Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Jacek Sowa: Walki na pewno nie zabraknie

Jacek Sowa: Walki na pewno nie zabraknie

fot. archiwum

- Powalczymy o całą pulę, o trzy punkty. Po to ciężko trenujemy, żeby pokazać to, co umiemy, na meczu. Mamy zespół, który umie walczyć  - zapowiada przed pierwszym ligowym meczem  drugi trener MCKiS Energetyka Jaworzno, Jacek Sowa.

Za "energetycznymi" sparingowa konfrontacja z Będzinem. W jakim zestawieniu wystąpił w hali Łagisza zespół MCKiS Energetyk?

Jacek Sowa: – Trener Gerymski podjął decyzję, że niezależnie od dyspozycji zawodników, dwa pierwsze sety zagramy tym samym składem, a dwa kolejne innym. W sparingu w hali Łagisza nie uczestniczył tylko kontuzjowany Michał Glinka, niemniej Michał pojechał z nami do Będzina jako "obserwator". Mecz rozpoczęliśmy z Kamilem Kwasowskim na rozegraniu, Arturem Kulikowskim i Dominikiem Żmudą na przyjęciu, Adamem Michalskim i Władysławem Olszowskim na środku, Pawłem Adamajtisem na ataku i Damianem Sobczakiem na libero. Pierwszego seta przegraliśmy wynikiem 32:30, po zaciętej końcówce. Na parkiecie bardzo dobrze prezentował się Paweł Adamajtis, dobrze graliśmy także blokiem, w czym duża zasługa Władzia Olszowskiego – wypadł bardzo pozytywnie. Drugiego seta, w tym samym składzie, wygraliśmy do 21. Nasza gra wyglądała jeszcze lepiej niż w poprzednim secie. Funkcjonowało nam praktycznie wszystko, pojawiały się tylko niewymuszone błędy, jak dotknięcie bloku, zepsuta zagrywka, atak w aut…

Jak wyglądała gra jaworznickiej drużyny w kolejnych partiach? Sparing ostatecznie zakończył się zwycięstwem waszych rywali.



– Po tym całkowicie kontrolowanym przez nas od początku do końca drugim secie, na boisku pojawiła się nowa szóstka. Te dwa, kolejne sety wyglądały niestety już troszkę gorzej. Popełnialiśmy więcej błędów, zagraliśmy też słabiej w przyjęciu. Widać było, że sporo jest jeszcze do poprawy. Byliśmy częściej blokowani i podbijani. Cała ta kontrolna gra zakończyła się wynikiem 3:1 dla Będzina. Tak czy inaczej, z dwóch pierwszych setów, trener Gerymski ma prawo być zadowolony. Generalnie, hala Łagisza jest dość specyficzna, wiele zespołów ma problemy z rozegraniem tam dobrych zawodów. A dwa pierwsze sety, naprawdę zagraliśmy na "plus". Gdybyśmy wykorzystali piłkę setową, mogliśmy prowadzić 2:0, a wtedy może potoczyłoby się to dalej inaczej.

Za wami trzy wrześniowe turnieje. Pierwszy, rozegrany we własnej hali, zwyciężyliście, pokonując m.in. zespół z PlusLigi.

– Nie da się ukryć, że turniej o puchar prezydenta Jaworzna, nam się udał. Dyspozycja chłopaków była bardzo dobra, mimo iż był to okres intensywnej pracy, pracy na dużych obciążeniach. Dodatkową motywację wyzwoliła w nich na pewno kielecka drużyna, chcieli pokazać się z jak najlepszej strony. Zaczęliśmy meczem z Bielskiem, który wyszedł nam bardzo fajnie. Wygraliśmy 3:0, tym samym wynikiem wygraliśmy także z Fartem, przez co zapewniliśmy sobie pierwsze miejsce. Myślę, że po wygranej tej, z chłopaków zeszło już trochę powietrze, przez co sparzyli się w ostatnim meczu, z Jadarem Siedlce. Dostali od niego srogą nauczkę, ale taki "zimny prysznic" czasami każdemu się przyda.

W meczu z Fartem, Jaworzno zagrało bez kompleksów. Wynik 3:0, bez wątpienia ma prawo cieszyć.

– Tak, trzeba się cieszyć z tego wyniku, zwłaszcza, że zagrali przeciw nam tacy zawodnicy jak: Buszek, Pawliński, Jungiewicz, który zaliczył w zeszłym roku bardzo dobry sezon. Grał też Kapfer i Nilsson. Ten sam Nilsson, który kilka dni temu, na Memoriale Ambroziaka został wybrany najlepszym zawodnikiem… Na naszym turnieju, w Farcie zabrakło przede wszystkim podstawowego rozgrywającego – Pujola. Nie ma co ukrywać, to światowej klasy zawodnik. A dobry rozgrywający to czasami pięćdziesiąt procent zespołu, to reżyser gry, osoba przez którą przechodzą wszystkie piłki. Ale wracając jeszcze do naszej gry… Nasi zawodnicy pokazali, że potrafią grać, że jest nadzieja na dobry wynik w tym sezonie. Po wygranej z Fartem chłopaki cieszyli się jak gdybyśmy zapisali ważne trzy punkty w lidze. Co ważne, udowodnili sobie, że tak naprawdę między PlusLigą a pierwszą ligą nie ma aż tak wielkiej różnicy. Chłopcy mieli też szansę pokazania się, choćby trenerowi Grzegorzowi Wagnerowi, który jak sądzę, zanotował kilka nazwisk. Może kiedyś po nie sięgnie?

Po turnieju w Jaworznie, przyszedł czas na turniej w Siedlcach. A turniej ten miał niezwykle ciekawą obsadę.

– Tak, przez co dał nam świetny materiał do analizy. Do Siedlec przyjechała prawie połowa ligi. Mogliśmy zobaczyć w akcji kilka zespołów, z którymi nie mieliśmy okazji sparować. Mówię tu o Suwałkach, Będzinie, "przemeblowanej" Wandzie Kraków, czy Pekpolu Ostrołęce, który podobnie jak my zachował skład, dokonał jedynie drobnej "kosmetyki", trzon zespołu został. Gospodarza – Siedlce, widzieliśmy już u nas, w Jaworznie. Dzięki temu turniejowi mogliśmy sprawdzić na jakim etapie jesteśmy, a na jakim etapie są inne zespoły. Sprawdzić ile nam brakuje, czy wszystko idzie w dobrym kierunku.

Miejsce poza podium w Siedlcach, trudno uznać chyba za satysfakcjonujące?

– Faktycznie, pod względem wyniku, ciężko uznać ten turniej za udany. Pierwszy mecz graliśmy tuż po wyjściu z autokaru. Naszym rywalem był Ślepsk Suwałki. Pierwszego seta co prawda gładko przegraliśmy, ale nasi chłopcy dopiero rozgrzewali się na boisku w trakcie trwania tego seta. Następne partie zwyciężyliśmy już, grając na przyzwoitym, dobrym poziomie. Wygraliśmy 3:1. Cieszy fakt, że w końcówkach potrafiliśmy zachować koncentrację. Trener testował w Siedlcach różnych zawodników, różne ustawienia, różne kombinacje. Próbowaliśmy nawet wariant z Patrykiem Łabą na przyjęciu. Choć to bardzo dynamiczny zawodnik, jako przyjmujący także radził sobie dobrze.

To, co udało się z Suwałkami, nie udało się następnego dnia z Ostrołęką.

– Niestety, w sobotę doznaliśmy z nią srogiej porażki. Pekpol zaskoczył nas, postawił bardzo wysoką poprzeczkę. Nie mogliśmy poradzić sobie z przyjęciem, odrzucono nas od siatki, mocną, agresywną zagrywką. Do tego, rywal dodał bardzo szczelny, dokładny blok. Nasi atakujący mieli duże problemy ze skończeniem akcji. Nie da się ukryć, że spotkanie to skończyło się bardzo szybko wynikiem 0:3. Pekpolowi po prostu wyszedł ten mecz, rywal nie pozwolił nam narzucenie stylu gry… W niedzielę, o trzecie miejsce zagraliśmy z Wandą. To zespół doświadczony, z zawodnikami, którzy prezentują pewną wartość sportową, którzy "przewijali się" po najlepszych ligach. Bardzo podobała mi się gra Damiana Dominika, dobrze spisywał się też Łukasz Szablewski, który był kiedyś zmiennikiem Pawła Zagumnego w Olsztynie. "Swoje" grał też Bartek Soroka, Jarek Tepling…

Ostatnim w tym miesiącu turniejem z udziałem Jaworzna był turniej Beskidy 2011. Była to impreza z międzynarodową obsadą.

– To prawda, z międzynarodową obsadą, ale były też kolejne zespoły z naszej ligi, których byliśmy ciekawi, choćby Nysa. Doszedł tam Piotr Łuka, Kamil Kacprzak. Zrobił się dość mocny, solidny zespół. W Bielsku zjawił się też beniaminek – Cuprum Lubin. Drużyna ta wzmocniła się Maćkiem Kordyszem, Michałem Żukiem… System obowiązujący na turnieju w Bielsku był taki, że grało się do dwóch wygranych setów. Pierwszy mecz, z Nysą, wygraliśmy 2:1. Kolejnego dnia, ze Slavią Svidnik przegraliśmy 0:2. Ostatni mecz grupowy zagraliśmy ze Slavią Havirov. W niedzielę, grało się już "normalnie" do trzech zwycięskich setów. W meczu o trzecie miejsce zmierzyliśmy się z Cuprum Lubin. Po bardzo dobrej grze, wygraliśmy 3:0, turniej zakończył się więc dla nas pozytywnie. Co prawda zajęliśmy dopiero trzecie miejsce, ale na cztery mecze zapisaliśmy trzy wygrane.

W porównaniu do zeszłego sezonu, jaworznicka drużyna nie zmieniła oblicza. W tym tkwić będzie jej siła?

– Faktem jest, że w 90 procentach mamy ten sam zespół, co w zeszłym sezonie, mamy tylko trzy nowe nazwiska. Chłopcy są bardzo zgrani, zintegrowani ze sobą. Dzięki trenerowi Gerymskiemu tworzą prawdziwy zespół, a to bardzo ważne. Fakt, że zespół nie jest "przemeblowany" działa na plus. Tak, jak w zeszłym roku, chłopaki uczyli się dopiero pewnych rzeczy, tak teraz, okres, który ciężko przepracowali przyniesie efekt. Mam nadzieję, że praca ta zaprocentuje już na meczu z Gorzowem. Pamiętamy, że w zeszłym roku, na inaugurację, skończyło się, jak się skończyło, przegraliśmy dość łatwo 0:3. Myślę, że teraz nie powtórzymy tego wyniku, a jeśli już, że będzie to wynik w drugą stronę. Bardzo w to wierzę, wierzą w to także chłopaki, a przede wszystkim trener Gerymski.

Trzeba przyznać, że zaczynacie od trudnego rywala. Siatkarze z Gorzowa zakończyli poprzedni sezon na wysokiej, trzeciej lokacie.

– Gorzów to dobra, znana siatkarka marka od wielu, wielu lat. W tym roku to nieco inny personalnie zespół, ale na pewno nie można powiedzieć, że to zespół słabszy jak ten, z poprzedniego sezonu ligowego. Na rozegraniu mają Bartka Neroja, który do niedawna grał na tej pozycji w Politechnice Warszawskiej. To chłopak o bardzo dobrych warunkach fizycznych, zawodnik leworęczny. Nie można zapomnieć też o ataku, na którym występować będzie Paweł Maciejewicz. Maciejewicz to zawodnik od którego wiele będzie zależeć. Jego dobra dyspozycja potrafi skutecznie się przekładać na wynik… Na środku mają Dariusza Szulika, na przyjęciu Michała Błońskiego, do Jaworzna przyjedzie zatem dobry zespół, który będzie zapewne walczył o czołowe miejsca w tabeli.

Jak rozumiem, nie zmienia to faktu, że na mecz z Gorzowem wyjdziecie po komplet punktów? Początek sezonu 2011/2012 będzie bardziej pomyślny jak sezonu 2010/2011?

– Na pewno powalczymy o całą pulę, o trzy punkty. Z każdego będziemy się cieszyć, ale walczymy o komplet. Musi być dobrze. Po to ciężko trenujemy, żeby pokazać to, co umiemy, na meczu. Wierzę, że nasi kibice się na nim zjawią. A wiadomo, każdy wygrany mecz "ściąga" kolejnych. Gorąco wszystkich zapraszam. Ci, którzy przychodzić będą na nasze spotkania, na pewno się nie zawiodą. Mamy zespół, który umie walczyć i który pokaże tę walkę na parkiecie. Tego na pewno nie zabraknie… W tamtym sezonie było kilka czynników, które spowodowały, że mieliśmy słabszy początek. Podstawą była kontuzja Kamila Kwasowskiego, który podkręcił najpierw jedną nogę, potem drugą, w związku z czym wypadł nam trochę z "obiegu". Druga, istotna kwestia: mieliśmy nowy zespół, potrzebne były zgranie. Chłopcy popełniali na początku masę niewymuszonych błędów, po 25, 30, a może i więcej. Oddawaliśmy nawet i półtora seta za darmo, stąd takie wyniki. Końcówka sezonu była już bez porównania lepsza – wygraliśmy z Treflem, Avią, Jokerem…

Co, w pana opinii, miało wpływ na korzystny finisz sezonu?

– Za sprawą treningów zmniejszyła się liczba popełnianych błędów, z meczu na mecz rozkręcał nam się też Paweł Adamajtis. Sportowo "wygryzł" on Adriana Szlubowskiego. Do utrzymania się w lidze przysłużył się generalnie cały zespół – coraz pewniejszy w grze Kamil Kwasowski, Władziu Olszowski, Damian Sobczak… Damian to zawodnik wyszukany przez Sławka Gerymskiego. Sławek nie bał się go sprowadzić, od razu dostrzegł w nim tę "iskrę", która potrzebna jest na pozycji libero. Tak jak mówię, ta końcówka była naprawdę bardzo dla nas udana. Teraz wierzę, że od początku będzie już nieźle, aczkolwiek – to sport, każdy chce wygrywać. Na pewno będzie ciężko, liga jest bardzo wyrównana, nie ma w niej pewnych faworytów, czy pewnych kandydatów do spadku. W zeszłym roku, jako o kandydatach do spadku mówiło się o Jaworznie, o Spale, jednak my, utrzymaliśmy się. W tym sezonie, każdy może wygrać z każdym, może być dużo niespodzianek.

* rozmawiała Sylwia Kuś (energetyk.mckis.jaw.pl)

źródło: energetyk.mckis.jaw.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-09-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved