Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Izabela Śliwa: Muszę sobie coś udowodnić

Izabela Śliwa: Muszę sobie coś udowodnić

fot. archiwum

- Cieszę się, że będę grać w Murowanej Goślinie, bo jest tutaj klub z dużymi ambicjami - mówi o swojej nowej drużynie Izabela Śliwa. Srebrna medalistka mistrzostw Polski opowiada o swojej grze w Treflu Sopot i o planach związanych z kolejnym sezonem.

Marzena Czernek: Twój pierwszy sezon w Treflu był zaraz po spadku z Wisłą Kraków do II ligi. W Sopocie od razu grałaś o awans do ekstraklasy. Czy presja była duża? Trudno było „przestawić się" i radzić sobie z nowymi oczekiwaniami?

Izabela Śliwa:To było tak naprawdę moje pierwsze poważne starcie z seniorską siatkówką i od początku podchodziłam do tego na poważnie. Lubię wyzwania i cieszył mnie fakt, że mamy do zrealizowania ważne zadanie. Celem był awans – tego nikt nie ukrywał – więc presja na pewno była duża. Czy ciężko było sobie radzić z oczekiwaniami? Duży ukłon w stronę włodarzy klubu, którzy widzieli we mnie potencjał (w szczególności prezesa K. Wierzbickiego) i sztabu, który mi wtedy zaufał i dał szansę grać o najwyższe cele. Myślę, że kiedy daje się z siebie wszystko podczas treningów i na meczu, to oczekiwania schodzą na drugi plan. Gram jak potrafię najlepiej, za każdym razem chcę dać z siebie wszystko co najlepsze i mam nadzieję, że te oczekiwania udało mi się zaspokoić. Tamten sezon na pewno wiele mnie nauczył i mam nadzieję, że powiedzenie, iż "porażka jest nawozem sukcesu" sprawdzi się w tym przypadku.

Przed Treflem grałaś tylko w Wiśle Kraków. Czy przeprowadzka na drugi koniec Polski, gra o znacznie wyższą stawkę to nie jest za dużo dla młodej zawodniczki?



Rodzice zadbali o to, że jako dziecko nie miałam okazji długo "siedzieć" w jednym miejscu, więc przeprowadzka nie była dla mnie większym przeżyciem. Myślę, że poradziłam sobie dosyć dobrze, a jako że szybko się aklimatyzuję w nowych miejscach i lubię poznawać ludzi, nie miałam z tym problemu. Najważniejsze było to, żeby grać i kiedy myśli się tylko o tym, to rozłąka z bliskimi też nie jest tak trudna. Zwłaszcza kiedy wszyscy wspierają cię w tym co robisz – za co w nieskończoność będę im dziękować.

Po awansie do PlusLigi Kobiet zostałaś w Treflu jako jedna z nielicznych zawodniczek. Już wtedy było wiadomo, że najprawdopodobniej wielu szans na grę nie będziesz miała.

O tym, że zostanę w Sopocie zadecydowało przede wszystkim to, że kocham rywalizację i się tego nie obawiałam. Miałam również propozycje gdzie mogłam być jedyną libero, ale mimo wszystko chciałam się sprawdzić – była to od początku do końca moja, świadoma decyzja. Nie mogę się zgodzić z tym, że już wtedy było wiadomo, że nie dostanę szans na grę… To samo można powiedzieć o połowie moich koleżanek z zespołu, które są już bardziej doświadczone, a których przed sezonem nikt nie widział w roli – jedynie – rezerwowych… a jednak. Trener przed sezonem zapowiedział, że chce mieć na pozycji libero równą rywalizację – ja się z tego wywiązałam i z czystym sumieniem mogę dziś powiedzieć, że jestem zadowolona z siebie i z pracy jaką wykonałam.

Jak oceniasz ostatni sezon? Czy pomimo tego, że nie miałaś wielu szans na grę możesz go zaliczyć na plus?

Patrząc przez pryzmat tego, że była to zupełnie nowo stworzona drużyna to jakby nie było, wywalczyłyśmy srebrny medal. Można uznać to za sukces, chociaż osobiście trudno mi się z tym utożsamić. Czy mogę ten sezon zaliczyć na plus? Niestety nie mogę. Chociaż… Co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Dodam tylko tyle, że gdybym miała dziś podjąć decyzję jeszcze raz, to na pewno byłaby ona zupełnie inna. Muszę przyznać, że niestety ambicja w tym przypadku nie wyszła mi na dobre. Szkoda byłoby zmarnować efekty tej pracy – wiem ile mnie to kosztowało i dlatego po cichu liczę na to, że mimo wszystko kiedyś to zaprocentuje. Teraz nie ma to już najmniejszego znaczenia. Trzeba się podnieść, wyciągnąć wnioski na przyszłość, zostawić to za sobą i iść dalej.

Na boisku jesteś typem „walczaka" i zawsze bardzo angażujesz się w grę. Do tej pory w klubie byłaś zawsze podstawową zawodniczką. Jak odnalazłaś się w nowej roli? Nie jest trudno stracić ochotę do treningu i zaangażowania, kiedy ciągle nie udaje się „załapać" do meczowej dwunastki?

Właściwie to chyba nigdy do końca się nie przestawiłam do roli rezerwowej. Do siatkówki zawsze podchodzę bardzo emocjonalnie i pewnych uczuć nie potrafię się pozbyć na zawołanie. Oczywiście, że nie jest łatwo trenować ze świadomością, że robi się to tylko dla siebie. Każda zawodniczka chce wnieść jak najwięcej do drużyny, pomóc wtedy kiedy trzeba, a nie być tylko i wyłącznie "workiem treningowym". Faktycznie, ciężko jest znaleźć w sobie siłę żeby iść na kolejny trening, zostawić na parkiecie serce i zdrowie – jak wszyscy, usłyszeć pochwały, a później – jak co tydzień – usiąść na ławce i dopingować koleżanki. Nie tylko ja byłam w takiej sytuacji. Drużyna jest po to, żeby uzupełniać się nawzajem. Wiele było takich momentów, w których serce pękało, chciałoby się pomóc ale trzeba było też pogodzić się z faktem, że żadne zmiany nie wchodzą w grę. Trudno było nam zrozumieć niektóre decyzje, tym bardziej, że trener wielokrotnie dawał nam do zrozumienia, że jest zadowolony z naszej postawy i poziomu jaki prezentujemy. Patrząc z perspektywy czasu to "było bicie głową w mur". Z każdym dniem dawałyśmy z siebie jeszcze więcej po to żeby coś komuś udowodnić. To jest właśnie czas, w którym powinnyśmy jak najwięcej grać, zdobywać doświadczenie. Nie mówię o tym, żeby ktoś dał nam pograć dla zasady – byłam "w środku" i wiem, że większość dziewczyn po prostu zasłużyła na to, żeby dostać chociaż małą szansę na pokazanie się w kilku setach. Chciałam jeszcze podziękować tym dziewczynom za to, że mimo wielu trudnych momentów dzielnie wytrwały w tym do końca i życzyć aby ten sezon był dla nich lepszy pod każdym względem. Zasługują na to!

Teraz przenosisz się do Murowanej Gośliny. Co zdecydowało o wyborze tego klubu? Czy wpływ na twoją decyzję miał fakt, że zagrasz tam z byłą koleżanką klubową, Kingą Hatalą? Miałaś inne propozycje?

Propozycje były, ale nie ma co ukrywać, że po takim sezonie nie było za bardzo w czym przebierać. Nie kierowałam się wyborem koleżanek, ale fajnie, że znam tu kilka dziewczyn. Cieszę się, że będę grać w Murowanej Goślinie, bo jest tutaj klub z dużymi ambicjami, a ja lubię grać "o coś". Słyszałam też o dobrze zorganizowanych kibicach, a to w szczególności coś, co bardzo mnie cieszy. Już raz podjęłam się próby awansu, ale z wiadomym rezultatem… Teraz sama muszę sobie coś udowodnić.

Murowana Goślina przypomina nieco Trefl sprzed dwóch sezonów. Budowany jest skład, który ma postawiony jeden cel – awans. Jak porównałabyś obydwie te drużyny? Będziesz specjalistką od awansów?

Trochę to przypomina sytuację sprzed dwóch lat, z tym, że w tym sezonie jest trochę więcej pretendentów do awansu. Może to i dobrze, bo wszystkie oczy nie będą skierowane tylko na jeden zespół. Z jednej strony to znowu trochę doświadczenia z młodością, a z drugiej strony to zupełnie inne zestawienie personalne. Jeżeli mam być taką specjalistką jak ostatnio, to zdecydowanie nie – dziękuję! Wrócimy do tej rozmowy po sezonie.

Od kiedy grałaś w I lidze układ sił nieco się zmienił, z roku na rok przybywa poważnych pretendentów do awansu. Jak oceniasz szansę swojej nowej drużyny na awans? Patrząc na składy mogłabyś podjąć się ocenienia poziomu rozgrywek?

Bardzo się cieszę z tego, że poziom siatkówki na zapleczu ekstraklasy się podnosi. To znaczy, że jest ciągłe zapotrzebowanie na tą dyscyplinę. Liga będzie bardziej wyrównana, spotkania mniej jednostronne – tylko się cieszyć. Nie podejmę się żadnego oceniania szans. Najważniejsze będą play-offy. Zawsze podkreślam, że nie po to wychodzi się na boisko żeby przegrać. Każdy ma równe szanse. Najlepszym przykładem na to jest zespół TPS-u. Przed sezonem 2009/2010 nikt nie napisałby takiego scenariusza…

Wiele zawodniczek podkreśla, że różnica poziomów między I ligą a ekstraklasą jest olbrzymia. Zgadzasz się z tym? Rzeczywiście te rozgrywki dzieli tak ogromna przepaść?

Patrząc na poziom rozgrywek to oczywiście widać różnicę. W PlusLidze gra coraz więcej zawodniczek światowego formatu, które bezapelacyjnie doświadczeniem przebijają dziewczyny z I ligi, ale tym z kolei nie można odmówić determinacji i pasji. Niestety większe różnice widać w kwestii organizacyjnej. Nie wszystkie kluby podchodzą do sprawy w pełni profesjonalnie. I nie mówię tutaj o możliwościach finansowych, tylko o zwyczajnych chęciach i zaangażowaniu ludzi dookoła.

Z Treflem w finale przegrałyście z Rumią. Co w tych decydujących momentach jest najważniejsze i czego wam zabrakło? Na co z dziewczynami z Murowanej Gośliny musicie uważać w tym sezonie?

Nie wiem czego zabrakło. Głupie będzie stwierdzenie, że zabrakło nam szczęścia, którego w rundzie zasadniczej nigdy nam nie brakowało. Umiejętności też nie brakowało, bo gdyby tak było to nie przystąpiłybyśmy do play-offów z 12 punktów przewagi nad drugą drużyną. Nie potrafię jedynie wytłumaczyć dwóch sromotnych porażek w Rumi w trzecim i czwartym meczu. Nie ujmuję oczywiście sukcesu dziewczynom z TPS-u i po raz kolejny gratuluję tego co wtedy osiągnęły, bo mówiono, że dokonały rzeczy niemożliwej, ale nie mogę się do końca pogodzić z tym, że w ostatnim meczu to sędziowie byli głównymi bohaterami w decydującym momencie. Takie historie nie powinny mieć miejsca. Na co mamy uważać w tym roku? Jako, że z sędziami się nie dyskutuje to na pewno na to, żeby nie doprowadzić nigdy do takiej sytuacji, w której ostateczny wynik nie będzie zależał jedynie od nas.

Kiedy grałaś w Wiśle zawsze na twoich meczach byli dziadkowie. Czy twoi najwierniejsi kibice pojechali za tobą na drugi koniec Polski?

W tym roku nad morze nie dotarli, bo nie mieli wielu okazji żeby oklaskiwać wnuczkę, ale w poprzednim – oczywiście, byli.

Sezon zakończony, więc pora na zasłużony odpoczynek. Wakacje to „odwyk od siatkówki"?

W sumie to wakacje już prawie minęły, a ja nawet nie wiem kiedy! Oczywiście z piłką się na dłużej nie rozstałam, ale zbieram też siły na przyszły sezon. Wakacje w większości spędzone w gronie najbliższych, ale byłam też na finale LŚ w Gdańsku, więc odwykiem od siatkówki bym tego nie nazwała.

* z Izabelą Śliwą rozmawiała Marzena Czernek (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-07-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved