Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > rozgrywki młodzieżowe > Piekielne zasady, czyli Turniej Nadziei Olimpijskich

Piekielne zasady, czyli Turniej Nadziei Olimpijskich

fot. archiwum

Kiedy podczas Klubowych Mistrzostw Świata rozgrywanych w katarskiej Dausze wszyscy pukali się w czoło, patrząc jak siatkarze męczą się ze złotą formułą, nikt nie przypuszczał, że równie kuriozalne przepisy powstaną także w Polsce.

W piosence "Gdy nie ma dzieci" zespołu Kult słyszymy słowa "Poznaje się tych albo owych i mamy troszeczkę kataru". Nie o wydzielinę z nosa jednak tu chodzi, a o kopiowanie z bliskowschodniego kraju absurdalnych reguł, które tworzą jedynie coś na kształt siatkówki.

Każdego roku odbywa się w Polsce Turniej Nadziei Olimpijskich, w którym udział biorą najlepsi reprezentanci szesnastu województw. W teorii zawody te mają pokazać, kto w grupie czternastolatków (i młodszych) jest najzdolniejszy i kogo warto objąć w przyszłości centralnym systemem szkolenia. Od dwóch lat podczas TNO obowiązują bardzo kontrowersyjne przepisy, które warto przedstawić.

Po pierwsze wyeliminowano pozycję libero. Celem FIVB było zachęcenie do uprawiania siatkówki zawodników o skromnych parametrach fizycznych, niewystarczających do gry na pozycji atakującego czy przyjmującego, nie wspominając już o środkowym. W zamian międzynarodowa federacja chciała zaserwować kibicom dłuższe i bardziej, emocjonujące akcje, okraszone licznymi obronami, co w dużej mierze zdało egzamin. Problem pojawił się przy szkoleniu młodzieży. Polscy decydenci wymyślili sobie, że usuwając z boiska libero, większość środkowych nabierze umiejętności w przyjęciu zagrywki. Jako że "Polak potrafi", trenerzy znaleźli taktyczne rozwiązanie tej sytuacji. W efekcie środkowy będący w drugiej linii jest kryty przez przyjmujących, a jego rola w odbiorze ogranicza się jedynie do tego, aby – podobnie jak atakujący – nie przeszkadzać.



Co w takim razie z atakującymi? Takiej pozycji podczas TNO nie ma, bowiem wprowadzono drugi absurdalny przepis, który mówi, iż w trakcie trwania meczu na boisku musi być dwóch rozgrywających. Polska siatkówka cierpi na niedobór klasowych zawodników na tej pozycji, a zakończona niedawno Liga Światowa tylko potwierdziła, że długo przyjdzie nam jeszcze czekać na godnego następcę Pawła Zagumnego. Twórcy przepisów TNO doszli więc do wniosku, że skoro nie mamy jakości, to należy postawić na ilość. A nuż spośród 32 wystawiających grających w 16 kadrach województwa uda się wyłapać chociaż dwóch wyrobników, którzy ciężką pracą dojdą do jako takiego poziomu.

Dlaczego jako takiego? A jak inaczej można nazwać czternastoletniego zawodnika, którego ograniczają przepisy, pozwalające wystawiać tylko w obrębie pierwszej linii? To już trzeci absurd Turnieju Nadziei Olimpijskich. Brzmi znajomo? Podobnie wyglądała katarska "złota formuła" z tą tylko różnicą, iż obowiązująca podczas Klubowych Mistrzostw Świata zasada dotyczyła jedynie pierwszej akcji i wręcz nakazywała atakować z drugiej linii, podczas gdy twórcy przepisów TNO wyraźnie zakazują wykonywania ataków ze stref nr jeden, sześć i pięć w ogóle.

Na deser zostawiłem sobie mój ulubiony przepis, mający na celi wyeliminowanie zagrywki z wyskoku, który po roku zmodyfikowano i dopuszczono jedynie serwis szybujący, tzw. float. I znów wrócę do tegorocznego Final Eight Ligi Światowej. Trzeba podkreślić, co było niepodważalnym atutem Rosjan, a mianowicie potężna zagrywka, która w nowoczesnej siatkówce jest wręcz niezbędna. Biało-czerwoni udowodnili natomiast – no, może z wyjątkiem Bartosza Kurka i momentalnymi przebłyskami kilku innych zawodników – iż daleko nam jeszcze do dyspozycji, jaką prezentuje dziś odmłodzona Sborna. Trudno się temu dziwić, skoro na TNO zaledwie czternastoletnim adeptom siatkówki wpaja się jedynie coś na kształt tej dyscypliny sportu.

Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Patrząc na zasady obowiązujące podczas Turnieju Nadziei Olimpijskich można rzec, iż dobrymi chęciami jest wybrukowana droga do piekła. Eliminując pozycję libero, chciano przystosować środkowych do odbioru zagrywki. Efekt? Środkowi będąc w drugiej linii i tak nie biorą udziału w akcji, gdyż kryją ich przyjmujący, a owi libero – mimo iż są predestynowani do pełnienia tej właśnie roli – w ogóle nie grają i to oni są najbardziej pokrzywdzeni. Mało tego, atakującego zastąpiono drugim rozgrywającym i wyeliminowano atak z drugiej linii, aby – podobnie jak w przypadku środkowych – nie specjalizować tak młodych zawodników na poszczególnych pozycjach. W efekcie na boisku oglądamy dwóch rzemieślników, których nie można nawet nazwać wystawiającymi. Bo cóż to za alternatywa wystawić na skrzydła lub środek, podczas gdy w nowoczesnej siatkówce w ataku bierze udział dodatkowo pierwsza i szósta strefa. Na deser decydenci zaserwowali – dosłownie – zagrywkę typu float, eliminując atakujący serwis z wyskoku, co chyba nie wymaga komentarza.

Całe szczęście, że przepisy te nie obowiązują w rozgrywkach ogólnopolskich.

* Dziękuję trenerowi Andrzejowi Wrotkowi za pomoc w przygotowaniu materiału.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
rozgrywki młodzieżowe

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2011-07-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved