Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Polskie sny o potędze

Polskie sny o potędze

fot. archiwum

Wreszcie. Sukces sportowy w Lidze Światowej poszedł w parze z sukcesem organizacyjnym. I nawet po polsku się udało, bo do trzech razy sztuka. Dopełniła się więc cukierkowa historia w kolorze brąz. Tyle, że od spodu podgryza ją rdza.

Wystarczyło na bieżąco śledzić rozgrywki „światówki", by dojść do przekonania, że trzecią siłą to polska kadra w niej na pewno nie była. "Trąbienie" przy każdej okazji o „wielkich nieobecnych" reprezentacji i o nowej, młodej, dopiero budowanej ekipie miało tłumaczyć wszystko, ale zaczynało już zakrawać o śmieszność. Wystarczyło zejść na ziemię i sprowadzić też na nią polską siatkówkę. Tymczasem wielu unosiło się wciąż w balonie wicemistrzostwa świata i mistrzostwa Europy, względnie – najlepszych kibiców globu. Usprawiedliwiając więc niedoskonałość, przygotowywano balon kolejny. Tym razem z medalem Ligi Światowej. Mogą ten stan rzeczy rozjaśniać meczowe czy pomeczowe emocje, polityczna poprawność, urzędowy optymizm, nawet – językowa nieporadność, ale wirus potęgi polskiej siatkówki rozprzestrzeniał się stanowczo zbyt szybko.

Teraz, po trzecim miejscu w turnieju finałowym, gdy siatkarze wciąż czują go w kościach, a kibice w gardłach, ten niewątpliwy sukces drużyny Anastasiego zaczyna już żyć własnym życiem. Mało mówi się o zapewnionym jeszcze przed startem Ligi Światowej udziale w Final Eight ze względu na jego organizację, wciąż niewyjaśnionym podziale na grupy, w wyniku którego Polska znalazła się, jak zgodnie przyznawali eksperci, dziennikarze i kibice, w zestawieniu drużyn teoretycznie słabszych i zdecydowanie w jej zasięgu, szczęśliwym, wywalczonym w "filmowych" okolicznościach awansie do półfinału. Pozostaje sukces, przez niektórych przyjmowany bezwarunkowo i bezrefleksyjnie. Ktoś, kto się siatkówką nie interesuje lub czyni to tylko z doskoku, słyszy zewsząd opowieść o historycznym medalu, okraszoną mile łechcącymi narodowe ego scenką rodzajową z ceremonii dekoracji medalistów i pochwałami dla organizatorów z iście gratisowymi obietnicami prezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej o grze w finale imprezy już za rok. Owszem, można to uznać za tradycyjne w takich przypadkach "bicie piany", ale ileż to już razy podobne zachowania przynosiły więcej szkody niż pożytku, rozmywając osiągnięcia zdobyte i utrudniając kolejne.

Taka gorzka refleksja nie ma nic wspólnego z typowo polskim malkontenctwem i podważaniem sukcesu, który jest faktem. Czapki z głów przed zawodnikami, którzy mimo swoich braków, uwierzyli w wizję nowego trenera i, by ją zrealizować, zrezygnowali z wakacji na rzecz treningu – dla wielu najcięższego w życiu. Ignorancją i fałszem trąci jednak nazywanie tej drużyny młodą i niedoświadczoną. Można by ją co prawda tak określić, biorąc pod uwagę nowe zestawienie personalne, ale tworzący ją gracze indywidualnie ani młodzi, ani tacy niedoświadczeni nie są. Większość ma za sobą grę w kadrach różnych kategorii wiekowych, udział w najważniejszych reprezentacyjnych i klubowych rozgrywkach na świecie, występy w podstawowych składach swoich zespołów, słowem: niemało pojedynków pod presją. Tak, reprezentacja narodowa to inny poziom sportowy i emocjonalny, ale siatkarze Anastasiego już na starcie mogli poczuć pewien dyskomfort osłabiający pewność siebie i podważający zaufanie środowiska, w tym telewizji, zrodzony, jak się wydaje, nie z niewystarczających umiejętności, ale braku statusu gwiazdy. Wyszła z tego wszystkiego ni to asekuracja, zmniejszenie presji i pobudzenie motywacji ni to tłamszenie i kwestionowanie wartości. I tak od samej kadry, przez dziennikarzy i ekspertów, na kibicach kończąc.



Najbardziej przykre jest jednak, kiedy siatkarze stają się herosami, w blasku których każdy chce stanąć, ale tylko do pamiątkowego zdjęcia po sukcesie, zasłoną dla problemów polskiej siatkówki, kartą przetargową w pozasportowych rozgrywkach. Rejtanowska obrona reprezentacji, chwalenie postawy zawodników i wytykanie palcami krytyków wygląda w atmosferze udanego występu wszak ładnie, acz mocno populistycznie. Bo inni systematycznie pracują, a u nas często działa się doraźnie, niczego wprawdzie nie burząc, ale i budując raczej biznes, reklamę i marketing niż siatkówkę. Za rok igrzyska olimpijskie, za dwa lata gościmy w Polsce mistrzostwa Europy, a za trzy – mistrzostwa świata. Organizacyjnie możemy być co prawda potęgą, ale sportowo wciąż mamy o czym myśleć i nad czym pracować. Kreowanie naszego kraju na siatkarskie eldorado to nie tylko wypinanie z dumą piersi do przodu, ale i zobowiązanie. Przede wszystkim wobec obecnych i przyszłych kadrowiczów, a nie FIVB, związku czy sponsorów. Bo szczęście się kiedyś wyczerpuje, a najlepsi na świecie kibice wcale nie muszą tłumnie stawić się na hali i zaśpiewać po porażkach, że nic się nie stało.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne, Liga Światowa, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-07-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved