Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Recepta na przyszłość

Recepta na przyszłość

fot. archiwum

Do tej pory zastanawiam się, czy największym sukcesem jest to, że chłopaki zdobyli medal, a mało kto w to wierzył, czy pokonanie Rosjan na dużej imprezie o stawkę, czy w końcu fakt stanięcia na podium.

Chyba jednak wszystko po trochu. Nie mniej warto spojrzeć jak wyglądała droga do tego medalu i czy nie należy z niektórych faktów wyciągnąć konstruktywnych wniosków.

Trzeba obiektywnie przyznać, że Andrea Anastasi obejmując posadę trenera reprezentacji Polski nie miał łatwego zadania. Z różnych powodów gry w kadrze odmówili siatkarze, którzy tworzyli do tej pory trzon reprezentacji. Niektórzy z nich nawet bardzo chcieli grać, ale nie zdążyli wrócić do formy po kontuzjach. I tutaj pora na pierwszą refleksję…

Poza utartymi słowami, że gra w reprezentacji to honor, zaszczyt itd., a za odmowę powinno się karać, spójrzmy na to inaczej. Co z tego, że byłyby kary, jeśli powołany zawodnik nie wykazywałby 100% zaangażowania na treningach, nie byłby przydatny dla trenera, a tylko straciłby czas swój i tego kto go powołał. Zastanowić się należy raczej, co zrobić, żeby zawodnicy po sezonie ligowym nie byli tak wyeksploatowani. Granie w poprzednim sezonie ligowym dwóch rund play-off było pomyłką. Ale zastanowić się należy również nad formą Pucharu Polski, czy w końcu nad meczami pucharowymi, które są dla CEV-u maszynką do zarabiania pieniędzy, co kluby odczuwają i coraz głośniej o tym mówią. Może nowa rola Mirosława Przedpełskiego we władzach CEV coś tu zmieni.



Zatem nie zdziwmy się, jak pozostanie tak jak było, a za rok znowu najlepsi zawodnicy stwierdzą, że muszą leczyć kontuzje. Bo to zupełnie normalne, że zdrowie jest priorytetem, potem dopiero inne sprawy, w tym i reprezentacyjne. Z drugiej strony dobrze się stało, jak się stało. Okazało się, że tzw. „drugi garnitur" szybko może grać pierwsze skrzypce. To oznacza tylko tyle, że nikt nie może czuć się pewniakiem, bo na jego miejsce są inni którzy zostawią kawałek serca na reprezentacyjnym boisku.

Atmosfera

Jeśli któryś z zawodników obraża się na media (nawet jeśli ma ku temu powody), to jestem w stanie wysunąć tezę, że psychicznie nie jest jeszcze przygotowany do roli, w jakiej się znalazł. Trudno się dziwić reakcji prasy po memoriale Huberta Wagnera. To nie była tylko kwestia przegranych, ale też i stylu. Nawet jeśli cykl przygotowawczy do ME był celowo taki, że memoriał był etapem poniekąd treningowym (z tzw. testem „publiczności"), to trudno oczekiwać, żeby siatkarze zostali pogłaskani po główce, że nic złego się nie stało, za dwa tygodnie będzie lepiej. Każdemu się czasami przydaje kubeł zimnej wody, a jeśli działa mobilizująco, to wnioski pozostawiam do wyciągnięcia czytelnikom. Memoriał przyniósł jeszcze jeden efekt, całkowicie niezamierzony. O ile trzecie miejsce w LŚ było m.in. wynikiem korzystnej drabinki turniejowej, o tyle przegrana nawet z Czechami zdjęła piętno polskiej reprezentacji jako faworytów z każdym przeciwnikiem. W czasie turnieju nastawienie było takie. „Jak wyjdą z grupy to będzie dobrze". „Jak wygrają baraż to będzie dobrze". Tutaj nastąpiła już mała zmiana mentalna po dobrej grze z Czechami „Jest szansa ograć Słowację". I tak niepozornie Polacy znaleźli się w strefie medalowej, przy czym nie odbyło się to bez echa związanego z zasadami, jakie panują na tym turnieju, a to już miejsce na refleksję nr 3.

O ile faworyzowanie gospodarzy w drabinkach turniejowych jest typowe nie tylko w siatkówce, o tyle system eliminacji grupowych jest pseudo rewelacją samą w sobie. Kiedy na ostatnich mistrzostwach świata nasi dzielni siatkarze w duchu sportowej walki szybko poczuli gorzki smak tej „pigułki", w prasie nie zabrakło komentarzy: „Wielcy przegrani" itd. Teraz nawet na naszym strefowym forum pojawiły się głosy oskarżenia wobec trenera Anastasiego, że postawa w meczu ze Słowacją w fazie grupowej była niesportowa. Niestety… z tym się nie mogę zgodzić.

Siatkówka zawsze należało do gier dla inteligentnych. A gra toczy się nie tylko na boisku, ale przed meczem, po meczu (analizy) i w trakcie poza boiskiem, kiedy to statystycy dostarczają cennych informacji na trenerską ławkę. Bez sensu byłoby w meczu ze Słowacją wystawić pierwszy skład i odkrywać wszystkie karty. To była doskonała okazja sprawdzić zmienników i Anastasi to wykorzystał. Jednocześnie wpadając też w barażach na Czechów, pozwolił na odbudowanie się mentalne drużyny. Skrócona analiza korzyści i strat wynikających z decyzji włoskiego szkoleniowca pokazuje, że wybór był słuszny.

Sędziowanie

Trzeba szczerze przyznać, że sędziowie w siatkówce łatwej pracy nie mają. Gra ta się stała na tyle szybka, że konia z rzędem temu kto byłby nieomylny. Aż się prosi zatem o wprowadzenie możliwości powtórek video, na wzór systemu, który został przetestowany już na polskich parkietach. Ujmy to nikomu nie przyniesie, a też nikt nie będzie czuł się oszukany, choć nikt nikogo nie chciał oszukać. O ile zwycięstwo w meczu półfinałowym Serbów z Rosją się Serbom należało, to nawet pomimo tego, że bilans sędziowskich pomyłek wyszedł pewnie na zero, to ta która zdarzyła się ostatnia, wypadła w bardzo niekorzystnym momencie. A zaleta może być jeszcze jedna. Jak wiadomo sędziowie liniowi pochodzą z kraju organizatorów. Dlatego wielokrotnie już można było zauważyć, że ich chorągiewką nie steruje sprawne oko, ale duch patriotyczny. W przypadku możliwości sprawdzenia decyzji przez drużynę (tzw. challenge) to „oko" zwiększy swoją skuteczność. Może to kolejne zadanie nowego vice prezesa CEV-u.

Niewiara czyni cuda

Ten wątek wiąże się też w dużej mierze z wątkiem gry z pozycji nie będącej faworytem. Widać to było w meczu z Włochami, kiedy nasi wiedzieli, że przy dobrzej grze mają szansę ograć zawodników z Półwyspu Apenińskiego. I to niektórych zablokowało na tyle mocno, że Włosi wygrali głównie przez naszą słabą postawę. Pozostało zatem przygotowywać się na niedzielny mecz z Serbami (tak tak, wszyscy przecież tak myśleli). A tu niespodzianka. Zamiast z Serbami przyszło zmierzyć się naszym z siatkarzami Sbornej. I znowu wiara w medal uciekła, nawet u niektórych siatkarzy. Strefowa korespondentka z Wiednia na swoim profilu FB pisała w sobotni wieczór „Tak bardzo nie chcieliśmy grać z Rosjanami, a tu Serbowie zrobili nam psikusa ;) Idę świętować nasze czwarte miejsce…". Całe szczęście że tego czwartego miejsca nie zaczęli też z nią świętować nasi siatkarze, tylko poszli na spacer. A co potem zrobili w niedzielę, wielu czytelników zapewne widziało. Zagrali bez tremy, doskonale taktycznie. To naprawdę rzadki widok bezradnych Rosjan na boisku, którzy do meczu z Serbią byli wielkimi faworytami, a po meczu z Polakami wielkimi przegranymi kolejnych mistrzostw Europy. To tylko pokazało jak duże rezerwy są w mentalności polskich zawodników. A dalsza gra w turniejach o stawkę dla większej części zawodników z tej drużyny pozwoli im nabierać pewności siebie.

Trzeba szczerze przyznać, że przed tym turniejem mało kto wierzył w tę drużynę. W meczu z Rosjanami – ze świecą szukać takiego, kto postawiłby wszystkie pieniądze na Polaków. Najciekawsze jest to, że do tej pory wielu nie wierzy w to co się stało, dlatego ten brąz smakuje tak samo słodko jak złoto sprzed dwóch lat. Ale może to jest jakaś recepta na kolejne turnieje…

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, Mistrzostwa Europy, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-09-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved