Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Grzegorz Kosok: Wiedziałem, że mam ogromne braki – cz. 1

Grzegorz Kosok: Wiedziałem, że mam ogromne braki – cz. 1

fot. archiwum

- Siatkówka jest grą dla ludzi spokojnych, takich jak ja. Trzeba umieć trzymać nerwy na wodzy, trzeba wiedzieć co się robi i gdzie trzeba być w danej chwili - mówi Grzegorz Kosok, który w pierwszej części naszego wywiadu opowiada o początkach kariery.

Jak zaczęła się twoja przygoda ze sportem, pochodzisz ze sportowej rodziny?

Grzegorz Kosok:Mój tata grał kiedyś w piłkę nożną, z tego co wiem, to był dobry, jednak musiał zakończyć granie. Wujek natomiast grał w siatkówkę. Pierwszy raz na trening piłki nożnej poszedłem z tatą, miałem wtedy około 10 lat. Trenowałem piłkę nożną prawie 10 lat, jednak ze względu na mój wzrost uznałem, że trzeba coś zmienić i postanowiłem spróbować swoich sił w innym sporcie.

Wzrost był głównym czynnikiem mającym wpływ na wybór siatkówki?



Od zawsze byłem wyższy od innych. W wakacje, nie pamiętam ile miałem lat, urosłem bardzo dużo i wtedy stałem się wolniejszy niż inni, którzy ze mną grali, co przeszkadzało w grze. Uznałem wtedy, że trzeba coś zmienić. Poszedłem na trening koszykówki, ale nie spodobało mi się, jak dla mnie trochę za dużo się tam biega.

Trenowałeś od dziesiątego roku życia, jak to godziłeś z nauką?

Bardzo dobrze, nie był to dla mnie problem, co prawda przez to nie miałem zbyt wiele czasu dla siebie, ale jakoś szło.

Miałeś jakiś ulubiony klub piłkarski?

Grałem w GKS i grając tam przychodziłem często na mecze, ale nie miałem jakiegoś ulubionego klubu.

Swoje pierwsze siatkarskie kroki stawiałeś w Będzinie. Jak tam trafiłeś?

Głównie za pośrednictwem wujka. Kiedy zdecydowałem się na trenowanie tego sportu, to starałem się dotrzeć do jakichś klubów. Najpierw próbowałem sam, pojechałem do klubu w Katowicach, ale niestety pewien pan stwierdził, że już jestem za stary. Później wujek polecił mi klub z Będzina.

Nie było ci ciężko na początku zdobyć zaufanie trenera? Twoi koledzy trenowali znacznie dłużej niż ty, jak się odnajdowałeś w tej sytuacji?

Wiedziałem, że mam ogromne braki, dlatego trener chciał, żebym przyjeżdżał przed treningami i ćwiczył sam, oraz żebym zostawał po treningach. Tak naprawdę moje treningi w Będzinie przez pierwszy rok były dłuższe o około 40 minut, żebym mógł w jakiś sposób dogonić kolegów.

Początek przyjaźni z siatkówką rozpocząłeś sporym sukcesem.

Zdobyliśmy z drużyną z Będzina mistrzostwo Polski juniorów w Bełchatowie, to był mój właściwie jedyny sukces, gdyż grałem tam ponad rok i zmieniłem klub. Graliśmy wtedy w trzeciej lidze, w której wywalczyliśmy awans do drugiej. W drugiej lidze również graliśmy o awans do wyższej, pierwszej ligi, w tym przypadku się nie udało, ale nie było źle.

Co wyniosłeś z tamtego okresu, ile się nauczyłeś w sensie sportowym, ale i nie tylko?

W sensie sportowym, to wszystkiego. Przychodząc tam nie umiałem nic. Miałem WF w szkole, więc umiałem przebić piłkę na drugą stronę siatki, ale często robiłem proste błędy. Nauczyłem się tego, że siatkówka jest grą dla ludzi spokojnych, takich jak ja. Trzeba umieć trzymać nerwy na wodzy, trzeba wiedzieć co się robi i gdzie trzeba być w danej chwili. Z tamtego okresu mam wielu kolegów, których wspominam bardzo miło. Przyjęli mnie w drużynie bardzo ciepło, pomimo tego, że od wielu lat tworzyli zgraną grupę.

Zaledwie dwa lata po debiucie na siatkarskim parkiecie dostałeś szansę na pokazanie swoich umiejętności na boiskach PLS. Propozycja z Sosnowca była dla ciebie zaskoczeniem?

Na pewno, każdy, kto kiedyś trenował marzył o tym, żeby grać w najwyższej z lig. Do mnie to wszystko przyszło szybko i nagle. Bardzo się cieszyłem, że chciał mnie klub z najlepszej ligi w Polsce i nie musiałem się długo zastanawiać nad tym, czy podpisać kontrakt.

Propozycja z Sosnowca była jedyną w tamtym czasie?

Były inne propozycje, ale nie były to propozycje z PLS.

Plusem był również fakt, że Sosnowiec jest blisko Katowic?

Na pewno, zwłaszcza, w roku podpisania umowy rozpocząłem studia na AWF w Katowicach.

Studia skończyłeś?

Studia ukończyłem, ale nie w Katowicach. Musiałem się przenieść, ponieważ zmieniałem wtedy kluby. Studia skończyłem w Radomskiej Szkole Wyższej.

Twój pierwszy sezon w Płomieniu zakończył się niepowodzeniem, spadliście z PLS. Chyba nie tak wyobrażałeś sobie debiut w profesjonalnej siatkówce?

Na pewno nie tak. Spadliśmy z ligi, bo graliśmy kiepsko, każdy z nas był zły i było nam przykro, bo chcieliśmy dalej grać w najwyższej lidze. Nie jestem człowiekiem, który by nad tym płakał, stało się i trudno. Rok później graliśmy w pierwszej lidze, gdzie zajęliśmy pierwsze miejsce i po roku przerwy wróciliśmy do PLS.

Gdzie zajęliście bezpieczne 7. miejsce, ale zespół został wycofany z rozgrywek w kolejnym sezonie. Zanim dostałeś propozycję z Jadaru przyszłość rysowała się dosyć niepewnie.

Już wcześniej mieliśmy sygnały, że coś złego dzieje się w klubie, że jest ciężko ze sponsorem. W związku z czym każdy sobie czegoś szukał. Do mnie zgłosiły się dwa kluby, w tym Radom, który wybrałem. Było to dla mnie spore przeżycie, ponieważ wiązało się z pierwszym wyjazdem poza rodzinne miasto, ale wszystko wspominam pozytywnie.

Jakie nadzieje wiązałeś z grą w radomskiej drużynie? Przed sezonem prezes obiecywał walkę o 5. lokatę. Biorąc pod uwagę fakt, że zespół kompletowano na ostatnim wirażu karuzeli transferowej słowa prezesa nie były zbyt wiarygodne. Sądziłeś jednak, że może się to udać?

Przyszedłem do tego klubu tak jak do każdego walczyć o miejsce w składzie. Każdy sportowiec chce grać jak najlepiej i zająć jak najlepsze miejsce. Udało nam się utrzymać w lidze, zajęliśmy 9. miejsce, więc zakończyło się dla nas szczęśliwie.

W pierwszej rundzie fazy zasadniczej odnieśliście jedno zwycięstwo. Po kolejnych przegranych meczach trener Zawieracza przestał prowadzić zespół. Jego miejsce zajął Jan Such.

Tak to jest, że jak drużyna przegrywa, to pierwszą osobą, która za to płaci jest trener. Trenera Zawieracza wspominam bardzo dobrze. Nauczył mnie w Płomieniu i w później w Jadarze bardzo wiele, więc było trochę przykro, że zmienia się szkoleniowiec, ale nie miałem z tym problemu.

Co czułeś przed wyjściem na parkiet mając świadomość w jakiej sytuacji znajduje się drużyna?

Ja już to przeżyłem dwa lata wcześniej. Można powiedzieć, że drugi rok w lidze, a dla mnie to już standard (śmiech). Na pewno ciężko się gra z taką presją, kiedy się wie, że trzeba wygrać każdy mecz, zwłaszcza z drużynami, które w tabeli znajdują się blisko nas. Sprężaliśmy się i staraliśmy bardzo, żeby wypaść lepiej. Druga runda wyszła nam nieźle. Niestety po fazie zasadniczej zajęliśmy 9. miejsce. W barażach graliśmy już na większym luzie, pomimo tego, że stawka była duża. Takie mecze zawsze gra się pod presją, ale ten wspomniany wcześniej luz przełożył nam się na grę. Nie był to stuprocentowy luz, ale byliśmy przekonani, że damy sobie radę z drużyną z Gdańska, ponieważ we wcześniejszych meczach grało nam się z nimi dobrze i to było chyba kluczem do zwycięstwa.

Zobacz również:
Grzegorz Kosok: Z Rzeszowa dzwoniono do mnie raz… – cz. 2
Grzegorz Kosok: Myślałem, że to jakaś ściema – cz. 3

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-07-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved