Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Szósta rocznica śmierci Arkadiusza Gołasia

Szósta rocznica śmierci Arkadiusza Gołasia

fot. archiwum

Gdy mówimy o wysokim siatkarzu o niebywałym wyskoku zostawiającym całe serce na boisku, przychodzi nam na myśl wiele nazwisk. Lecz w naszej pamięci pozostało szczególnie to jedno. Tego, którego nie ma z nami już 6 lat. Arkadiusza Gołasia.

Arkadiusz Gołaś rozpoczął swoją siatkarską drogę w szkole podstawowej. Pierwszym klubem dla którego grał jako nastolatek był UKS Olimp Ostrołęka. Już wtedy było wiadomym, że jest niezwykle uzdolnionym chłopcem. Po kilku latach przeniósł się do MKS MOS Wola Warszawa, z którą zdobywał mistrzowskie tytuły jako kadet i junior. Ciężka praca, wytrwałość oraz nauka w SMS Spała sprawiła, że został zauważony przez władze częstochowskiego AZS-u, i niedługo potem stał się jego zawodnikiem. Czas który Arek spędził w Częstochowie, bardzo dobrze odbił się na jego sportowej karierze. Rozwinął swoje zdolności, przebił się do pierwszego składu drużyny. Jego wysiłek i wspaniała postawa w ligowych meczach i na treningach, została doceniona przez trenera Ryszarda Boska, który powołał młodego środkowego do polskiej reprezentacji, w której zadebiutował w 2001 roku. Arek został zauważony także przez włoski klub Padova, z którym związał się w 2004 roku. Taki diament w swoich szeregach chciał mieć niejeden klub, nie tylko z włoskiej Serie A. Życie Arka zarówno sportowe, jak i prywatne zaczęło rozwijać się jeszcze prężniej. W lipcu 2005 roku stanął na ślubnym kobiercu, żeniąc się z ukochaną Agnieszką. Świadkował mu jego przyjaciel, Krzysztof Ignaczak, z którym poznali się podczas gry w AZSie. W nadchodzącym sezonie miał być zawodnikiem znakomitego włoskiego klubu Lube Banca Macerata. Wszystko jak z bajki, którą przerwał jeden feralny dzień – 16 września. Arek wraz z żoną jechał do Włoch, by podpisać kontrakt marzeń. Lecz na drodze do szczęścia stanęła betonowa ściana w Griffen koło Klagenfurtu, ściana w którą uderzył samochód Arka i zabrał nam go na zawsze.

Szok, niedowierzanie, ogromny smutek – to jedyne słowa które mogą określić tragedię która się wydarzyła. Zawsze kiedy wspomina się Arka człowiekowi coś ściska gardło… To był porządny człowiek – wspomina Arka trener Ryszard Bosek. W pamięci każdego kibica, dziennikarza, kolegi z boiska i wielu innych ludzi, Arek zostanie zapamiętany jako niezwykła, pogodna, zawsze radosna osoba. Poza siatkówką, jego drugą pasją była fotografia i komputery. Jak wspomina Michał Winiarski: – Zawsze lubił robić zdjęcia, często zabierał ze sobą aparat”. Jednak to siatkówkę zawsze stawiał na pierwszym miejscu. Arek miał „stratosferyczny" zasięg, wróżono mu wielką sportową karierę.

Miałem okazję być z Arkiem w pokoju, spędziliśmy bardzo fajne dwa tygodnie, umawialiśmy się na spędzenie wspólnie Świąt Bożego Narodzenia i Sylwestra – niestety nie było nam to dane… – mówi Sebastian Świderski.



Wielu chciało, aby numer "16" był zastrzeżony. Nie zgodzono się na to, więc pamięć tego numerka z koszulki reprezentacyjnej w której grał Arkadiusz, zachował jego przyjaciel – Krzysztof Ignaczak, który go przejął. Jest wiele dowodów na to, że Arek wciąż jest wśród nas, że pamiętamy o nim. Niezapomnianym momentem było zadedykowanie srebrnego medalu mistrzostw świata siatkarzy w 2006 roku, właśnie jemu. Wtedy też wszyscy zawodnicy ubrani byli w koszulki z numerem 16. Co roku odbywa się także memoriał jego imienia. To tylko nieliczne dowody na to, że Arek jest wciąż z nami, mimo że upłynęło już tyle lat. Arek odszedł grać do niebiańskiej drużyny, będąc na ziemi wzorem dla młodych ludzi.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2011-09-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved