Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Lukáš Diviš: Stawianie nas na straconej pozycji jest błędem

Lukáš Diviš: Stawianie nas na straconej pozycji jest błędem

fot. archiwum

- Ostatnio graliśmy bardzo dobrze, nie porównywałbym Słowacji do innych zespołów określanych mianem outsiderów - o uznawaniu Słowaków za najsłabszy zespół grupy D w wywiadzie dla Strefy Siatkówki mówił przyjmujący, Lukáš Diviš.

Ostatnim sprawdzianem, na tydzień przed startem mistrzostw, były dla was mecze z Iranem. To dość oryginalny rywal…

Lukáš Diviš:Tak, ale tam jest bardzo dobry trener – Julio Velasco, który zmienił tę drużynę. Grają klasyczny włoski albo hiszpański styl, to już nie jest taka siatkówka jaką prezentowali pięć lat temu. Przegraliśmy z nimi dwa mecze, ale u nas nie grali wszyscy zawodnicy. Ja też nie mogłem, ze względu na uraz mięśnia. Niestety nie jesteśmy w takiej sytuacji jak np. polska reprezentacja, która może sobie swobodnie dobierać rywali do sparingów.

W pierwszym etapie mistrzostw Starego Kontynentu zagracie w grupie określanej mianem ‚grupy śmierci’. Odczuwalne jest, że uważa się was za zespół z najmniejszymi szansami na awans?



Nasza grupa na pewno jest bardzo trudna. Wielu dziennikarzy, również na Słowacji, jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek stawiało nas na straconej pozycji, ale to jest błąd. Ostatnio graliśmy bardzo dobrze, wygraliśmy Ligę Europejską i nie porównywałbym Słowacji do innych zespołów określanych mianem outsiderów, jak Austria albo Turcja. Ta grupa jest najbardziej wyrównana, możliwe, że nawet dwie drużyny z niej zagrają w finale.

Właśnie wygrana w LE sprawiła, że stanęliście przed szansą na grę w przyszłorocznej edycji Ligi Światowej. Można powiedzieć, że awans był blisko jak nigdy?

– Pierwszy mecz w Kanadzie zagraliśmy bardzo dobrze, w drugim spotkaniu do końcowego sukcesu wystarczyłyby tylko dwa sety. Niestety nie udało się, zagraliśmy słabo chyba mieliśmy po prostu zły dzień. Awans do Ligi Światowej nigdy nie był tak blisko, jesteśmy w gorszej sytuacji niż inne reprezentacje, mające zabezpieczenie finansowe, sponsorów i szanse gry.

Przed rozpoczęciem mistrzostw nie omijały was jednak problemy kadrowe. W jakim stopniu to wpłynie na zmianę obrazu gry słowackiej reprezentacji?

– Gramy bez naszego kapitana Michala Masnego, który jest kontuzjowany. Mamy jednak młodych rozgrywających i wszystko powinno być w porządku, faktycznie każda drużyna ma jakieś problemy. Z Michalem graliśmy 5-10 lat, porównałbym tę sytuację do odejścia Pawła Zagumnego z reprezentacji Polski, również po wielu latach regularnej gry w kadrze. Ostatni miesiąc trenowaliśmy już bez Michala, utrata takiego rozgrywającego wymusiła na nas wprowadzenie sporych zmian.

Jak widzisz przyszłość reprezentacji Słowacji, czekają was zmiany?

Chyba tak jak wszędzie jest stopniowe odmłodzenie zespołu. Na Słowacji nie mamy tak dużej federacji, nie jesteśmy takim krajem, jak Rosja czy Polska i przede wszystkim nie mamy jeszcze rozwiniętej ligi.

Mógłbyś sprecyzować, jakie cele w związku z tym stawiane są przed reprezentacją Słowacji?

Celem jest wyjście z grupy i taki wynik już będzie na Słowacji odebrany jako sukces. Na ostatnich dwóch mistrzostwach Europy nie awansowaliśmy do kolejnego etapu z fazy grupowej. Kończyliśmy rozgrywki na miejscach 12-13 i ten wynik chcemy poprawić.

W porównaniu z pozostałymi drużynami grupy D to Słowację uznaje się za teoretycznie najsłabszy zespół?

– Niemcy, Polacy i Bułgarzy to silne ekipy, grają co roku w Lidze Światowej. Wiemy, że na Słowacji nie mamy tak mocnej drużyny, brakuje dwunastu albo czternastu wyróżniających się zawodników, choć oczywiście mamy kilku naprawdę dobrych. Jako drużyna możemy grać na równym poziomie. Grając z tak wymagającymi przeciwnikami mamy szanse tylko jako zespół, nie jest więc ważne kto będzie liderem, wszystko zależy od zgrania i gry drużynowej.

Najwygodniejszym rywalem dla was będą Polacy, ich grę znacie chyba najlepiej?

Lubimy grać z Polakami, być może dlatego, że mają podobną mentalność. Dodatkowo dzięki grze w polskiej lidze, przez sezon, dwa, czy więcej, jak w przypadku Martina (przyp. Sopko) można poznać poszczególnych zawodników, wiedzieć co i jak grają, jakie mają kierunki ataku i na co należy szczególnie uważać.

Poniedziałkowe spotkanie Polska-Słowacja może być tzw. meczem o wszystko?

Jest to możliwe, ale ani my, ani Polacy tak nie uważamy. Siatkówka nie jest w tym sensie podobna do piłki nożnej. Jeżeli przykładowo na pierwszym meczu turnieju będziemy mieć dobry dzień, a Bułgarzy nie zaprezentują swojej optymalnej formy to jest szansa żeby ich pokonać, podobnie jest z Niemcami i Polakami. Wiemy jednak, że jeżeli rywale będą prowadzić swoją grę o zwycięstwo może być trudno. Z Polakami gramy dopiero w poniedziałek, teraz koncentrujemy się na najbliższym rywalu, czyli reprezentacji Bułgarii.

Metodą na Bułgarów będzie zatrzymanie Mateja Kazijskiego?

– Przede wszystkim musimy zatrzymać Kazijskiego, ale nie tylko. Pamiętajmy, że w swoim składzie Bułgarzy mają kilku zawodników, których można określić mianem tzw. ‚bombardierów’, są m.in. Sokolov czy Nikolov, którzy będą równie niebezpieczni, jak wspomniany Kazijski.

Na tydzień przed mistrzostwami pojawiła się informacja o twojej kontuzji, twój przyjazd do Pragi nie był do końca pewny?

Nie było sytuacji, w której mój wyjazd na mistrzostwa byłby zagrożony, te głosy były wyolbrzymianiem sytuacji. Od początku to była bardzo jasna decyzja, dostałem od trenera kilka dni wolnego, żeby odpocząć. Wszystko było zaplanowane i ustalone, byłem w stanie normalnie grać, nawet w meczach z Iranem, ale uznaliśmy że najlepszym rozwiązaniem będzie kilki dni wolnego, nie chcieliśmy ryzykować.

Po roku gry na polskich parkietach podjąłeś decyzję o zmianie PlusLigi na rosyjską Superligę, jakie argumenty były kluczowe przy podpisywaniu kontraktu z Lokomotivem Nowosybirsk?

– Miałem dużo opcji do rozważenia, były propozycje z Polski, ale bez konkretów – w Rosji było inaczej. Nie wykluczam powrotu do Polski, ale przede wszystkim chciałbym grać na tym najwyższym poziomie. Gra w Rosji jest wyzwaniem, wszyscy wiedzą, że tam jest mentalnie i fizycznie trudno, zawodnicy są nastawieni na typowo siłową siatkówkę. Z Lokomotivem gramy też w Lidze Mistrzów, co miało dla mnie duże znaczenie, zbudowano tam mocny zespół, który ma szanse na awans do Final Four, a nawet zwycięstwo w Lidze Mistrzów.

* Z Lukasem Divisem w Pradze rozmawiała Edyta Bańka (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-09-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved