Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Wojciech Winnik nadal chce grać w PlusLidze

Wojciech Winnik nadal chce grać w PlusLidze

fot. archiwum

- Chciałbym dalej występować w PlusLidze, znaleźć się w klubie, w którym będę miał szansę na pokazanie swoich umiejętności. Osoby, które na mnie postawią, nie zawiodą się - zapewnia Wojciech Winnik. 26-letni atakujący dwa ostatnie sezony spędził w AZS UWM.

Sezon 2010/2011 nie układał się dla AZS-u, tak jak sobie tego życzyliście. Delikatnie mówiąc, nie był dla was zbyt udany…

Wojciech Winnik:Zgadza się, ja powiedziałbym nawet, że w ogóle nie był udany. Od początku szło nam kiepsko, może z wyjątkiem turniejów przedsezonowych. Cała reszta była dość słaba… Niezależnie od tego, każdy w klubie, czy to zawodnicy, czy trenerzy, czy działacze, czy prezesi wyciągnęli wnioski z minionego sezonu. Ja również mam swoje przemyślenia, ale nie chciałbym wracać do minusów tego sezonu, wolałbym skupić się raczej na plusach. To one budują nadzieję na przyszłość, na lepsze jutro.

Co wobec tego mógłbyś wskazać jako plus?



Na pewno była nim zmiana trenera, która wpłynęła na zespół mobilizująco. Brakowało takiego bodźca, który pozwoliłby nam na nowo wystartować i pójść dalej. Pójść dalej poprzez trening, poprzez poprawę jakości naszej gry, kończąc oczywiście na wynikach naszego zespołu. Pojawienie się trenera Cretu, w tym pomogło. Kolejnym plusikiem był zespół, który udało się stworzyć. Mam na myśli chłopaków. W klubach, w których grałem wcześniej, kiedy coś nie szło, kiedy przegrywaliśmy, zawodnicy rozchodzili się, każdy w swoją stronę, każdy własną ścieżką. A nie od dziś wiadomo, że siatkówka to gra zespołowa. Aby myśleć o pozytywnym zakończeniu sezonu wymagana jest zgrana grupa ludzi. Ta grupa, którą tworzyliśmy w tym sezonie w AZS-ie to chyba największy plus i sygnał, że idąc dalej razem, wierząc w swoją pracę można naprawdę wiele osiągnąć.

Sezon 2010/2011 już za nami. Czujesz po nim niedosyt?

Czuję ogromny niedosyt. Po pierwsze, ze względu na wynik osiągnięty przez nasz zespół, a po drugie ze względu na wspomnianą już małą liczbę rozegranych przeze mnie meczów. Moje nadzieje, moje aspiracje były zdecydowanie większe. Niedosyt ten potęgował fakt, że przez większość sezonu byłem w dobrej dyspozycji, czułem się bardzo dobrze. Cały czas czekałem po cichu na swoją szansę, kiedy będę mógł wyjść na parkiet od początku, a nie tylko w trudnych sytuacjach, kiedy zespół przegrywa pięcioma, sześcioma punktami, w końcówce, kiedy losy seta są przesądzone. Oczekiwałem znacznie większej ilości grania.

Ostatecznie AZS uplasował się na ósmej pozycji. Twoim zdaniem, to adekwatne miejsce do tego, na co stać było wasz zespół?

Tak naprawdę zajęliśmy ostatnie miejsce. Uratowaliśmy się przed grą w barażach, tylko dlatego, że wykorzystaliśmy ostatnie koło ratunkowe, jakie dane było przez system rozgrywek, żeby utrzymać się w lidze. No niestety, jak to wszyscy podkreślają, różnice między zespołami z roku na rok są coraz mniejsze i to zarówno, jeśli chodzi o pierwszą czwórkę, jak i ostatnią piątkę, szóstkę. Od połowy tabeli w dół, walka była naprawdę wyrównana. Odpowiadając jednak na pytanie – myślę, że nie, że to ósme miejsce nie było mimo wszystko adekwatne. Jeśli potrafilibyśmy wykorzystać chociaż 90 procent naszego potencjału, na pewno bylibyśmy zdecydowanie wyżej.

Fakt, że mimo utrzymania ligi, Olsztyn opuszcza jego trener – Gheroghe Cretu, był dla ciebie zaskoczeniem?

Nie ukrywam, iż sądziłem, że zostanie w Polsce, w Olsztynie. Często mówił, że podoba mu się tutaj, że podoba mu się współpraca z zawodnikami, ich chęć uczenia się nowych rzeczy, organizacja klubu. Jak powszechnie wiadomo, AZS jest klubem solidnym pod względem organizacyjno-finansowo-sportowym. Wszystko tu ma ręce i nogi, był więc bardzo zadowolony. Względy rodzinne zadecydowały, że nie pozostał jednak w AZS-ie. Życzę mu, aby w dalszej karierze trenerskiej napotkał dobry zespół i wraz z nim osiągał sukcesy. Cretu, jak podkreślałem już, dał się poznać z bardzo dobrej strony.

Olsztyn zakontraktował już nowego trenera – jest nim Włoch Tomaso Totolo. Twoim zdaniem, AZS pod jego wodzą będzie w "dobrych rękach"?

Totolo to człowiek, który zna się na swoim fachu. Był asystentem przy wielu wspaniałych trenerach. To właściwa osoba na właściwym miejscu, osoba doświadczona, o dużej wiedzy. Trener Totolo bardzo dobrze zorientowany jest w realiach polskiej ligi, wie co się w niej dzieje, zna zawodników, wyniki, statystyki, jest na bieżąco, tak więc wie w co "wchodzi", na co się "pisze". Jak widać, oferta AZS-u była dla niego na tyle atrakcyjna, że postanowił z niej skorzystać. Myślę, że podoła wyzwaniu. Jeśli pozostałbym w Olsztynie, byłby to w mojej przygodzie z siatkówką drugi trener zagraniczny.

Gdzie widzisz się w sezonie 2011/2012? Zostajesz w AZS-ie czy zmieniasz barwy klubowe?

Odpowiem w ten sposób: po sezonie 2010/2011 uznałem za swój priorytet dalszą grę w PlusLidze. To naprawdę świetne miejsce do rozwoju, za grą w niej idą też oczywiście finanse… Chciałbym dalej występować w PlusLidze, znaleźć się w klubie, w którym będę miał szansę na pokazanie swoich umiejętności. Nie mówię, że w wymiarze całego sezonu, ale na pewno w większym wymiarze jak miało to miejsce w ostatnim sezonie. To moje główne dwa cele, które chciałbym zrealizować, a co będzie, czas pokaże. Na dzień dzisiejszy, jestem otwarty na wszelkie propozycje, każdą z nich chętnie rozważę. Ze swojej strony mogę zaproponować naprawdę wiele: zaangażowanie, poświęcenie, oddanie… Myślę, że osoby, które na mnie postawią, nie zawiodą się.

* cały wywiad Sylwii Kuś w serwisie przegladligowy.com

źródło: przegladligowy.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-05-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved