Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Dominik Witczak: Dopóki będę zdrowy, chcę występować w PlusLidze

Dominik Witczak: Dopóki będę zdrowy, chcę występować w PlusLidze

fot. archiwum

Dominik Witczak jest prywatnie mężem jednej z najbardziej znanych siatkarek rodem z Kalisza - Anny Woźniakowskiej. W wywiadzie dla "Nowych Faktów Kaliskich" siatkarz opowiada o swoich sukcesach wywalczonych na plaży i w klubie.

Pochodzisz z Ostrowa Wielkopolskiego, jednak grasz w Kędzierzynie-Koźlu, a latem na nadmorskich plażach. Wolny czas spędzasz w Kaliszu, co możesz powiedzieć o tym mieście?

W Kaliszu mieszkam od dziewięciu lat. Gdy się tutaj przeprowadzałem, zaczynałem grać w siatkówkę. W grodzie nad Prosną poznałem także moją żonę Anię. Samo miasto bardzo mi odpowiada, dlatego że nie jest ani za duże, ani za małe. Nie jest też uciążliwe, jak duże aglomeracje. Z wielką chęcią wracamy z Anią nad Prosnę, po bardzo trudnych sezonach w naszych klubach.

Kilka lat temu istniała żeńska drużyna Calisii. Obecnie nie ma w Kaliszu klubu kobiecego nawet na poziomie trzecioligowym. Jak myślisz, dlaczego w mieście z tak dużymi tradycjami siatkarskimi nie ma żeńskiego zespołu?



Bardzo mi przykro, że w Kaliszu nie ma kobiecej drużyny seniorskiej. Klub żeński powinien istnieć, zwłaszcza dla niesamowitych kaliskich kibiców. Pamiętam czasy, kiedy Calisia rywalizowała w małej hali przy ulicy Łódzkiej, kaliscy fani piłki siatkowej tworzyli tam wspaniałą atmosferę, którą zapamięta każda ekipa, która tam grała. Później drużyna przeniosła się do nowoczesnej hali Arena, tam również było fantastycznie. W sporcie jest różnie, każdej ekipie mogą trafić się słabsze sezony, gdzie trzeba walczyć o utrzymanie, a czasami trzeba przełknąć gorycz porażki i pożegnać się z najwyższą klasą rozgrywkową. Aby zespół w Kaliszu mógł istnieć potrzebna była inicjatywa własna działaczy z grodu nad Prosną. Myślę, że każda z osób działających powinna się czymś wykazać dla dobra miasta i klubu. Niestety tak się nie stało.

Żeński klub w Kaliszu na odpowiednim poziomie był priorytetem dla twojej małżonki, która przed ostatnim sezonem Calisii pomagała nawet w transferach do Kalisza.

Moja małżonka jest z Kalisza. Tutaj chodziła do szkoły, ma rodzinę i przyjaciół. Później przeniosła się do SMS Sosnowiec, ale po ukończeniu nauki znów powróciła nad Prosnę. Bardzo dobrze czuła się także w klubie. Mojej żonie bardzo zależało, aby tutaj istniała żeńska ekipa siatkarek. Przed ostatnim sezonem włożyła wiele wysiłku, aby zorganizować skład. Pomagała i to bardzo.

W grodzie nad Prosną jest męski klub drugoligowy MKS Kalisz. Czy kiedyś ujrzymy Dominika Witczaka w barwach kaliskiego zespołu?

Obecnie mam podpisany kontrakt w Kędzierzynie-Koźlu, jestem bardzo zadowolony z klubu. Dopóki będę zdrowy i będę grał na wysokim poziomie, to chcę występować w PlusLidze. Jeżeli moja forma obniży się, to pomyślę o zmianie klubu, zwłaszcza że po tylu latach „tułaczki" po Polsce, będę chciał mieszkać w Kaliszu. Nie mówię nie. Wiem, że MKS to klub bardzo ambitny i może się tak zdarzyć, że ekipa pod wodzą Mariana Durleja awansuje do pierwszej ligi, a później do PlusLigi, więc z chęcią tutaj zagram.

Latem, kiedy twoja żona wypoczywa, ty grasz na plaży w nadmorskich kurortach. Często się spotykacie, aby pobyć razem?

Praktycznie cały okres wakacyjny jesteśmy razem w Kaliszu. Moja żona jest na każdym turnieju, w którym ja uczestniczę. Nieobecna była tylko na dwóch ostatnich turniejach, ponieważ jej klub rozpoczął przygotowania do sezonu w PlusLidze Kobiet.

Ostatnio zdobyłeś w plażówce brązowy medal mistrzostw Polski. W klubie również kilka razy stawałeś na podium. Ten sezon obfituje dla ciebie w medale.

Można tak powiedzieć. Medale udało mi się wywalczyć w klubie i w plażówce. Srebrne krążki zdobyłem w hali z ZAKSĄ, w mistrzostwach Polski i w Pucharze CEV, nie wliczałbym srebrnego medalu za halowy Puchar Polski. Złoto wygrałem w Pucharze Polski na plaży, a w mistrzostwach Polski zdobyłem brąz. Jestem bardzo z siebie zadowolony, że udało mi się stanąć kilka razy na podium.

Na plaży aż czterokrotnie zmieniałeś w tym sezonie partnerów. Skąd te zmiany?

Na plaży gram zawsze z Grzegorzem Klimkiem. Jest on równocześnie trenerem kadry juniorów i łódzkiego SMS-u, więc wraz ze swoimi zawodnikami musi jeździć na zawody. Przed sezonem dostałem od niego listę turniejów, w których nie może uczestniczyć i dlatego musiałem szukać innych partnerów.

Nie zastanawiasz się nad tym, aby na stałe przenieść się do plażówki?

Na pewno nie zrezygnuję z siatkówki halowej, a gra na plaży to uzupełnienie i pasja. Pule finansowe za wygranie turnieju nad morzem nie zmieniły się od dziewięciu lat, natomiast wyżywienie, paliwo i hotele znacznie zdrożało. Ja gram na plaży tylko i wyłącznie dzięki moim sponsorom, którzy pokrywają wszystkie te koszty. Moim priorytetem jest siatkówka halowa, wiele sił włożyłem, aby dostać się do dobrego klubu PlusLigi i nie zrezygnuję z tego.

Jak godzisz obowiązki w klubie i weekendowe starty w turniejach na plaży?

Z moimi występami na plaży nie ma żadnych kłopotów. Klub nie ma do mnie żadnych zastrzeżeń. Aby spokojnie przygotować się do finału mistrzostw Polski na plaży w Niechorzu dostałem tydzień wolnego w klubie.

Nadchodzące rozgrywki PlusLigi zapowiadają się bardzo ciekawie. Czy uda wam się zdetronizować bełchatowską Skrę?

Uważam, że taki plan ma każdy zespół z górnej części tabeli. Mistrza Polski jest bardzo trudno pokonać. To jest klub bardzo umiejętnie budowany na wszystkich poziomach. W Bełchatowie grają naprawdę solidni siatkarze, reprezentanci Polski i zawodnicy zagraniczni. Nasza ekipa również dokonała pokaźnych transferów i chcielibyśmy pokonać mistrza. Każdy chce wreszcie zdetronizować Skrę.

Oprócz PlusLigi będziecie występować w Pucharze Polski i Lidze Mistrzów, a do tego dojdzie przerwa na Puchar Świata w Japonii. Rozgrywki ligowe i europejskie puchary będą bardzo intensywne. Jak sobie z tym poradzicie?

Na pewno nie będzie dużo czasu na odpowiedni trening, ale jeśli się znajdzie to będziemy solidnie trenować. Już poprzedni sezon nas przyzwyczaił do tego, że ciągle jesteśmy w podróży. Co prawda w ubiegłym sezonie w Pucharze CEV mieliśmy mniej spotkań, ale za to w PlusLidze było dużo pojedynków. W nadchodzących rozgrywkach będziemy występować w prestiżowej Lidze Mistrzów i musimy poradzić sobie jako drużyna. Identyczny kłopot będą mieli nasi ligowi rywale.

źródło: inf. własna, Nowe Fakty Kaliskie

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga, siatkówka plażowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-09-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved