Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Bartosz Kurek: Nie lubię słowa lider

Bartosz Kurek: Nie lubię słowa lider

fot. archiwum

- Cieszę się, że udało się nam wygrać i wywalczyć historyczny medal Ligi Światowej dla Polski. Myślę, że przed rozpoczęciem turnieju nikt nie spodziewał się, że zajdziemy tak wysoko - powiedział po turnieju finałowym LŚ 2011 Bartosz Kurek.

Bartosz Kurek był w opinii fachowców zdecydowanym liderem ekipy, która w niedzielę pokonała w meczu o 3. miejsce Argentynę 3:0 i zdobyła dla Polski pierwszy w historii medal Ligi Światowej. Jednak przyjmujący PGE Skry Bełchatów jak zwykle skromnie opisywał swoje zasługi i podkreślał wkład pozostałych naszych siatkarzy. – Chciałbym po raz kolejny podkreślić, że moja dobra gra nie jest tylko i wyłącznie moją zasługą. Tak dzieje się także za sprawą pomocy kolegów i pracy trenera – powiedział 23-letni gwiazdor polskiej drużyny.

Nie lubię słowa lider. Fachowcy mówią co mówią, a i tak liczy się tylko to, co kto robi na boisko. W spotkaniu o trzecie miejsce liderem nie byłem ja, a Kuba Jarosz. Inni też grali bardzo dobrze, ja próbowałem pomagać w wielu elementach i tak właśnie powinno być. Drużyna powinna być tak skonstruowana, aby każdy w każdym momencie mógł pociągnąć grę i dać drużynie jakiś pozytywny impuls – stwierdził ulubieniec polskich kibiców.

Kurek ma prawo być po turnieju finałowym LŚ bardzo wyczerpany. W pięć dni rozegrał pięć spotkań, w których wykonał mnóstwo ataków, przyjęć, bloków czy zagrywek. Być może brakowało mu już sił, ale na pewno nie chęci do walki. – Gdyby trzeba było grać jeszcze kolejne spotkania, to oczywiście że dalibyśmy radę. Jeśli nie byłoby to spotkanie "o pietruszkę", to pewnie każdy z nas zaprezentowałby dobry poziom, a może nawet jeszcze wyższy niż w ostatnich meczach – zapewnił.



Medal Ligi Światowej zdobyty przez Polaków można uznać za spore zaskoczenie. W poprzednich latach podium było poza zasięgiem nawet wtedy, gdy biało-czerwoni grali w najsilniejszym składzie – tak było m.in. w 2005 i 2007 roku, gdy kadra prowadzona przez Raula Lozano kończyła udział w turniejach finałowych na czwartych miejscach.

Tym razem brakowało kilku czołowych zawodników – m.in. Michała Winiarskiego, Mariusza Wlazłego, Daniela Plińskiego i Pawła Zagumnego, ale pozostali pokazali się z jak najlepszej strony i osiągnęli sukces, którego brak dla nikogo nie byłby niespodzianką. – Czasami tak jest, że jeśli zespół jest skazywany na porażkę, to wytwarza się chęć udowodnienia, przede wszystkim sobie samym, że stać nas na fajną grę i fajny wynik. Od samego początku nie wszystko układało dla nas pomyślnie. Trener nie miał takiego komfortu, jaki mógłby mieć, bo polska siatkówka dysponuje dużymi pokładami dobrych zawodników, i jeśli selekcjoner miałby wybierać najsilniejszą reprezentację, to i wynik mógłby być zdecydowanie lepszy. Ale z drugiej strony czasami lepiej grać w okrojonym składzie, ale z fajną energią i klimatem na boisku – wyjaśnił najlepiej punktujący siatkarz turnieju finałowego, rozgrywanego w trójmiejskiej Ergo Arenie.

 

Autor: Grzegorz Wojnarowski – wp.pl

źródło: wp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-07-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved