaciemniły prawdziwy obraz sytuacji. O ile umiejętności naszych środkowych wystarczyły na europejskie drużyny drugiego sortu takie jak Rumunia, o tyle już rozgrywki World Grand Prix pokazały, że ten element do atutów naszej kadry w starciach z silnym przeciwnikiem należeć nie będzie.



Oprócz Skowrońskiej i Kosek na słowa pochwały zasługuje jeszcze jedynie Paulina Maj. Ona jest przyszłością tej drużyny. Długo czekała na swoją szansę, ale w tej chwili może z powodzeniem zostać libero kadry na lata. Obecnie Mariola Zenik górować nad nią może już jedynie doświadczeniem i sukcesami. Ale przed Maj jeszcze wiele lat gry w siatkówkę na najwyższym poziomie. W kadrze też jest nie od dziś. Wypatrzył ją przecież jeszcze trener Andrzej Niemczyk. W przyszłym sezonie z drużyną Trefla Atomu Sopot w końcu zagra w Lidze Mistrzyń. Kibice w Polsce nie muszą wcale tęsknić za Zenik.

Oczywiście kadrze nie pomaga brak podstawowych w poprzednich latach zawodniczek. Ważne siatkarki z różnych powodów nie znalazły się w tym roku w drużynie Świderka. W międzyczasie powstał poważny konflikt na linii PZPS – Muszynianka (czy też Świderek – Serwiński). Ale będąca w analogicznej sytuacji kadra mężczyzn medal mistrzostw Europy jednak zdobyła. Pokazuje to jakim potencjałem dysponuje kobieca siatkówka w Polsce. Dla kluczowych i tych samych od lat zawodniczek brakuje alternatywy. Stąd co rusz pomysły „odgrzewania” dla kadry siatkarek takich jak Glinka czy jakiś czas temu Świeniewicz. Polska liga stoi w miejscu. Muszynianka ma w składzie najlepsze zawodniczki w kraju, a i tak sięga po zagraniczne gwiazdy. Korzyścią z pojawienia się na mapie siatkarskiej Polski bogatego Atomu Trefla jest możliwość ogrania się na wyższym poziomie siatkarek takich jak Maj, Tokarska czy Konieczna. Gdyby nie klub Sopotu to pewnie żadna z nich długo jeszcze nie zagrałaby w Lidze Mistrzyń. Ale oczywiście duże pieniądze Atomu to kolejne gwiazdy z zagranicy. Dobrze, że obowiązuje jeszcze limit obcokrajowców, ale kto wie jak długo…

Inna sprawa, że reprezentacja Polski kobiet zasługuje na szkoleniowca z prawdziwego zdarzenia. Alojzy Świderek jest trenerem bez większej historii. W swojej karierze szkoleniowej był wielokrotnym asystentem, ale doświadczenie na stanowisku pierwszego trenera ma niewielkie. Jako zaufany człowiek PZPS zgodził się zapewne na niezbyt wygórowaną pensję i jest gwarantem sielankowej współpracy sztabu szkoleniowego ze związkiem (o czym nie było mowy w przypadku Jerzego Matlaka). Oczywiście kadrę Świderek przejął w sytuacji awaryjnej. Drużyna była zdziesiątkowana i rozbita. Jednak z tych właśnie powodów trenerem powinien zostać cudotwórca (nawet kosztem znacznie większych środków finansowych), a nie wieczny asystent, którego największym atutem jest zapewne rzetelne prowadzenie urozmaiconych treningów (bo przecież ani Lozano, ani Niemczyk nie pozwalali mu podejmować decyzji personalnych czy zabierać się za motywowanie drużyny). Jeżeli już upierać się przy jego kandydaturze, to powinien do pomocy dostać psychologa. Niejednokrotnie przyczyn porażek reprezentacji szukano właśnie w słabej psychice zawodniczek. Ostatnim specjalistą w tej dziedzinie był w kadrze Andrzej Niemczyk, który na zawodniczki potrafił wrzasnąć, ale i umiał je przytulić. Na temat jego doświadczeń z kobietami można by napisać książkę, ale mimo popełnianych błędów na pewno umiał wyciągać trafne wnioski i do pewnego momentu odpowiednio reagować. Tymczasem asystentem Świderka został Wiesław Popik, na którego zawodniczki Organiki Budowlanych Łódź w pewnym momencie nie mogły już patrzeć (czy w końcowej fazie współpracy grały celowo przeciwko niemu pozostanie do końca ich słodką tajemnicą). Ten tandem dostał pod opiekę kadrę na rok przed Igrzyskami Olimpijskimi. Co by nie mówić o Lozano, Castellanim czy Anastasim, każdy z nich zdobył jakiś medal praktycznie z marszu (tylko Lozano pracował na pierwszy sukces trochę ponad rok). Władze PZPS zrażone jednak współpracą z Marco Bonittą dawno porzuciły pomysł inwestowania w zagranicznego fachowca w kobiecej siatkówce. Warsztatowo świat nam jednak odjeżdża. Drużyny męskiej PlusLigi liczą się na arenie międzynarodowej, ale przede wszystkim dlatego, że coraz więcej z nich prowadzonych jest przez szkoleniowców zagranicznych. Skra Castellaniego zaistniała w Europie i na świecie. Jastrzębie Totolo jako jedyna drużyna w ostatniej dekadzie była w stanie postawić się Bełchatowianom w finale rozgrywek ligowych, a kilka sezonów później ten sam klub ze Śląska pod wodzą Lorenzo Bernardiego dotarł do Final Four Ligi Mistrzów. Jasne, że są utalentowani Panas czy Stelmach, ale gdyby mieli rywalizować tylko między sobą i podglądać w pracy tylko swoich rodaków, to nie szliby do przodu. Teraz nadzieją dla polskich siatkarek i trenerów są Chiappini i Masacci. Na rywalizacji z nimi na pewno skorzystają Serwiński, Kawka czy Wiktorowicz.

Warto jeszcze dodać, że reprezentacja Polski kobiet w tym roku traktowana była na preferencyjnych warunkach przez światową i europejską federację. W ramach cyklu WGP pierwszy raz aż dwa turnieje zorganizowane zostały w naszym kraju. Na dwanaście meczów nasze siatkarki tylko dwukrotnie mierzyły się z ekipami ze światowej czołówki (dodatkowo akurat Włoszki i Chinki były w takiej formie, że zajęły ostatecznie odpowiednio 7. i 8. miejsce) więc droga do finału stała otworem. Drużyna Świderka nie skorzystała, bo na własne życzenie dwa razy dostała lanie od słabej w tym roku Dominikany, która w całym cyklu wygrała tylko trzy mecze! Czyżby jedna Karla Echenique grająca tylko pół roku w Polsce wystarczyła by rozpracować całą naszą kadrę? W mistrzostwach Europy w fazie grupowej tylko Polki nie miały godnego siebie rywala. W każdej grupie była para zdecydowanych faworytów (Włochy i Turcja, Rosja i Holandia, Serbia i Niemcy). Niezależnie od tego czy tak pobłażliwe traktowanie zawdzięczamy silnej pozycji w międzynarodowych federacjach czy urodzie naszych zawodniczek, cały czas dzikich kart dostawać nie będziemy.

Smutna prawda jest taka, że kadrę kobiet czeka mnóstwo pracy by wrócić na szczyt, przynajmniej w Europie. Polska jest na rozdrożu. W jednej strony uciekają nam Serbia czy Turcja, z drugiej powoli ale jednak gonią Azerbejdżan, Czechy, Chorwacja i kilka innych. Pogoń za czołówką wymaga nie tylko olbrzymiego poświęcenia i wielu treningów, ale również (a może przede wszystkim?) nakładów. PZPS powinien zrobić wszystko by nie stracić dystansu. Reprezentację otaczać musi sztab najlepszych specjalistów (na pewno wiele osób w tym momencie przywoła na myśl opinię Serwińskiego na temat lekarzy kadry). Czy niepowodzenia na Mistrzostwach Europy i utrudniona droga na Igrzyska Olimpijskie wywołają jakąś reakcję ze strony związku? Gorsze wyniki to mniejsze zainteresowanie. Mniej kibiców to mniej wpływów do związkowej kasy. Może przynajmniej ten argument dotrze do ludzi w PZPS? Nieobecność Polek w Londynie dystansu do światowej czy chociażby europejskiej czołówki nie zmniejszy…

Marcin Olczyk – sportowymario.blox.pl

źródło: sportowymario.blox.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2011-10-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved