Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Zbigniew Bartman – przyjęcie i atak, czyli wszystko i nic

Zbigniew Bartman – przyjęcie i atak, czyli wszystko i nic

fot. archiwum

Podczas absencji Mariusza Wlazłego w tegorocznej Lidze Światowej na pozycji atakującego zadebiutował Zbigniew Bartman. - To dla niego trudne zadanie, ale jestem mile zaskoczony, jak dobrze sobie radzi - chwalił go włoski szkoleniowiec Andrea Anastazi.

Gdy nasza reprezentacja rozpoczynała zgrupowanie, każdy zastanawiał się, czy tak odmłodzona kadra ma szansę zająć zaszczytne miejsce na podium i jakimi sposobami świeżo upieczony trener chce do tego doprowadzić. Na niespodziankę nie musieliśmy długo czekać. Zbigniew Bartman, niegdyś zawodnik Politechniki Warszawskiej, został przesunięty z pozycji przyjmującego na pozycję atakującego. – Cieszy mnie to wyróżnienie, spowodowane niejako brakiem odpowiedniej osoby na tej pozycji, ale trener Anastasi musiał zobaczyć u mnie pewne zadatki na atak – wypowiadał się skromnie w wywiadzie dla PZPS. W konsekwencji „Zibi” swoją dobrze rokującą grą wyprzedził Jakuba Jarosza i wychodził na boisko w pierwszej szóstce.

– Zresztą w USA podchodzili do mnie zszokowani amerykańscy fachowcy i z niedowierzaniem kręcili głowami, gdy mówiłem, że Bartman występuje w ataku dopiero kilka tygodni – emocjonował się Anastasi. – Przecież on gra zupełnie jak nasz Clayton Stanley! – takie opinie słyszałem od trenerów. I rzeczywiście po wygranej nad mistrzami olimpijskimi w fazie grupowej LŚ, „Bombardier” został najlepiej punktującym zawodnikiem meczu, zdobywając 16 pkt, co dało mu skuteczność na poziomie 60%. Udowodnił tym samym, że potrafi być wartościowym zawodnikiem na swojej pozycji, nawet przeciwko trudnemu rywalowi. Oczywiście błędem byłoby postrzeganie go w samych superlatywach, ponieważ miał także słabsze mecze, w których musiał korzystać z pomocy swojego zmiennika. Natomiast jak sam się wypowiadał, im więcej czasu spędzał na pozycji atakującego, tym większe doświadczenie zbierał i łatwiej było mu się odnaleźć. – Myślę, że dobrą odpowiedzią jest to, co powiedział mi nasz sztab szkoleniowy, że Fey potrzebował roku, żeby się przestawić z nowej pozycji na atak, a Omrcen, który występuje w Maceracie , również potrzebował dwóch lat – tłumaczył.

Polscy reprezentanci po udanym występie w Lidze Światowej dostali kilkanaście dni wolnego na regenerację. Odpoczynek kończy się 25 lipca zgrupowaniem w Spale przygotowującym naszych zawodników do mistrzostw Europy. Nie wiadomo jeszcze, czy czołówka siatkarzy (m.in. Mariusz Wlazły ) powróci do treningów w kadrze ani jakie będą skutki kontuzji Bartmana. Stąd też jego gra pozostaje pod wielkim znakiem zapytania. Śmiało można jednak stwierdzić, że włoski szkoleniowiec nie zrezygnuje z usług atakującego, którego sam wyszkolił, jeśli tylko nie pojawią się ku temu przeszkody.



Wielka niewiadoma jest związana także z pozycją klubową Zbigniewa Bartmana. Przez długi czas ważyły się losy, czy pozostanie w Warszawie, czy sfinalizuje transfer do Jastrzębia. „Inżynierowie”, jak podkreślał, byli mu bliżsi, jednak w konsekwencji wybrał drugą opcję. I tutaj pojawił się problem. Na oficjalnej stronie internetowej drużyny ze Śląska napisano: – Zbigniew Bartman gra zazwyczaj na pozycji siatkarza przyjmującego zagrywkę, chociaż w tym roku w reprezentacji z dużym powodzeniem Andrea Anastasi przestawił go na pozycję atakującego. W klubie będzie mógł więc z powodzeniem grać na obu pozycjach, w zależności od potrzeb drużyny. Wychodzi więc na to, że „Bombardier” wystąpi raz na przyjęciu, innym razem jako atakujący… czyli wszystko i nic. Klub pytany o szczegóły odpowiada, że przygotowania do sezonu ruszą w sierpniu i dopiero w tym okresie będzie wiadomo coś więcej. Czy balansowanie między pozycjami pozwoli samemu zawodnikowi rozwinąć się jako siatkarzowi? Tym bardziej, że za konkurenta w ataku ma reprezentanta Włoch, Michała Łasko.

– Szykowaliśmy Zbigniewa Bartmana na atak w naszym zespole, ale to już nieaktualne, bo nie będzie już grał w Politechnice – mówiła na zakończenie współpracy prezes warszawskiego klubu Jolanta Dolecka. Z jednej strony jego odejście jest zrozumiałe, ponieważ jako zawodnik tej rangi nie chce już walczyć w polskiej lidze tylko o jak najwyższe miejsce w środku tabeli, ale o medale. Natomiast patrząc z perspektywy reprezentanta kraju, który sprawdził się w poważnym turnieju na pozycji atakującego, to szkoda byłoby taki talent zmarnować, nie rozwijając go. Sebastian Świderski, czołowy polski siatkarz, podkreślał niedawno, że nasz poziom gry może kiedyś upaść, jeżeli nie będziemy odmładzać kadry, szkolić nowych zawodników (tak jak robi to np. Brazylia). Zbigniew Bartman – rocznik 1987 posiada doświadczenie zdobyte m.in.: w Turcji, Rosji, we Włoszech, jest polskim atakującym.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved