Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Martin Sopko: Nie oddamy żadnego meczu

Martin Sopko: Nie oddamy żadnego meczu

fot. archiwum

Spotkaniem z reprezentacją Bułgarii Słowacy jutro rozpoczną fazę grupową siatkarskich mistrzostw Europy. - Mamy takie same szanse na wygranie grupy jak Bułgarzy, Niemcy czy Polacy - optymistycznie na przyszłość swojej drużyny patrzy Martin Sopko.

Ostatnim sprawdzianem i końcówką etapu przygotowawczego były dla was mecze z Iranem. Dlaczego wybór padł akurat na tego rywala, a nie którąś z europejskich ekip?

Martin Sopko: – Ta drużyna prezentuje wyższy sportowy poziom niż my i dlatego nasza federacja podjęła taką decyzję. Przedwstępne rozmowy i umowa, że zagramy z nimi sparingi były prowadzone już wcześniej, a zrealizowano to teraz. Może też dlatego, że Iran, choć jest drużyną na pewno mocną, to wciąż trochę egzotyczną dla europejczyków. W światowym rankingu FIVB są wyżej notowani – my jesteśmy na 33. miejscu oni są w okolicach 20. pozycji.
Irańczycy mają jednak zupełnie inny styl gry niż nasi grupowi rywale. Zagramy z Niemcami, Polską i Bułgarią, gdzie są zawodnicy nastawieni na siłową siatkówkę i taka będzie w Pradze prezentowana. Natomiast graliśmy z reprezentacją, która jest ukierunkowana bardziej na techniczną siatkówkę, trochę podobną do azjatyckiej. Kilka razy nam atakowali pod rękami, z czym w ogóle sobie nie radziliśmy, ale to był zupełnie inny styl niż będzie tutaj w Pradze.

Co wam dały te spotkania?



– Przygotowały nas w elementach gry obronnej i ustawieniu bloku – rywale wykorzystywali każdy nasz błąd, zweryfikowali pracę systemem obrona-blok. Jeżeli już jakiś Irańczyk zdecydował się na mocny atak nie mieliśmy problemów, inaczej wyglądała ta gra kiedy użyli jakiegoś technicznego zagrania. Generalnie przegraliśmy dwa i wygraliśmy jeden mecz, z pewnością wyciągnęliśmy właściwe wnioski z tych spotkań.

Mistrzostwa Europy są dla was imprezą docelową, ale pierwszy większy sukces w tym sezonie kadrowym macie już za sobą. Wygrana w Lidze Europejskiej była momentem zwrotnym, mimo że nie byliście stawiani w roli faworyta?

– Może za granicą nie byliśmy faworytem, u nas na konferencjach wszyscy mówili, że głównymi faworytami są Hiszpanie ze Słowakami. W innych krajach byliśmy gdzieś dalej, jakoś na 4. miejscu, ale wyszło inaczej. Tutaj jesteśmy w podobnej sytuacji, wszędzie nas skreślają, ale właśnie to chcemy wykorzystać. Dziś, kiedy Bułgarzy przyjechali na nasz trening patrzyli na nas jak na kadetów, którzy sobie grają, na zasadzie ‘a jutro ich spakujemy po szybkim 3:0′. Na pewno do tego nie dopuścimy, będziemy walczyć o każdą piłkę i pokażemy Bułgarom, że jeżeli nie wywalczą sobie wygranej sportowo, to mogą przegrać.

Po sukcesie, jakim była dla was, wygrana w Lidze Europejskiej wzrosła popularność siatkówki na Słowacji?

– Jeżeli chodzi o finałowy mecz Final Four coś się zmieniło – na tym meczu było ok 4 – 5 tys kibiców, co na Słowacji jest absolutnym rekordem. Tyle osób na meczu siatkówki u nas nie pojawiło się chyba od 30 lat, dlatego to też było duże zaskoczenie, cieszyliśmy się z tego, że graliśmy i wygraliśmy przed własną publicznością. Już na dwa tygodnie przed turniejem i tydzień po rozgrywkach bez przerwy pisano o turnieju. Może coś się zmieni, ale to zobaczymy w kolejnych latach, dużo zależy od tego czy kadra będzie wciąż razem i będziemy coś zdobywać, jeśli będziemy wszystko przegrywać to upadnie , a razem z tym taki „boom na siatkówkę" na Słowacji. Natomiast jeżeli będziemy wygrywać, to zainteresowanie wokół będzie tylko rosnąć.

Reprezentację Słowacji stać na sprawienie niespodzianki na tegorocznych mistrzostwach?

– Jest więcej drużyn, które nie występują w roli faworyta, ale chcą wygrać. Ze wszystkich zespołów grających na mistrzostwach Europy jesteśmy uznawani, przez bukmacherów i specjalistów od siatkówki, za outsiderów – wszyscy nas skreślają. Jesteśmy małym krajem i może nie mamy najlepszych siatkarzy grających w najlepszych klubach na świecie, ale chcemy potwierdzić, że nie będzie łatwo z nami wygrać i nie oddamy żadnego meczu.

Który z zespołów grupy C ma więc, twoim zdaniem, największe szanse na awans do kolejnej rundy rozgrywek?

– Jeżeli miałbym porównywać te trzy zespoły, wyłączając Słowację, obstawiając kto wygra grupę to dałbym każdej ekipie po 33% szans. Uwzględniając cztery zespoły to stawiałbym po 25% – tutaj zaczyna się od zera. Nie przejmujemy się tym, że uważają nas za outsidera i w Polsce, Niemczech czy Bułgarii myślą sobie, że w meczu z nami będzie 55 minut i 3:0. Mamy takie same szanse na wygranie grupy jak Bułgarzy, Niemcy czy Polacy. I będziemy robić wszystko, żeby awansować, nie po to pracowaliśmy żeby zagrać tylko trzy mecze i wrócić do domu.

Na zakończenie fazy grupowej zagracie z Polską. Biało-czerwoni mają za sobą nie najlepszy występ na Memoriale Huberta Wagnera, upatrujecie w tym swojej szansy?

– Mamy nagrania z memoriału i wiemy, że Polacy byli tam w dołku, wygrali tylko jednego seta. Nie przykładamy jednak do tego większej wagi, mimo że był to turniej, który jest poważany w Europie, był tylko etapem przygotowawczym. Tutaj Polska jest w zupełnie innych nastrojach i będzie się prezentować inaczej. W Lidze Światowej zagrali bardzo fajną siatkówkę, było wiadomo, że za 3-4 tyg. pojawi się spadek formy, ale myślę, że teraz Polska pnie się do góry.

Kadrowo waszym problemem jest z pewnością brak Michala Masnego…

– Michal był liderem zespołu, nie tylko na boisku ale i poza nim. Wszyscy mieli do niego respekt , był prawdziwym kapitanem, jakiego zespół potrzebuje. Dzisiaj są Skladany i Zatko, trochę młodsi, mniej doświadczeni, ale grają regularnie: jeden w drużynie mistrza Niemiec – Friedrichshafen, drugi w Unterhaching. Braňo Skladaný jest z nami od czterech tygodni, nie będzie więc większych problemów ze zgraniem.

Jak dużym wzmocnieniem jest dla waszego zespołu powrót do gry Martina Nemca? Mówi się, że każda drużyna potrzebuje lidera, czy to właśnie Nemec ma przejąć tę rolę?

– Martin jest zawodnikiem, który ma parametry i „papiery do gry", ma zasięg w ataku ok 365 cm, a na atakującego z mocnym uderzeniem to naprawdę bardzo dobre warunki i on to wykorzystuje. Kiedy ma swój dzień wygrywamy. I myślę, że będzie naszym liderem.

Jaki jest cel minimum reprezentacji Słowacji, ciąży na was z góry narzucona presja?

– Jesteśmy w takiej grupie, że jeżeli z niej nie wyjdziemy (o czym nie myślimy) to każdy powie, że Słowacja odpadła, ale przecież grała z Bułgarią, Polską i Niemcami, czyli wynik jest taki jak przewidywano. Plan minimum – wyjść z grupy, czyli z kimś wygrać, pokonać któryś z zespołów z najwyższego światowego poziomu.

Sporo kontrowersji jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw wzbudzał system punktacji. Realne są obawy dotyczące ewentualnych kalkulacji?

– Nikt nie wie, czy i na jakim etapie opłaca się wygrać. Czy lepiej jest zwyciężyć w grupie, czy awansować z drugiego lub trzeciego miejsca, zobaczymy jak to będzie. Jeżeli chodzi o kalkulowanie w naszej drużynie, to nie ma takiej możliwości – będziemy walczyć o każdą piłkę.

* w Pradze rozmawiała Edyta Bańka (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-09-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved