Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > M. Nikić: Gdybym mógł, zagrałbym w każdym z byłych klubów

M. Nikić: Gdybym mógł, zagrałbym w każdym z byłych klubów

fot. archiwum

Milos Nikić w bieżącym sezonie reprezentuje barwy Monzy. Mimo młodego wieku jest to dla niego już 6. klub w karierze. - Z każdą z byłych ekip mam dobry kontakt. Gdybym tylko mógł, zagrałbym w nich wszystkich, niestety jest to niemożliwe - mówił Nikić.

Kiedy zacząłeś trenować siatkówkę? Nie żałujesz, że wybrałeś właśnie zawód siatkarza jako sposób na życie?

Milos Nikić: – Byłem w drugiej klasie szkoły podstawowej kiedy to pewien scout pojawił się w naszej szkole i opowiedział o siatkówce, wyjaśnił na czym ta gra polega. Namówiłem dwóch kolegów na to, by uczęszczali razem ze mną na treningi, ale oni, w przeciwieństwie do mnie, szybko się poddali. Uwielbiałem ten sport od samego początku ponieważ mogłem biegać nieco szybciej, skakać nieco wyżej i zbijać piłkę odrobinę mocniej niż inni na treningu. Czasem myślę, że gdybym mógł cofnąć czas, to być może zamiast siatkówki wybrałbym tenis, gdyż naprawdę lubię rywalizację, indywidualne dyscypliny sportu, jednakże nie mogę powiedzieć, że żałuję mojej decyzji o zostaniu siatkarzem.

Swego czasu, przynajmniej w Polsce, byłeś porównywany do Gorana Vujevicia. Nie przeszkadzają ci takie porównania do innych zawodników?



– Uwielbiam być porównywany do takich sław jak Goran Vujević czy Vladimir Grbić, oni są niesamowitymi ludźmi i wielkimi zawodnikami. Mimo wszystko czuję, że czeka mnie jeszcze ogrom pracy by choćby zbliżyć się do poziomu, jaki oni reprezentowali. Jednakże takie porównania są zawsze miłym komplementem.

W młodym wieku zostałeś podstawowym przyjmującym reprezentacji Serbii i osiągnąłeś z nią już wiele sukcesów. Jaki jest twój przepis na sukces, na dobrą grę?

– Wstawanie o świcie każdego dnia, dawanie z siebie wszystkiego na każdym treningu i w każdym meczu, poświęcanie siatkówce czasu, który mógłbym spędzić ze swoją rodziną czy przyjaciółmi – oto mój klucz do sukcesu. Każdej nocy, nim zasnę, zawsze myślę o treningu czy meczu, jaki rozegrałem tego dnia. Zastanawiam się nad tym co zrobiłem źle, co dobrze, a co jeszcze powinienem poprawić w swojej grze i co mogłem zrobić lepiej. Myślę, że najważniejszą rzeczą w siatkówce jest być w stu procentowych zaangażowanym w to, co się robi, a reszta to kwestia talentu oraz szczęścia.

Emocje związane z mistrzostwami Europy już dawno opadły, ale jak ty podsumowałbyś ten turniej?

– Myślę, że jeszcze wiele czasu minie nim dotrze do mnie to, co się wydarzyło i jak wielki sukces osiągnęła serbska reprezentacja. Od meczu z Rosją byłem w pewnego rodzaju transie, nie potrafię tego wytłumaczyć. To wszystko, co wydarzyło się w Austrii, to coś więcej niż mógłbym sobie wymarzyć lub co miałem nadzieję osiągnąć.
Nikt w drużynie nie miał najmniejszych wątpliwości co do tego, że zwyciężymy finałowe spotkanie z Włochami. Byliśmy bardzo zjednoczeni, tworzyliśmy kolektyw, jedność, każdy z nas dał z siebie wszystko a finałowy rezultat był niesamowity!

Monza jest szóstym klubem w twojej karierze. Co ma wpływ na tak częste zmiany barw klubowych? Czemu tym razem zdecydowałeś się akurat na grę w Monzie?

– Zawsze dążę do tego, co najlepsze. Po sezonie spędzonym w Roeselare bardzo chciałem powrócić do Włoch i tam kontynuować swoją karierę. Najpierw otrzymałem ofertę z Latiny, po roku przeniosłem się do San Giustino i zamierzałem tam zostać na kolejny rok. Wtedy, dość nieoczekiwanie, dostałem propozycję gry dla Monzy, którą przyjąłem z dwóch powodów. Po pierwsze mam doskonały kontakt z trenerem Zaninim, z którym współpracowałem w San Giustino. Naprawdę bardzo podoba mi się jego podejście do treningów, meczów, jego system pracy. On cały czas motywuje mnie do tego, bym stawał się coraz lepszym siatkarzem. Drugim powodem jest to, iż w Monzie zdobędę większe doświadczenie niż miałoby to miejsce, gdybym został w San Giustino. Acuqa Paradiso w tym roku zagra w Pucharze CEV, więc mój wybór był prosty. Ze wszystkimi klubami, w których dotychczas grałem mam doskonałe relacje i co roku na koniec sezonu otrzymuję z nich propozycję powrotu. Gdybym tylko mógł, zagrałbym w nich wszystkich, niestety jest to niemożliwe.

Grałeś w lidze czarnogórskiej, belgijskiej i włoskiej. Jakbyś je wszystkie ocenił?

– Dla mnie Serie A jest najlepszą spośród wszystkich lig. Oczywiście, w Belgii spędziłem znakomity sezon a w Czarnogórze rozpocząłem swoją profesjonalną karierę, nigdy o tym nie zapomnę. Mimo wszystko liga włoska zawsze była moim celem i marzeniem. Jestem szczęśliwy, że tutaj gram.

Ty, Aleksandar Atanasijević i Nikola Jovović jesteście nazywani „trzema muszkieterami". Jakie były początki waszej przyjaźni? Teraz ty grasz we Włoszech, Aleksandar w Polsce, a Nikola w Niemczech – nie żałujesz, że nie możecie grać w jednym klubie?

– Nikola, Aleksandar i ja zaczęliśmy się przyjaźnić w ubiegłym roku. Dość niespodziewanie na zgrupowaniu kadry ja i Nikola zostaliśmy przydzieleni jako współlokatorzy. Po kilku dniach Aleksandar zaczął nas odwiedzać coraz częściej i wszyscy zaczęliśmy spędzać razem coraz więcej czasu. Nikola to naprawdę świetny człowiek i przyjaciel, a Aleksandar jest pełen pozytywnej energii. Ich zwyczajnie nie da się nie lubić. Wszyscy trzej bardzo szybko znaleźliśmy wspólny język, zrozumieliśmy się bez trudu. Naturalnie, byłoby fantastycznie gdybyśmy wszyscy zagrali w jednej drużynie i mam nadzieję, że w przyszłości tak się stanie. Na chwilę obecną będę szczęśliwy jeżeli znów każdy z nas otrzyma powołanie do drużyny narodowej.

* rozmawiała Michalina Tarkowska (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-09-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved