Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Michał Mieszko Gogol: Nie będziemy składać deklaracji

Michał Mieszko Gogol: Nie będziemy składać deklaracji

fot. archiwum

- Chcemy zagrać swoją siatkówkę, na dobrym poziomie, tak abyśmy sobie powiedzieli po finale, że zrobiliśmy wszystko, żeby być jak najwyżej - o decydującej fazie  ME , podsumowując dotychczasową grę Polaków, mówi Michał Mieszko Gogol.

Przed spotkaniem ze Słowacją, na etapie rywalizacji grupowej, stwierdziłeś, że macie sposób na Słowaków. Po wygranej w meczu ćwierćfinałowym, możesz już zdradzić jaka to metoda?

Michał Mieszko Gogol: – Na pewno zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że dużym mankamentem Słowacji jest ich przyjęcie. Mieli bardzo duże problemy z zagrywką typu flot, mimo że w tym spotkaniu ćwierćfinałowym nie było to tak do końca widoczne. Mieliśmy przygotowanych kilka spotkań Skladanego jeszcze sprzed mistrzostw Europy: z turnieju w Mariborze czy spotkań towarzyskich z Iranem i znaleźliśmy kilka tendencji, które mogliśmy przełożyć na pomocne nam założenia. To były dwa kluczowe elementy: nasza zagrywka i czytanie gry rozgrywającego Słowacji. Mimo że w tym meczu grał dużo więcej środkiem i to było spowodowane tym, że całkiem nieźle przyjmowali, przynajmniej przez te pierwsze półtora seta cały czas kontrolowaliśmy sytuację. Wiedzieliśmy, że jeżeli zajdzie potrzeba jakiejś zmiany przedmeczowych założeń, cały czas dzięki bieżącej współpracy mamy możliwość korygowania pewnych elementów.

Na przestrzeni całego turnieju wyróżniającą się postacią słowackiej kadry był Martin Sopko. W ostatnim spotkaniu przyjmujący reprezentacji Słowacji nie był już tak widoczny.



– Słowacy na tych mistrzostwach pokazali bardzo dobrą grę, te pierwsze mecze zagrali nawet ponad swoje możliwości, oczywiście nie ujmując ich umiejętnościom. Natomiast rzeczywiście Martin Sopko i Lukáš Diviš, bo ich znamy najlepiej z polskiej ligi, grali lepiej niż w PlusLidze przez cały sezon. Te pierwsze mecze w ich wykonaniu to bardzo solidne przyjęcie, dużo przyjmowali, przez to mieli bardzo dogodne sytuacje do wyprowadzenia zagrań w ataku. W tym elemencie byli też bardzo skuteczni, szczególnie z tych wysokich piłek – Lukáš Diviš w meczu z Bułgarami przechodził sam siebie, również Martin Nemec w rywalizacji z reprezentacją Bułgarii zagrał bardzo dobre spotkanie.

Statystyki skuteczności podopiecznych Emanuele Zaniniego, po meczu ćwierćfinałowym, również nie wyglądały tak dobrze jak w fazie grupowej. W jakim stopniu to efekt dobrze realizowanej przez biało-czerwonych taktyki, a w jakim błędów własnych rywala?

Udało nam się wyeliminować ich lewe skrzydło, Martin Nemec trochę nam zaszkodził, później zmienił go Milan Bencz, ale na taką okoliczność też byliśmy przygotowani. Przede wszystkim wyłączyliśmy tych dwóch zawodników, których znaliśmy najlepiej z ligi. Martin Sopko pierwszą piłkę z przyjęcia, rzeczywiście rozegraną, dostał dopiero w drugim secie. W pierwszym atakował same piłki z kontry, wysokie i trudne. Był to też efekt naszej dobrej gry i wynik też cieszy.

To chyba nie był tak łatwy mecz, jak mógłby na to wskazywać sam wynik? Ten zespół nie przypomina Słowacji, jaką oglądaliśmy jeszcze kilka lat temu?

– Słowacy pokazali, że są drużyną, która potrafi bardzo dobrze grać w siatkówkę. Zrobili bardzo duży postęp, grają w Lidze Europejskiej, wygrywając tę ligę. Na pewno żałują, że nie dostali się do Ligi Światowej, bo mieliby szansę na jeszcze większy postęp. Widać tu myśl szkoleniową Emanuele Zaniniego, praca z zagranicznym szkoleniowcem przyniosła więc efekty. Rzeczywiście byli bardzo zespołową drużyną, oczywiście są Martin Sopko, Lukáš Diviš czy Martin Nemec i o każdym z nich można mówić, że jest liderem tego zespołu, ponieważ w poszczególnych meczach któryś z nich prowadził tę drużynę do zwycięstwa. Jednak przez to, że w każdym meczu był to inny zawodnik, można powiedzieć, że ich siłą była jednak zespołowość i to było atutem numer jeden Słowacji.

Jakie były wnioski przed ćwierćfinałem, a po meczu z Czechami? Na pewnym etapie spotkania z podopiecznymi trenera Svobody w grze polskiej reprezentacji pojawiły się przestoje?

Może niekoniecznie były to nasze przestoje, zwróciłbym raczej uwagę na postawę Czechów i grę Jana Stokra, który w trzecim secie miał 80% skuteczności zagrań w ataku, tym samym był nie do zatrzymania. Ponadto Lukáš Ticháček, widząc efektywność swojego zawodnika, posyłał do niego kolejne piłki, jedna za drugą. Szczególnie atakując po prostej, Stokr nękał nas kolejnymi zagraniami. Trzymaliśmy się ściśle swoich założeń, konsekwentnie i cierpliwie, kiedy obroniliśmy dwie piłki po prostej, dołożyliśmy trochę bloku, Michał Kubiak wszedł na zagrywkę i w ataku Czechów pojawiła się nerwowość. Udało się, a ten trzeci set był momentem przełomowym w tym meczu.

Droga do półfinałów nie była dla was jednak łatwa? Które ze spotkań było najtrudniejsze?

– Chyba ten mecz z Czechami, to jednak jest dobra drużyna, złożona z zawodników grających w wielu najlepszych ligach europejskich. To był też taki mecz, w którym po tych dwóch porażkach w grupie: ze Słowacją i Bułgarią chcieliśmy się odbudować, nie wiedzieliśmy do końca, na ile jesteśmy w stanie zagrać i co możemy pokazać. Po tych dwóch spotkaniach byliśmy lekko zablokowani mentalnie, przez co ciężko było się otworzyć na grę, znaleźć swój rytm. Całe szczęście, że nam się to udało, znaleźliśmy rytm i utrzymaliśmy go do spotkania ze Słowacją. Najtrudniej w tym wszystkim było zapomnieć o tym, co było w fazie grupowej, w Pradze, a zająć się tylko i wyłącznie bieżącymi wydarzeniami.

Momentami widoczny jest brak skuteczności atakujących. Ta pozycja może być słabym punktem polskiej reprezentacji?

Mamy dobrych atakujących na tej pozycji, widać, że czasami jeden lub drugi potrzebuje oddechu czy spojrzenia na sytuacje z drugiej strony. Staramy się im pomagać, jak możemy, trener też wprowadza kolejne zmiany, pracujemy na to całą drużyną. Nasi atakujący mają jeszcze pewne rezerwy, rzeczywiście grają troszeczkę ‚ w kratkę’, przy czym dobrze się uzupełniają, natomiast mamy pewną rezerwę. Być może, teraz już w tej grupie finałowej są w stanie zagrać o wiele lepiej. I gdyby się okazało, że właśnie teraz rozegrają lepsze zawody niż do tej pory, to przy wykrzesaniu większej skuteczności jesteśmy w stanie osiągnąć dobry rezultat. Trzeba na to spojrzeć z tej strony, nie narzekając, że coś jest nie tak, mamy jeszcze rezerwę i być może w tej finałowej czwórce będziemy chcieli rywali czymś zaskoczyć.

Dotychczas prezentowana przez polską reprezentację gra pozwoli na realną walkę o najwyższe cele?

Gramy nieźle, natomiast trzeba będzie zagrać bardzo, bardzo, bardzo dobrze, żeby zdobyć medal. Wszyscy sobie zdajemy sprawę, że musimy wznieść się na wyżyny. Chłopaki muszą zagrać na wielkiej koncentracji, determinacji i poprzeć to wszystko umiejętnościami. Będzie się na to składało wiele czynników, jak na przykład dyspozycja dnia. Wygrać będzie bardzo ciężko, ale to jest już ścisła czwórka, tutaj nie ma mowy o łatwych meczach, trzeba zagrać na maxa dać z siebie wszystko i zobaczymy, jaki to przyniesie efekt.

Waszym rywalem w półfinale będą Włosi, jeden z kandydatów do tytułu mistrzowskiego…

Włosi to ogromna siła w polu zagrywki, dodatkowo, jeżeli nie odrzuci się ich od siatki siła rażenia w ataku. Zaytsev, Savani, dobrzy środkowi i szybko grający rozgrywający. Włosi mają piekielny potencjał, jeżeli chodzi o zagrywkę, a to jest jedyny element, który jest niezależny od przeciwnika. Więc wszystko zależy od tego, jak będą zagrywać. Pamiętam, jak było w Gdańsku, kiedy serwowali z prędkością po 120-130km/h i trafiali w boisko. O ile na zagrywkę flot o tyle z serwisem z wyskoku, uwzględniając prędkość piłki i czas reakcji przyjmujących, ciężko jest tym z sobie radzić.

Czy utrzymają tak stabilną i wysoką formę? W spotkaniach ME wciąż prezentują dyspozycję, jaką mogliśmy zobaczyć m.in. na Memoriale Wagnera?

– Wygląda to bardzo solidnie, cały czas jest poparte stabilnym przyjęciem i bardzo dobrą zagrywką, która ustawia im grę. Siła zagrywki ich serwisu jest jednak sinusoidalna. Przykładowo w meczu z Belgami faktycznie zagrywali bardzo mocno i praktycznie tym elementem wygrywali, poszczególne sety kończyły się do 18, 19 na dużym spokoju. Kiedy popełniali błędy w tym elemencie, Belgia wygrała drugą partię, walczyła w czwartej, gdy Włochom znów zaczęła funkcjonować zagrywka, praktycznie nie było już gry. Każdy set, to jest inna bajka – można wygrać bardzo szybko, ale najważniejszym elementem w spotkaniu z Włochami, o którym nie można zapominać, jest jednak ich serwis.

Najczęściej obstawianym składem finału jest rywalizacja właśnie Włochów z Rosją, zgodziłbyś się z takim typowaniem? Gdzie w tej teorii można znaleźć miejsce dla reprezentacji Polski?

– Skoro tak wszyscy mówią, to jest w tym dużo prawdy. Jeżeli jest to zdanie większości, popierane przez ekspertów siatkarskich trzeba się z nim liczyć – z pewnością jest ono obiektywne. Natomiast nikt nie broni nam walczyć o finał i nikt nie zabroni nam grania dobrej siatkówki oraz pokrzyżowania tych planów czy zaprzeczenia tej opinii. Nie mamy nic do stracenia, przed wylotem na ME było wielu sceptyków, którzy wróżyli nam powrót do domu po fazie grupowej. Takich opinii było sporo, wyjeżdżaliśmy z kraju w średniej atmosferze. Natomiast teraz nie będziemy składać deklaracji, że będziemy walczyć o złoto, chcemy zagrać swoją siatkówkę na dobrym poziomie, walczyć tak, abyśmy sobie powiedzieli po finale, że zrobiliśmy wszystko, żeby być jak najwyżej.

* W Karlovych Varach rozmawiała Edyta Bańka (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-09-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved