Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Andrzej Lemek: Dawniej sędziom było łatwiej

Andrzej Lemek: Dawniej sędziom było łatwiej

fot. archiwum

Jako zawodnik potrafiłem uklęknąć przed sędzią, złożyć dłonie jak do pacierza i przekonywać, że piłka mnie nie dotknęła, choć prawie urwała mi rękę. Sam nigdy w życiu nie przyznałem się do błędu - ujawnia szef polskich sędziów siatkówki Andrzej Lemek.

Mecz ligowy w Nysie, jedna z przerw. Nagle za moimi plecami ktoś krzyczy: „Ty stary ch… łysy!". Odwróciłem się i zobaczyłem, że kibic, który mnie wyzywa, jest kompletnie łysy. No to pokazałem palcem na swoją czuprynę i jego gładki łeb, a potem krzyknąłem: „Ja czy ty?". Sala ryknęła śmiechem i miałem spokój do końca meczu – mówi Andrzej Lemek. Przyznaje jednak, że najwięcej przekleństw w trakcie meczów nie pada z trybun.

Po jednym z meczów w Jastrzębiu-Zdroju przyszedł do mnie Ryszard Bosek i powiedział, żebym zainteresował się tym, co pokrzykuje trener Roberto Santilli. Od włoskich przekleństw szkoleniowca aż bolały go uszy. Pomyślałem sobie: taki jesteś cwaniak, to ja cię załatwię. Zadzwoniłem do siostry mojej żony, która już od 20 lat mieszka w Italii. Poprosiłem: „Przyślij mi e-mailem wszystkie wasze przekleństwa i opisz obraźliwe gesty". Szybko się ich nauczyłem. Przy następnym spotkaniu w Jastrzębiu podszedłem do Santillego i mówię mu: „Znam to, to i to, jeśli któreś z tych słów usłyszę, będą kary". Zadziałało – wspomina Lemek swoją walkę z wulgaryzacją języka sportowców.

Kiedyś zaprosiłem do nas w trakcie przygotowań do sezonu trenera Igora Prielożnego. Pamiętam zdziwienie moich młodszych kolegów, gdy w trakcie wykładu powiedział, że przed każdym meczem daje wskazówki taktyczne dotyczące arbitrów – ujawnia Lemek. – Taktyka na sędziów to norma, lecz stosunkowo rzadko bywa ona agresywna. Zawsze uczulałem zawodników, by zajęli się graniem, a nie dyskusjami z prowadzącymi zawody. Choć przyznaję, parę razy zdarzyło mi się namawiać chłopaków, by przy mniej stanowczym arbitrze starali się wywierać na niego presję. Raz na kilka kontrowersyjnych akcji mogło to nam dać punkt – przyznaje były selekcjoner Ireneusz Mazur.



Lemek twierdzi jednak, że również sędziowie swoją taktykę dostosowują do konkretnego „przeciwnika". – Tak, rozpracowujemy drużyny. Jak to wygląda? Dużo ze sobą rozmawiamy i wymieniamy się materiałami. Często przed meczem dzwonię do kolegów i mówię: jedziesz sędziować tych a tych, zwróć uwagę, że w pewnym ustawieniu robią błąd, że robią takie a takie tricki itp. – zdradza arbiter.

Dawniej było łatwiej. Nie chodzi nawet o to, że nie było kamer. Przede wszystkim teraz jest większa presja, bo przyszły ogromne pieniądze. Pamiętam jeszcze, jak robiłem sobie pierwsze kartki, bo po prostu nie było tego gdzie kupić. Kupiłem plastikowe zabawki, wycinałem z nich prostokąty, potem je szlifowałem. Teraz wszystko jest inaczej, choć jedno się nie zmieniło: nadal bronię tezy, że pomyłki sędziów są częścią tej gry. Nasi arbitrzy należą do najlepszych w Europie. Niestety często wypomina im się dwa błędy, a zagranicznym międzynarodowym wybacza się nawet wtedy, gdy zrobią pięć czy sześć klopsów – dodaje arbiter, który pamięta kilka wyskoków zagranicznych kolegów.

Korupcja w siatkówce? – To nie piłka nożna. Inne środowiska. Poza tym z drukowaniem w piłce nożnej jest trochę łatwiej, bo w jednej akcji można coś zobaczyć lub nie, a to ona może decydować o wyniku – mówi Lemek. – Czasami zdarzały się naszym sędziom słabe mecze. Nigdy jednak nie miałem wrażenia, że mylą się z premedytacją – potwierdza Mazur.

Więcej w Magazynie Sportowym Tempo i serwisie sports.pl

źródło: sports.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-04-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved