Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Anastasi nie taki straszny…

Anastasi nie taki straszny…

fot. archiwum

W ostatnich dniach w Spodku odbył się IX Memoriał im. Huberta Wagnera. Wszyscy spodziewali się dobrej gry Rosjan i Włochów, większość była przygotowana na słabszą postawę Polaków. Sensację wzbudziła jednak postawa szkoleniowca polskiej kadry.

Memoriał pod względem sportowym wypadł dla Polaków fatalnie. Przegrali oni wszystkie pojedynki i jedynie w drugim dniu byli w stanie nawiązać walkę z Włochami, którzy jednak nie wyglądali na dostatecznie zmotywowanych i skoncentrowanych, aby grać na swoim najwyższym poziomie. Znacznie lepiej od polskich zawodników zaprezentowali się na przestrzeni całego turnieju przeciętni Czesi, a faworyzowani Rosjanie oraz Włosi byli sportowo co najmniej dwie klasy wyżej. Szukanie winnych rozpoczęto, jak już tradycyjnie się u nas przyjęło, od trenera. Aktualnie jest nim Włoch, który swoim zachowaniem dał mediom doskonały pretekst, aby to jego obwinić o całe zło w polskiej reprezentacji. Czy jednak rzeczywiście są ku temu konstruktywne podstawy?

Pierwsze problemy polskiej kadry rozpoczęły się jeszcze przed rozpoczęciem zmagań w Lidze Światowej. Gry w drużynie narodowej pod pretekstem odpoczynku odmówili Mariusz Wlazły, Paweł Zagumny, Michał Winiarski oraz Daniel Pliński. Jedynie dla formalności warto przypomnieć, że wszyscy oni stanowili trzon kadry, która jeszcze parę lat temu we wspaniałym stylu zdobyła srebrne medale w Japonii. Początkowo mówiono, że przynajmniej część graczy z tej grupy wróci do kadry po Lidze Światowej, jednak przyszłość zweryfikowała te przypuszczenia.

Polacy w czasie Ligi Światowej grali po prostu słabo. Zawodnicy będący na boisku często dawali z siebie dużo, jednak zwyczajnie brak im było umiejętności, aby móc reprezentować poziom, do którego w poprzednich latach przyzwyczaili nas ich koledzy. Szczęśliwie wywalczone podium w Trójmieście zadowoliło kibiców jedynie na chwilę. Udało się nim w pewnym stopniu zaretuszować złe wrażenie, jednak po pierwszych spotkaniach sparingowych przed ME, wątpliwości natychmiastowo powróciły.



Remis w dwóch sparingach z rotującymi składem Francuzami, porażki z Czechami, Włochami oraz Rosją. Takie rezultaty nie mogą napawać optymizmem żadnego kibica. Tłumaczenia słabszej postawy ciężkim okresem przygotowawczym okazały się skuteczne jedynie wobec niewielkiej ich garstki. Główną uwagę zaczęto kierować jednak nie na samych zawodników, a ich szkoleniowca.

Andrea Anastasi w czasie wszystkich pojedynków zachowywał się nerwowo. Wykłócał się z sędziami i trenerami rywali o każdy sporny punkt, a wobec zawodników nie stosował żadnej taryfy ulgowej. Ponadto zdarzyło mu się kilkukrotnie zasłaniać polsatowskie kamery, co wywołało prawdziwe oburzenie wśród komentatorów tej stacji. O nerwowej postawie Włocha zaczęły rozpisywać się wszystkie polskie portale, co przypominało bardziej szukanie taniej sensacji, niż konstruktywną krytykę. Bo w czym komukolwiek tak naprawdę zawadza w impulsywnie reagujący trener?

Jednym z najczęściej pojawiających się argumentów jest sprzęt telewizji Polsat, który rzekomo narażany jest na zniszczenie. Wszystkie osoby choć trochę znające się na rzeczy i śledzące sportowe wydarzenia mogą z czystym sumieniem wyśmiać taką tezę. Najlepszym przykładem na „odporność” kamer mogą być lekkoatletyczne Mistrzostwa Świata, które aktualnie rozgrywane są w Korei. Wielu zawodników celebruje tam swoją radość wykrzykując coś wprost do kamer lub nawet potrząsając nimi. Nikt nie robi z tego specjalnej sensacji, ani zagrożenia. Jeśli jednak takiemu samemu zachowaniu towarzyszą negatywne emocje włoskiego szkoleniowca, automatycznie pojawia się przy tym ogromny problem.

Na obronę Andrei można podać także kilka nazwisk znanych trenerów, bardzo angażujących się w grę własnej drużyny. Najlepszym przykładem jest tutaj na pewno Bernardo Rezende, który z ekipą Canarinhos zdobył już praktycznie wszystko. Poza nim warto przywołać postać Raula Lozano. Argentyńczyk rok temu także zasłaniał kamery i jawnie przeciwko nim protestował. Czy ktoś w Brazylii lub Niemczech rozpisywał się na temat nerwowej postawy swoich trenerów, wysyłając ich przy tym do psychologa? Oczywiście nie. Zaangażowanie we własną pracę jest najczęściej odbierane jako dobra cecha, choć momentami wywołująca także przyjazny uśmiech na twarzach nieco spokojniejszych uczestników widowiska. Szkoleniowiec „będący wraz z graczami na boisku” często potrafi lepiej do nich dotrzeć, oddziałuje motywująco oraz w niektórych momentach jest w stanie nimi wstrząsnąć.

Po przeczytaniu tego krótkiego tekstu można sobie zadać pytanie, co w takim razie jest głównym problemem kadry, jeśli nie nieodpowiednie podejście trenera do sprawy? Powód tutaj wydaje się być oczywisty, choć często nieprzyjmowany do świadomości. Chodzi o to, że powołani zawodnicy zwyczajnie nie posiadają wystarczających umiejętności. Już rok temu polska kadra występowała w okrojonym składzie i wtedy również grała fatalnie, choć prowadził ją wówczas człowiek o kompletnie odmiennym charakterze. Chyba nie powinniśmy oczekiwać od zespołu, w którym nie gra kilku podstawowych graczy, aby osiągał on sukcesy. Nikt nie widziałby Włochów w gronie faworytów Mistrzostw Europy, jeśli z kadry tej wypadliby Michał Łasko, Luigi Mastrangelo czy Cristian Savani.

Można tutaj szybko postawić kontrargument nawiązujący do Mistrzostw Europy w Turcji, kiedy to, również bez Wlazłego i Winiarskiego w składzie, Polska zdobyła złoty medale. Warto jednak pamiętać, że Piotr Gruszka z roku na rok się starzeje i już lepiej grał raczej nie będzie. W tym sezonie przeszkadzać może mu dodatkowo kontuzja barku, która wyeliminowała go z gry na parę miesięcy. Poza tym, od czasu ostatnich mistrzostw Starego Kontynentu, pozostałe reprezentacje poczyniły spory postęp. Rosjanie na boisku zachowują się już zupełnie inaczej, Włosi wreszcie należycie ułożyli swoją reprezentację, a o wejście do ścisłej czołówki starają się także ekipy pokroju Czech czy Niemiec.

Rozwiązania problemu należałoby zatem poszukać gdzie indziej. Być może w złej polityce PZPS-u, który częstymi zmianami trenerów uniemożliwia prowadzenie kadry według jednej myśli szkoleniowej w dłuższym przedziale czasu. Być może należałoby zapytać nieobecnych zawodników, jak dokładnie wyglądała ich sprawa z kadrą i dlaczego nie zobaczymy ich na ME? I nie chodzi tutaj wyłącznie o wcześniej wymienianą czwórkę, ale także nieco zepchniętego w cień Łukasza Kadziewicza, który swoją postawą na rosyjskich parkietach udowodnił, że na pewno nie jest graczem słabszym od Możdżonka czy Kosoka…

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2011-09-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved