Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > Mauro Berruto: Ręce precz od tej drużyny!

Mauro Berruto: Ręce precz od tej drużyny!

fot. archiwum

Mauro Berruto, trener reprezentacji Włoch, podsumowuje turniej w Gdańsku, opowiada także o swojej młodej i przebudowanej drużynie, jej najbliższych planach oraz o tym, jakiego typu komentarze denerwują go najbardziej.

Z wybuchowego Mistera Hyde w minutę po meczu, Mauro Berruto, siedząc przed ogromną szybą, która mieści się na szóstym piętrze Ergo Areny i patrząc jak inne drużyny rozgrywają mecze półfinałowe, przemienia się w Doktora Jekyll’a. Spokojny człowiek, którego ceni się ze względu na jego przemyślenia.

Czuję się jak dziecko, któremu odebrano zabawkę. Nie udało nam się zagrać dwóch pozostałych meczów najwyższej jakości. To jest to, czego chcieliśmy i co sprawia, że ta nasza wyprawa do Polski jest trochę niekompletna – podkreśla szkoleniowiec „Azzurrich" – Ale teraz, po zajęciu tego szóstego miejsca, przypomnijmy sobie, że kiedy ogłosiłem listę powołanych zawodników, dla wszystkich stało się jasne, że ta Liga Światowa ma być punktem wyjścia, brałem to, co było do wzięcia.

Może nadmierny żal powodują oczekiwania, które wykreowała drużyna?



Fakt wygrania tylu meczów w rundzie kontynentalnej i wygrania grupy wytworzył wiele oczekiwań. Także i w nas samych, co jest najważniejsze. Oczekiwania, które powodują, że jesteśmy rozgoryczeni końcowym rezultatem. Z meczów z Bułgarią i z Argentyną nie możemy być zadowoleni. Sprawiłoby mi przyjemność zobaczenie mojej drużyny w dwóch pozostałych meczach, bardzo ważnych, których stawką są medale, z zespołami, które są przyzwyczajone do gry do samego końca turnieju.

Jest coś, co by pan zmienił?

– Największy żal mamy z powodu meczu z Argentyną. Podeszliśmy do tego spotkania mając wiele oczekiwań. Uśmiecham się, kiedy słyszę słowa wsparcia od kogoś, kogo niedocenialiśmy, a może zamiast tego, trzeba było go przecenić. Są różne poziomy stresu: niski, który sprawia, że gra się źle, jest też poziom idealny, kiedy gra się swoją najlepszą siatkówkę i jest jeszcze poziom inny niż te dwa, który sprawia, że gra się źle. Nam właśnie przydarzyło się to ostatnie.

Jaki był decydujący moment?

– Jeśli poszukam takiego w całym turnieju, to muszę powiedzieć, że trzeci set z Argentyną, kiedy mieliśmy 4-5 punktów przewagi. Później była seria punktów w wykonaniu Conte. Jeżeli mógłbym „przewinąć" ten turniej jak film, chciałbym powtórzyć ten moment.

Mając nadzieję, że Facundo się pomyli ?

– Może mogłem także i ja coś zrobić, mogliśmy wszyscy zrobić coś lepiej. Ale w tym sporcie są momenty, w których bezwładność ogarnia obydwie strony. Miałem nadzieję, że mogłem to zmienić, żeby doprowadzić do tie-breaku.

Chęć gry z Brazylią stała się powracającym hasłem przewodnim pana woli grania z najlepszymi drużynami.

– Żeby grać z najlepszymi drużynami, trzeba na to zasłużyć. Najpierw trzeba zrobić to, co zrobiliśmy w rundzie kontynentalnej: próbować wygrać jak najwięcej się da z tymi, którzy są gorsi od ciebie. I to zrobiliśmy. Z dwunastu rozegranych meczów, przegraliśmy dwa, jeden z nich z Kubą, drużyną, która sprawiała wrażenie bycia dopiero w fazie wzrostu i która jest przed nami w rankingu FIVB (stan sprzed zakończenia Ligi Światowej – przyp. red.). Ranking to nie dziesięć przykazań, jest jednak klasyfikacją dającą pewną orientację. Zespoły, które są przed nami, kontynuują granie meczów na swoim poziomie, a żeby ruszyć się w klasyfikacji, trzeba zagrać w finale – Final Six, Final Eight. Postępem jest wygranie najpierw z tym, który jest niżej i następnie z tym na tym samym poziomie. Potem trzeba zasłużyć na możliwość gry w finale.

– Jestem jak dziecko, któremu odebrano zabawkę. Moim pragnieniem była gra przeciwko Brazylii i tym drużynom (będącym wyżej, niż my). Ale chciałbym zostać dobrze zrozumiany, nie mam zamiaru twierdzić, że po Brazylii jesteśmy my, ale że to jest punktem odniesienia. Jeśli trzeba się z kimś mierzyć, to trzeba to robić z drużyną najlepszą na świecie.

Jesteście więc na dobrej drodze?

Nie zasłużyliśmy na grę w półfinałach i finałach. Żeby zniknęła gorycz po meczu z Bułgarią, potrzebny będzie nam tydzień. Ale to nie musi psuć wszystkiego. Mam wrażenie, świadomość, że jesteśmy na właściwej drodze. Ta drużyna została przyjęta z oczywistym sceptycyzmem, ponieważ została stworzona w sposób zupełnie inny niż poprzednie. Ale myślę, że niektóre rzeczy zrobiłem, aby zobaczyć ją na nowo i w różnych sytuacjach z przeszłości. Statystyki mówią, że jeżeli chodzi o zagrywkę, to ta drużyna wróciła na poziom światowy. Mówiłem także o meczu z Bułgarią. Trzymaliśmy w nim grę dzięki zagrywce, nie dzięki atakowi. Na linii dziewiątego metra z powrotem jesteśmy absolutnie bezkonkurencyjni. Nie jestem jednak zadowolony z sinusoidalnej tendencji naszej gry w bloku, elementu, w którym mieliśmy momenty, kiedy szło nam dobrze i momenty, w których szło źle. W ataku musimy znaleźć stabilność, nie jest to problem warunków fizycznych, ponieważ jeżeli chodzi o atakujących, to oni mają warunki zbliżone do zawodników innych drużyn.

Młoda drużyna Argentyny jest przykładem do naśladowania ?

– Trzeba się uczyć z doświadczeń Argentyny. W zeszłym roku przegrali wszystkie mecze w Lidze Światowej, ale ten wybór, że gra drużyna młoda, został podtrzymany. Drużyna się rozwinęła, później zagrali doskonałe mistrzostwa świata i teraz ci chłopcy mają za sobą grę w dwóch edycjach Ligi Światowej i w jednym mundialu. Każdy turniej znaczy bardzo wiele. Może jeśli byłaby możliwość zacząć jeden jutro… Potrzebujemy innych okazji do grania. Podam tutaj przykład brazylijski. Razem z reprezentacją Finlandii zagrałem w pięciu edycjach Ligi Światowej i cztery razy mieliśmy w grupie Brazylię. W 2005 zobaczyłem, jak wozili ze sobą Lucasa, który zawsze ostatecznie lądował na trybunach. A dziś on jest zawodnikiem szóstkowym. W meczach z Finlandią pięć lat temu miałem przeciwko sobie rozgrywającego De Cecco. Grał i przegrywał. Dzisiaj jest szóstkowym zawodnikiem swojej reprezentacji. Jak się zaczyna cykl olimpijski, ma się minimum cztery edycje Ligi Światowej i dwa mistrzostwa Europy, zanim nadejdzie ten właściwy cel, olimpiada. W naszym przypadku mamy mniej czasu ale w porównaniu do tych wspomnianych zawodników, zaczęliśmy lepiej, wygrywając dużo w grupie.

Coś, co się panu nie spodobało, podkreślił pan także na swoim blogu. Wśród wielu komentarzy dzieci epoki internetu i sieci społecznościowych, trener nie był w stanie przełknąć jednej rzeczy.

– Jeden rodzaj komentarzy naprawdę mnie złościł – fakt, że ktoś zaczął dyskusję na temat sensu gry w naszych barwach narodowych niektórych chłopaków z «obcymi» nazwiskami. Od razu powiem, co o tym myślę: ręce precz i to natychmiast! Nietolerancja nie stanowi wartości tej drużyny, tak więc z tego powodu ta drużyna nie potrzebuje tych (nielicznych) nietolerancyjnych fanów. Nie zgadzamy się z nimi. Wszyscy chłopacy, których mam przyjemność trenować w tych tygodniach i którzy noszą niebieską koszulkę, naprawdę się poświęcili, to sprawia, że jestem dumny z nich sto razy bardziej niż z kogoś, kto ma włoski paszport ale i poglądy, które były modne w pierwszej połowie ubiegłego wieku.

Ponownie spotkacie się pod koniec lipca, co wtedy was czeka ?

– Wracamy do pracy 21 lipca i będziemy w Cavalese przez 10 dni, mając cele inne od tych tradycyjnych. Skoncentrujemy naszą pracę wokół aspektów fizycznych, techniki indywidualnej i na budowie tożsamości grupy. Później wrócimy do Monzy na cały sierpień, pod koniec miesiąca będziemy uczestniczyć w Memoriale Wagnera w Polsce i później w Monzie rozegramy ostatni mecz towarzyski na początku września z Serbią. Nazwiska ? Wezmę na zgrupowanie od 16 do 18 zawodników. Tutaj byliśmy w 14, był także Parodi.

źródło: inf. własna, volleyball.it

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-07-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved