Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Dorota Medyńska: Miałam też propozycję z innej drużyny PlusLigi

Dorota Medyńska: Miałam też propozycję z innej drużyny PlusLigi

fot. archiwum

- Widziałyśmy bogate dzielnice, ale też ogromną biedę, a policja śledziła nas krok w krok - o pozaboiskowych wrażeniach z mistrzostw świata juniorek w Peru, a także o nowym klubie opowiada Dorota Medyńska, libero wrocławskiej Gwardii.

Jak przebiega integracja z zespołem najmłodszej zawodniczki w Gwardii?

Dorota Medyńska: Znałam tylko Olę (Aleksandra Folta – przyp. red.), z którą trenowałam w kadrze. Będąc w SMS–ie Sosnowiec, na korytarzu mijałam się z Zuzanną Efimienko, ale nie wiem, czy mnie jeszcze pamięta. Na początku mocno się stresowałam. Koleżanki przyjęły mnie jednak jak każdą inną siatkarkę. Stres szybko minął. Już organizowałyśmy wspólne wyjścia do restauracji.

Podoba się pani miasto?



We Wrocławiu byłam już wielokrotnie, ale Rynek zobaczyłam dopiero teraz. Ma swój klimat. Zrobił na mnie spore wrażenie.

Jak znalazła się pani przy Krupniczej, były inne oferty?

Z klubem miałam już kontakt wcześniej. Niedawno zadzwonił do mnie prezes Jacek Grabowski z pytaniem, czy jestem zainteresowana grą we Wrocławiu. Odpowiedziałam: tak. Miałam też propozycję z innej drużyny PlusLigi, ale nazwy nie zdradzę.

Nie żałuje pani? Mieszka pani teraz w bursie nad klubem…

(śmiech) Powoli to ogarniam. Może nie są to wymarzone warunki, ale łóżko jest, więc mam się gdzie się wyspać, a i na treningi niedaleko. Poza tym z Wrocławia mam blisko do rodzinnego Bolesławca.

Na mistrzostwach świata juniorek w Peru wasza reprezentacja zajęła 9. miejsce, ale chyba nie był to słaby występ, skoro sześć kadrowiczek znalazło drużynę w PlusLidze…

Turniej nam trochę nie wypalił. Było tylko półtorej dnia na aklimatyzację. Ciężko funkcjonować normalnie, gdy o godzinie 19 jest się zmęczonym, a w nocy nie można zasnąć. Jednak wcale nie ma powodów do załamania. Nabyłyśmy dużo doświadczenia. Mimo że walczyłyśmy o niższe miejsca, nie grałyśmy ze słabeuszami. Musiałyśmy pokonać po drodze m.in. Kubę i Rosję.

Był czas na zwiedzanie?

Miałyśmy wycieczki. W Peru jest zupełnie inaczej niż w Polsce. Ludzie są tam bardziej otwarci, często nas zagadywali, robili z nami zdjęcia. Widziałyśmy bogate dzielnice, ale też ogromną biedę, a policja śledziła nas krok w krok. Organizacyjnie zawody wyglądały słabo. Sufit w hali przeciekał i na środku boiska robiła się kałuża. Co ciekawe, nie przypominam sobie deszczu, więc woda musiała nagromadzić się już wcześniej. Zdarzały się sytuacje, że przerywano mecz, bo na parkiet wbiegł pies lub w hali latały ptaki. Mimo wszystko uważam, że była to fajna przygoda.

* rozmawiał Paweł Witkowski

źródło: naszemiasto.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-08-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved