Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. A: Amerykanie wygrali i uzupełnili stawkę finalistów

LŚ, gr. A: Amerykanie wygrali i uzupełnili stawkę finalistów

fot. archiwum

Siatkarze USA w ostatnim meczu rundy interkontynentalnej pokonali 3:0 reprezentację Portoryko i zapewnili sobie udział w turnieju finałowym Ligi Światowej. Oznacza to, że w Final Eight zabraknie Serbów, którzy mieli najsłabszy bilans wśród 2. miejsc.

Po dość jednostronnym, za wyjątkiem drugiej partii, pojedynku reprezentacja Stanów Zjednoczonych odniosła trzysetowe zwycięstwo nad Portorykańczykami. Dla podopiecznych Alana Knipe było to niezwykle cenne zwycięstwo, bowiem zależał od niego awans Amerykanów do turnieju finałowego Ligi Światowej, rozgrywanego w Gdańsku.

Spotkanie od zagrywki Davida Lee rozpoczęli gospodarze, lecz pierwszy punkt na kontrze, po ataku ze środka zdobyli goście. W kolejnej akcji jednak, blokiem na Figueroi, punktowali Amerykanie (1:1). Trzy z rzędu mocne zagrywki Claytona Stanleya zmusiły Portorykańczyków do uproszczenia gry, co natychmiast poskutkowało bądź to ich błędami własnymi, bądź to skutecznymi blokami zawodników drużyny gospodarzy (4:1). Nie pomogła nawet przerwa na żądanie Carlosa Cardony, mająca na celu wybicie atakującego USA z rytmu, gdyż ten, po powrocie na boisko, posłał rywalom dwa asy serwisowe (6:1). Dopiero za szóstym razem Stanley podarował punkt Portorykańczykom, lecz szybko zrehabilitował się w kolejnej akcji, punktując na prawym skrzydle (7:2). Niefrasobliwość Portorykańczyków i dwa skuteczne ataki Andersona ze środka drugiej linii tuż po pierwszej przerwie technicznej pozwoliły siatkarzom z Ameryki Północnej odskoczyć przeciwnikom na siedem „oczek” (10:3). Dopiero atak Figueroi dał gościom czwarty punkt (11:4) a kilka akcji później w ekipie przyjezdnych punktowali jedynie środkowi (14:7). Nie trwało to jednak długo, gdyż świetna zagrywka Andersona uniemożliwiła Portykaryńczykom rozegranie, lecz Amerykanie nie potrafili skończyć dwóch piłek przechodzących i po długiej wymianie dopiero Priddy rozstrzygnął akcję na korzyść swojej drużyny (17:8). Przy zagrywce Figueroi dwa oczka z rzędu zdobyli przyjezdni, lecz ich nadzieje na odrobienie strat niemal natychmiast rozwiał Clayton Stanley (22:12). Piłkę setową Amerykanom dał blok Ryana Millara i tenże zawodnik zakończył partię skutecznym atakiem (25:13).

Drugą odsłonę spotkania zainaugurował atak Andersona w aut oraz skuteczny blok Portorykańczyków na tymże siatkarzu (0:2). Punkt z lewego skrzydła Rivery, nieporadność w ataku gospodarzy, blok na Stanleyu – wszystkie te elementy złożyły się na zdobycie kolejnych trzech „oczek” przez przyjezdnych (0:5). Nie pomogła przerwa na żądania Alana Knipe – tuż po powrocie na boisko zablokowany został Anderson, i dopiero atak ze środka drugiej linii kapitana Amerykanów dał im pierwszy punkt (6:1). Atak Millara, pojedynczy blok Thortona pozwoliły gospodarzom nieco zniwelować straty, lecz mimo to na pierwszą przerwę techniczną to goście schodzili z pięciopunktową przewagą (3:8). Zepsuta zagrywka Ortiza, nieporozumienie w szeregach Portorykańczyków i błędy własne w ataku Amerykanów – tak wyglądały kolejne trzy akcje drugiej odsłony spotkania (7:10). Wydawać się mogło, że przełamanie gospodarzom dał blok na kontrze na Ortizie, lecz w chwilę później, po długiej wymianie piłek, w ich szeregach doszło do nieporozumienia pomiędzy Thortonem a Millarem (8:12). W kolejnych akcjach drużyny grały ze sobą punkt za punkt i dopiero efektywne ataki Reida Priddy’ego, Davida Lee i Claytona Stanleya pozwoliły gospodarzom zniwelować straty do jednego „oczka” (13:14). Po przerwie na żądanie trenera Cardony znów punktował Priddy, doprowadzając do remisu, lecz nie trwało to długo gdyż Ortiz atakiem z prawego skrzydła dał swej drużynie ponowne jednopunktowe prowadzenie (14:15). Błąd zagrywki gości po drugiej przerwie technicznej, trójblok gospodarzy, as niezawodnego Reida Priddy’ego sprawiły, iż to Amerykanie, po raz pierwszy w tym secie, prowadzili dwoma punktami (18:16). Chwilę później Lee popisał się punktową zagrywką, lecz niemal natychmiast odpowiedział na to skutecznym atakiem Fernando Morales (20:18). Portorykańczycy próbowali ratować się jeszcze, wzmacniając swój serwis, lecz nie robiło to większego wrażenia na ich przeciwnikach, którzy wciąż utrzymywali są dwupunktową przewagę. Dodatkowo goście, po dobrych akcjach, popełniali niewymuszone błędy własne. Piłkę setową dał Amerykanom atak z „pipa” Andersona a całą partię zakończyli wespół Priddy i Lee, blokując Ortiza (25:22).



Trzecią partię, od skutecznego ataku na kontrze Priddy’ego, rozpoczęli Amerykanie. Kolejne akcje natomiast polegały na błędach zagrywki po obu stronach siatki. Tę serię przerwał dopiero Anderson, lecz ostatnie słowo należało do Portorykańczyków (3:3). Znakomita kiwka Thortona oraz blok Lee na swoim vis a vis pozwoliły podopiecznym Alana Knipe odskoczyć na trzy oczka (6:3), co zmusiło do poproszenia o czas trenera Carlosa Cardonę. Przerwa przyniosła spodziewany efekt, gdyż po powrocie na parkiet jego podopieczni punktowali na kontrze. W kolejnej akcji zaś Matthew Anderson posłał swój atak w aut a Priddy został zablokowany, co doprowadziło do remisu (6:6). Na przerwę techniczną jednak to Amerykanie schodzili z jednym „oczkiem” przewagi, uzyskując je po skutecznym podwójnym bloku na Jose Rivierze. Kilka piłek później, po skutecznych zagraniach Andersona, gospodarze prowadzili już trzema punktami (12:9). Portorykańczycy niemal natychmiast zniwelowali te straty po dwóch skutecznych atakach Figueroi z lewego skrzydła, doprowadzając do kontaktu punktowego (12:11). Od tej pory obie ekipy punktowały na przemian (14:14). W kolejnych akcjach zawodnicy drużyny przyjezdnej starali się jeszcze dotrzymywać kroku swym przeciwnikom, lecz w końcówce partii podopieczni trenera Knipe włączyli „piąty bieg”, odskakując swym rywalom na cztery „oczka” głownie za sprawą świetnego bloku, który to element także dał im piłkę meczową. Zarówno seta, jak i całe spotkanie, zakończył Figueroa, posyłając piłkę w aut (25:19).

Po meczu powiedzieli:
Alan Knipe (trener reprezentacji USA): – Myślę, że samodzielnie nie zdobyliśmy jakiejś ogromnej liczby punktów, ale punktowaliśmy wtedy, kiedy było to konieczne. W tym roku mieliśmy trudną grupę, myślę, że najcięższą w trakcie mojej trzyletniej pracy jako trener.

Reid Priddy (kapitan reprezentacji USA): – Clayton rozpoczął pierwszą partię bardzo dobrze dla nas, narzucił odpowiednie tempo. W drugim secie to my musieliśmy gonić wynik kiedy to Portoryko wypracowało sobie kilkupunktową przewagę. Myślę jednak, że znakomicie sobie z tym poradziliśmy.

Jose Rivera (kapitan reprezentacji Portoryko): – Dla nas to był ciężki mecz. Amerykanie dobrze rozpoczęli spotkanie od zagrywek Claytona Stanleya. W kolejnych dwóch setach zagraliśmy twardo, ale to Amerykanie lepiej radzili sobie w ofensywie.

Carlos Cardona (trener reprezentacji Portoryko): – Gratuluję Amerykanom zwycięstwa. Dziś, zupełniej jak wczoraj, blok był kluczowym elementem w ich grze. Próbowaliśmy odwrócić losy spotkania, wprowadzić kilku młodych zawodników, którzy tego dokonają, ale nie udało się.

USA – Portoryko 3:0
(25:13, 25:22, 25:19)

Składy zespołów:
USA: Anderson (6 pkt.), Lee (9), Priddy (15), Millar (9), Thorton (4), Stanley (12), Lambourne (libero) oraz Pata, Lotman i Touzinsky
Porotryko: Rivera J. (7 pkt.), Figueroa (7), Muñiz (6), Perez, Escalante (2), Morales S. (1), Berrios (libero) oraz Ortiz (12), Morales F. (3) i Sanchez

Zobacz również:
Wyniki 6. kolejki oraz tabela gr. A Ligi Światowej

źródło: FIVB, inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-07-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved