Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Grzegorz Kosok: Z Rzeszowa dzwoniono do mnie raz… – cz. 2

Grzegorz Kosok: Z Rzeszowa dzwoniono do mnie raz… – cz. 2

fot. archiwum

- Przychodząc do Resovii szczerze myślałem, ze będę tym trzecim, który czasami będzie wchodził na boisko wspomagać drużynę. Trener dał mi szansę, z czego się cieszę, bo dzięki temu jestem teraz tutaj - mówi Grzegorz Kosok w drugiej części naszego wywiadu.

Zobacz również:
Grzegorz Kosok: Wiedziałem, że mam ogromne braki – cz. 1

Jak sobie radzisz z przegranymi meczami, odreagowujesz je w jakiś szczególny sposób?

Grzegorz Kosok: Nie ma sensu mówić i myśleć o tym, co było, nawet jeśli wygra się mecz, to robi się miło, ale trzeba myśleć o tym, co jest dalej. To nie jest sport, w którym raz w roku gra się mecz i po wygranej przez rok ma się świetny humor. Zawsze po przegranych meczach myśli się o tym, co można było zrobić lepiej, czemu zrobiło się coś w taki, a nie inny sposób. W kolejnym dniu trzeba znowu iść na trening, spotkać się z tymi, z którymi się przegrało dzień wcześniej i myśleć o kolejnych meczach.



W meczach z Bielskiem zabłysnąłeś jednym ze swoich największych atutów – zagrywką. Na tych meczach zauważył cię trener Wagner, co zaowocowało powołaniem do kadry B?

Na przestrzeni całej ligi grałem w miarę równo. Może faktycznie te mecze z Bielskiem były dla mnie dodatkowym plusem, ale trener Wagner podszedł do mnie już po pierwszym meczu przeciwko drużynie z Bielska. Chciałem grać w kadrze i dostałem szansę.

Którą świetnie wykorzystałeś stając się z miejsca filarem drużyny.

Walczyłem o miejsce w składzie, starałem się i dawałem z siebie wszystko. Spędziłem wspaniałe chwile na kadrze i wspominam to bardzo dobrze. Zobaczyłem jak wyglądają treningi z trochę innej strony.

Występ na uniwersjadzie, pomimo kontuzji, zaliczasz do udanych?

Miałem strasznego pecha, bo zaraz przed wyjazdem miałem kontuzję stopy. Kiedy trener umieścił mnie w wyjściowym składzie, to musiałem grać na proszkach przeciwbólowych. Kontuzja była wtedy na tyle uciążliwa, że po zakończeniu uniwersjady musiałem mieć tydzień przerwy. Jednak ten wyjazd do Serbii wspominam bardzo miło. Mieliśmy trochę pecha, ponieważ walkę o czwórkę przegraliśmy już w grupie. Przegraliśmy z drużyną z Czech, mecz był na styku, graliśmy bardzo dobrze, ale pod koniec zrobiliśmy za dużo błędów. Później, z drugiego miejsca, trafiliśmy na drużyny, które były bardzo silne. Drużyna z Czech doszła do pierwszej czwórki.

Czego nauczyła cię gra w kadrze?

Tego, że trzeba być zawsze pewnym tego, co się robi, tego, ze wszystko trzeba robić na 100%, nie ma półśrodków.

Nowy sezon rozpocząłeś w barwach Jadaru, chociaż po wywalczeniu utrzymania w poprzednim sezonie zaczęto mówić o tym, że interesuje się tobą Resovia, wtedy konsekwentnie zaprzeczałeś, ale było coś na rzeczy?

Z Rzeszowa dzwoniono do mnie raz, ale miałem wtedy ważną umowę, więc powiedziałem, że jeśli chcą coś więcej zdziałać, to niech nie rozmawiają ze mną. Nie miałem żadnych środków i możliwości, żeby zwolnić się z klubu. Później się dowiedziałem, że Rzeszów na poważnie się mną interesuje, chce mnie kupić i w zamian oddać Ardo Kreeka. Ja byłem zdecydowanie za, w końcu kto by nie chciał grać w takim klubie jakim jest Resovia. Nie musiałem się zastanawiać, kiedy prezes zapytał mnie, czy chcę grać w Rzeszowie.

Zwłaszcza, że w Radomiu ponownie sytuacja nie rysowała się zbyt ciekawie. W tamtym czasie byłeś jednym z lepiej prezentujących się zawodników, w związku z tym czułeś na sobie jakąś dodatkową presję i odpowiedzialność?

Przed każdym meczem myśli się o tym jak chciałoby się zagrać, jak należy zagrać. Myśli się o drużynie, która jest po drugiej stronie siatki, o tym jak ona się zaprezentuje. Przed meczem czuje się małą presję, związaną z tym, że wszystkie punkty są dla nas cenne i o każdy trzeba walczyć, żeby zostać w lidze, ale podczas meczu presja mija. W trakcie meczu nie myśli się o niczym poza kolejną akcją.

Później był świetny w twoim wykonaniu mecz przeciwko Wieluniowi, w którym zostałeś MVP.

Przeciwko Wieluniowi graliśmy wcześniej ustalonym systemem, który się świetnie sprawdził. Wtedy grało mi się bardzo dobrze blokiem. Myślę, że dzięki temu przyczyniłem się do tego, że zdobyliśmy komplet punktów.

Kibice w Radomiu mieli ci za złe, że w trudnej sytuacji odchodzisz z klubu. Padały głosy, że uciekasz z tonącego okrętu. Odczuwałeś to w jakiś sposób?

Nie. Nie wiem o czymś takim. Może ktoś sobie pisał na jakichś forach, ale ja nie czytam takich rzeczy, a wprost nikt nigdy mi nie powiedział.

Zadebiutowałeś wychodząc w trzecim secie wygranego meczu przeciwko Jadarowi. Co czułeś wychodząc na boisko przeciwko swoim kolegom, z którymi jeszcze niedawno trenowałeś?

Zdobyłem wtedy nawet dwa punkty. Czułem się specyficznie. Po drugiej stronie siatki była drużyna, z którą spędziłem prawie dwa lata. Kiedy mijaliśmy się z kolegami pod siatką na naszych twarzach widać było uśmiech.

Travica rotował składem szukając optymalnego ustawienia. Spodziewałeś się, że trener obdarzy cię takim zaufaniem i właściwie z marszu wejdziesz do pierwszej szóstki?

Nie spodziewałem się. Przychodząc do klubu szczerze myślałem, ze będę tym trzecim, który czasami będzie wchodził na boisko wspomagać drużynę. Każdy chce grać w pierwszym składzie, dlatego na treningach starałem się jak mogłem. Trener dał mi szansę, z czego się cieszę, bo dzięki temu jestem teraz tutaj.

Masz chyba niesamowitą łatwość zgrywania się z rozgrywającymi. Przyszedłeś do Rzeszowa i zgranie się z Redwitzem nie sprawiło ci większego problemu, przynajmniej takie wrażenie można było odnieść.

Na pierwszych treningach niejednokrotnie bywało tak, że piłka była tam gdzie powinna być, a ja byłem w innym miejscu, albo w drugą stronę. Czasami Rafa starał się podać piłkę tam, gdzie ja skaczę, a ja starałem się iść tam, gdzie on wystawił wcześniej, więc na treningach bardzo często się mijaliśmy. Wystarczyło jednak kilka rozmów po treningach i problem zniknął.

Dzięki zmianie klubu pierwszy raz w profesjonalnej karierze dane ci było grać o trofea, a nie o utrzymanie. Pierwszy raz grałeś o trofea i to nie tylko na polskich parkietach. Sądziłeś, że tak szybko będziesz mógł zaprezentować się w Lidze Mistrzów?

Myślałem o tym i bardzo się cieszyłem, że przeszedłem o poziom wyżej i mogę grać o cele inne niż wcześniej. Każdy sportowiec chce grać o jak najwyższe cele i grać w najlepszych drużynach. Na pewno dało mi to wiele radości.

Jak wspominasz pamiętny mecz w Sofii, jak całą sytuację odebraliście?

Mecz w Sofii był specyficzny. Każdy z nas był zdziwiony tym, co się dzieje. Później to było dla nas raczej śmieszne. Mieliśmy wyjść po tej przerwie, kiedy zgasły światła, odpalili race, i grać. Dla nas nie zmieniło się nic poza tym, że musieliśmy się rozgrzewać od nowa, od nowa zaczynać mecz. Wydaje mi się, że przez to przegraliśmy w kolejnym secie, ale w kolejnym wzięliśmy się w garść i wygraliśmy.

Mecz zakończyłeś ty. Świetnym blokiem na Todorovie, który swoją drogą ma aktualnie największy zasięg w ataku, ok. 383cm.

Tak? Nie pamiętam. Pamiętam, że w tym meczu, kiedy atakował z krótkiej, a ja miałem przyjemność dotknąć piłki, to zawsze dłońmi, nigdy niżej. Czułem, że środkowy z drugiej strony skacze naprawdę wysoko.

Później było mniej kolorowo. Porażki z Trentino, ale to chyba nie wstyd, pomimo, że zagraliście poniżej oczekiwań.

Przeciwko Trentino wyszedł nam w zasadzie tylko jeden, pierwszy set, który był równy. Graliśmy naprawdę bardzo dobrze, niestety przegraliśmy, a seta zakończył Rijad, robiąc blok na mnie. Kolejne sety był już kiepskie. Później drużyna z Włoch przyjechała do nas i musiała wygrać tylko seta, co też uczyniła.

Jakie korzyści przyniosło ci to europejskie przetarcie?

Każdy mecz, trening coś daje. Trzeba się przyzwyczaić do tego, że się gra w innych krajach. Inaczej ludzie kibicują, u nas jest naprawdę świetny doping, ale już na przykład w Sofii, to nie było już dla nas tak miło.

Zobacz również:
Grzegorz Kosok: Myślałem, że to jakaś ściema – cz. 3

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved