Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Artur Jacyszyn: Potrafiliśmy walczyć z każdym rywalem

Artur Jacyszyn: Potrafiliśmy walczyć z każdym rywalem

fot. archiwum

- Udowodniliśmy swoją wartość na boisku. Mimo, że byliśmy beniaminkiem, potrafiliśmy walczyć z każdym rywalem i każdemu napsuć krwi - ocenia zakończony przez Pekpol Ostrołęka na piątym miejscu w I lidze siatkarzy sezon 2010/2011, Artur Jacyszyn.

Wysokie, piąte miejsce w sezonie 2010/2011 wywalczyliście sobie na turnieju w Wałczu. Turnieju, który – nie da się ukryć, budził pewne kontrowersje…

Artur Jacyszyn:Zgadza się, drużyny, które miały wziąć w nim udział może i niekoniecznie chciały w tym turnieju uczestniczyć, ale myślę, że to ze względu na termin. Odbył się on trzy tygodnie po zakończeniu play-offów, stąd pewnie ta niechęć. Tak czy inaczej, my podeszliśmy do tego turnieju… na poważnie. Jadąc do Wałcza nie chcieliśmy się podkładać, tylko wygrywać, po to wychodziliśmy na boisko. Trener zabrał całą dwunastkę i… udało się zwyciężyć, udało się zdobyć to piąte miejsce.

No właśnie, wy graliście w komplecie, jednak nie wszystkie drużyny zjawiły się w pełnym składzie. Np. Stal AZS Nysa.



To prawda, akurat Stal AZS Nysa była na tym turnieju w siódemkę. Sporo chłopaków miało tam kontuzję, sporo już pracowało i chyba tym było to spowodowane. Na pewno, na przestrzeni tego turnieju, zabrakło im zmienników. Pozostałe drużyny przyjechały do Wałcza w pełnych składach, dano więc pograć różnym zawodnikom…

W turniejach takich, jak ten w Wałczu, często o wygranej / porażce decyduje dyspozycja dnia…

Tak, różnie to mogło być, tym bardziej, że – jak już powiedziałem, mieliśmy trzy tygodnie przerwy od meczów o stawkę. Przez te dwa dni w Wałczu trzeba było się sprężyć, zagrać na maksa. Udało nam się wygrać wszystkie pojedynki, wszystkie stosunkiem 3:1. Myślę, że zagraliśmy konsekwentnie i to było kluczem do sukcesu.

Najniżej po fazie zasadniczej z drużyn startujących w turnieju było Bielsko – zespół ze sporymi ambicjami. Ostatecznie bielszczanie zajęli 7. miejsce…

Ciężko ocenić jakie były ich cele na ten turniej… My, w każdym razie, w tym sezonie wygraliśmy z nimi trzykrotnie, więc myślę, że udowodniliśmy, że nie był to przypadek, że uplasowaliśmy się wyżej. Udowodniliśmy swoją wartość na boisku. Mimo, że byliśmy beniaminkiem, potrafiliśmy walczyć z każdym rywalem i każdemu napsuć krwi.

Wracając pamięcią do fazy play-off – z jakim podejściem wychodziliście na parkiet na mecze przeciwko Lotosowi Trefl Gdańsk?

Podejście mieliśmy dobre, zwłaszcza, że przed play-off, w meczu u siebie wygraliśmy z nimi 3:1. Czuliśmy się mocni. U nich, w Gdańsku przegraliśmy 1:3, ale był to również mecz walki. O losach poszczególnych setów decydowały… dwie piłki? Były to dwa naprawdę równe spotkania, dlatego do play-offów przystępowaliśmy z wiarą.

Równie dobrze waszym rywalem w fazie play-off mógł być zupełnie inny zespół. Różnice punktowe między poszczególnymi drużynami były naprawdę niewielkie.

Dokładnie tak, liga była w tym roku naprawdę wyrównana i do końca nie wiedzieliśmy z kim przyjdzie nam grać. A że "trafiliśmy" na Trefla? Nie czuliśmy z tego powodu jakiegoś zawodu… Trzeba było wyjść na parkiet i walczyć. Choć nie udało się wygrać, podjęliśmy tę walkę, o czym świadczą wyniki naszych spotkań. Dwa razy przegraliśmy po tie-breaku, raz po czterosetowej walce… Nie mamy czego się wstydzić.

Czego, twoim zdaniem, zabrakło w waszej grze, że nie udało się choćby raz zwyciężyć i przedłużyć tę rywalizację?

Według mnie, zabrakło trochę doświadczenia. Jesteśmy młodym zespołem. Choć sporo nadrabialiśmy ambicją, nie zawsze w decydujących końcówkach potrafiliśmy zachować "zimną głowę". Mimo wszystko pokazaliśmy, co potrafimy. Trefl zobaczył, że łatwo z nami nie wygra. Do czwórki zabrakło nam niewiele. Może przy odrobinie szczęścia, przy innym przeciwniku byłoby inaczej, nasze szanse byłyby trochę większe, ale nie ma co rozpamiętywać. Trzeba koncentrować się na następnym sezonie.

Cel na sezon 2010/2011, jak rozumiem, zrealizowany? Pewnie utrzymaliście się w lidze… Możesz powiedzieć, że dołączając do Pekpolu podjąłeś słuszną decyzję?

Tak, była to bardzo słuszna decyzja. Ostrołęka jest blisko Olsztyna, mogłem więc godzić studia z grą, z czego bardzo się cieszę… A co do celów – w pierwszym sezonie faktycznie zawsze chodzi o utrzymanie, później tę poprzeczkę można stawiać sobie wyżej. Wszystko zależy od zespołu, od sponsorów, jaki skład uda się skompletować, ilu chłopaków zatrzymać… Zobaczymy jak dalej będzie to wszystko wyglądało.

* rozmawiała Sylwia Kuś (przegladligowy.com)

źródło: przegladligowy.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-05-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved