Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Waldemar Wspaniały: Polskim trenerom nie daje się szansy

Waldemar Wspaniały: Polskim trenerom nie daje się szansy

fot. archiwum

Wraz z zakończeniem sezonu Waldemar Wspaniały postanowił zakończyć swoją pracę szkoleniowca. - Moi krytycy niech sobie gadają, mnie naprawdę niewiele to interesuje - mówi trener o nie zawsze przychylnych głosach, komentujących jego pracę i wyniki.

Chyba niewielu spodziewało się, że zakończy pan trenerską karierę.

Niektórzy moi przyjaciele i koledzy wiedzieli o tej decyzji od dawna, podobnie pracownicy klubu. Przed rozpoczęciem sezonu pojawiły się pytania na konferencji prasowej, co stanie się ze mną w przyszłości. Wszyscy wiedzieli bowiem, że kończy mi się kontrakt. Stwierdziłem więc, że nie ma sensu bawić się w spekulacje. Powiedziałem radzie nadzorczej, że kończę karierę trenerską, tak aby zarządzający klubem mieli kilka miesięcy na znalezienie mojego następcy. Decyzja została przyjęta ze zrozumieniem. Jeśli chodzi o zawodników, to na początku nie mieli pojęcia o całej sprawie. Dowiedzieli się dopiero pod koniec sezonu.

Jak oceniłby pan miniony rok Delecty Bydgoszcz? Szóste miejsce jest porażką czy jednak sukcesem?



– Nie ma mowy o żadnej porażce, ale o sukcesie też nie. Dopiero trzy sezony temu zespół po raz pierwszy w historii ustabilizował swoją sytuację. Działacze przeprowadzali transfery z głową, na miarę swoich możliwości finansowych, ponieważ prezes Piotr Sieńko nie jest szalonym człowiekiem, tak jak niektórzy piastujący podobną funkcję. Rządzi poważną, norweską firmą Delecta i wie, na czym polega biznes. Nie podpisuje więc żadnych wirtualnych kontraktów. Nie jest wcale pewne, że mając do dyspozycji większe pieniądze, można zająć wyższe miejsce. Nie chciałbym podawać przykładu, o jaki zespół chodzi, ale chyba wszyscy wiedzą.

Czy nie obawia się pan, że mimo wielu sukcesów trenerskich jakie osiągnął, niektórzy i tak będą pamiętać dziesięć porażek z rzędu w ostatnim sezonie?

– A niech sobie pamiętają! Mam to w nosie. Jestem trenerem z dwudziestoma siedmioma latami pracy na koncie. Mam za sobą pięćset rozegranych spotkań, z czego większość to wygrane. Po za tym cztery złote medale mistrzostw Polski. W dodatku zdobyłem pięciokrotnie Puchar Polski, trzykrotnie docierałem do finałów europejskich pucharów. Czy można więcej osiągnąć? Moi krytycy niech sobie gadają, mnie naprawdę niewiele to interesuje. Przeważnie są to złośliwi ludzie, którzy ryją w polskim piekiełku. Ja pamiętam ostatnie porażki, ale przede wszystkim wspominam sukcesy. Wygranych spotkań w mojej karierze było zdecydowanie więcej i to właśnie się liczy, trenerka była moją pracą, ale też i hobby. Przez dwadzieścia siedem lat pracy prowadziłem czterdziestu reprezentantów Polski w różnych klubach. Nigdy nie zostałem wyrzucony z pracy! A to o czym gadają, mam za przeproszeniem w dupie!

W trakcie sezonu czterokrotnie prezesi plusligowych klubów zmieniali trenerów, zatrudniając trzech obcokrajowców. Dlaczego według pana sięga się coraz częściej po cudzoziemców? Czy polska myśl szkoleniowa jest obecnie tak słaba?

– W jednym z klubów powinni zatrudnić nawet trzeciego obcokrajowca w jednym roku, żeby jakoś ten zespół był prowadzony. Uważam, że to paranoja i bzdura kompletna, skoro obcokrajowcy doprowadzili zespół, który był wicemistrzem Polski do obecnej sytuacji. Prawda jest taka, że polskim trenerom nie daje się szansy. Ja miałem szczęście, że zawsze pracowałem z działaczami, którzy wiedzieli, na czym siatkówka polega. Byli cierpliwi, zawsze kierowali się rozsądkiem i nie podchodzili do siatkówki z emocjami. Obecnie gdy ktoś przegra kilka meczów, jest wyrzucany z klubu. Zresztą i tak na całe szczęście w tym roku wielu zmian nie było, po za jedną w klubie gdzie jak wspomniałem, należało zatrudnić trzeciego cudzoziemca. Można również policzyć, jakie są koszty zatrudniania trenerów z zagranicy. Powiem śmiało: to wyrzucanie pieniędzy w błoto, a asystenci też biorą spore pieniądze. Jest to pewnym problemem, nie chcę jednak mówić o konkretnym klubie i nazwisku prezesa, który takie zmiany wprowadzał.

A jakie ma pan plany na przyszłość?

– Na razie do końca maja jeszcze zostaję w Delekcie. Co będzie dalej, zobaczymy, jeszcze nie podjąłem decyzji. Albo będę odpoczywał i zajmę się rodziną, a zwłaszcza wnukami, dla których nigdy nie miałem czasu, albo coś jeszcze dla polskiej siatkówki zrobię, ale już w innej roli. Jedno jest pewne, nigdy nie wrócę już do trenerki. Jakby nie patrzeć jestem człowiekiem, który najdłużej pracował w pierwszej lidze, odniosłem też najwięcej sukcesów na arenie krajowej i międzynarodowej. Na stronie CEV dodano ostatnio nawet newsa z tytułem: "Legendarny coach zakończył karierę." Jest to dla mnie wielka satysfakcja. Życzę każdemu szkoleniowcowi, a zwłaszcza młodym, żeby mieli tyle radości z tej pracy, jak ja.

* rozmawiał Piotr Stosio
* więcej w serwisie SportoweFakty.pl

źródło: SportoweFakty.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-05-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved