Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Cudze chwalicie, swego nie znacie…

Cudze chwalicie, swego nie znacie…

fot. archiwum

Polacy w dziedzinie sportu, nie tylko siatkówki, są bardzo specyficznym narodem, jednak na podstawie dyscypliny, w której w ostatnich latach osiągaliśmy wielkie sukcesy można pokazać, jak bardzo były one niedocenione.

„Cudze chwalicie, swego nie znacie. Sami nie wiecie, co posiadacie” – te poetyckie słowa pasują jak ulał do natury polskiego kibica i dziennikarza. Nie potrafimy się cieszyć z sukcesów naszych drużyn, a oczekujemy od nich znacznie więcej niż osiągają. Tak było chociażby z dziewiątym miejscem, jakie na ostatnich mistrzostwach świata zajęła żeńska reprezentacja. Nieco inaczej rzecz miała się z dwukrotnym zajęciem przez Skrę Bełchatów trzeciego miejsca w Final Four Ligi Mistrzów, bowiem w tym przypadku sukcesu dopatrywano w pozaboiskowych działaniach.

Kibice i dziennikarze bezlitośnie wytykają natomiast porażki, czego po Klubowych Mistrzostwach Świata doświadczyli wspomnieni przeze mnie podopieczni Jacka Nawrockiego. Z drugiej strony jednak tych samych przegranych tłumaczy się krzywdzącym regulaminem. Tak było z męską reprezentacją podczas ostatnich mistrzostw świata. W ten sposób usprawiedliwiano również bełchatowian, których w drodze do tegorocznego finału Ligi Mistrzów nie pokonał przecież Zenit Kazań, tylko… złoty set.

O formule rozstrzygania spotkań w europejskich pucharach napisano w ostatnim tygodniu wystarczająco dużo. Chcąc w dwóch słowach wypowiedzieć się w tej kwestii, uważam, że formuła złotego seta byłaby sprawiedliwa, gdyby dodatkowa partia była rozgrywana do 25, a nie do 15 punktów. Sam pomysł wcale nie jest – jak pisze Rafał Stec, dziennikarz „Gazety Wyborczej” i sport.pl – snem pijanego, idioty lub oszusta. Warto przypomnieć sobie sytuację z ubiegłorocznego ćwierćfinału Pucharu Polski, w którym Resovia Rzeszów po wygraniu u siebie ze Skrą Bełchatów 3:0 potrzebowała na wyjeździe wygrać zaledwie jednego seta, by awansować do półfinału. Tak też się stało w drugiej partii i – zgodnie z tym, co symbolizował transparent przygotowany przez kibiców z Podkarpacia, na którym widniał napis GAME OVER – gra była skończona. Od stanu 1:1 spotkanie przypominało bardziej sparing niż prawdziwy pojedynek o dużą stawkę.



Wracając jednak do tematu tegorocznego występu polskich drużyn w europejskich pucharach, uważam, że naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Powiem więcej, powinniśmy być dumni. I choć MKS Dąbrowa Górnicza i Jastrzębski Węgiel najważniejsze mecze mają jeszcze przed sobą, to już dziś z osiągniętych przez wszystkie polskie zespoły rezultatów  możemy być naprawdę zadowoleni. Owszem, malkontenci po raz kolejny będą wytykać, iż Skra Bełchatów znowu nie awansowała do Final Four Champions League sportową drogą, a Muszynianka Muszyna, wzmocniona Holenderkami Debby Stam-Pilon i Caroline Wensink, podobnie jak w sezonie 2008/2009 zatrzymała się na II rundzie play-off żeńskiego odpowiednika tych rozgrywek. Warto jednak zwrócić uwagę, że w ścisłym finale Ligi Mistrzów i Ligi Mistrzyń zabraknie również takich potęg jak Bre Banca Lannutti Cuneo (ubiegłoroczny mistrz Włoch, obecnie drugi w serie A) czy Eczacıbaşı VitrA Stambuł (lider ekstraklasy tureckiej, 22 – krotny mistrz tego kraju). Nie można zapominać o tym, iż w Pucharze CEV w gronie czterech najlepszych męskich zespołów znalazły się aż dwie polskie drużyny. I znowu krytycy mogą zarzucić, że ani ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, ani Asseco Resovia Rzeszów nie sięgnęły po trofeum, lecz obie ekipy zostały pokonane przez nie byle kogo, bo włoski Sisley Treviso, czwartą siłę Serie A i jeden z najbardziej utytułowanych teamów w Europie (czterokrotny zwycięzca Ligi Mistrzów i pięciokrotny zdobywca Pucharu CEV).

Biorąc pod uwagę krytykę pod adresem polskich zespołów, nawet awans do finału Pucharu CEV przez siatkarki Tauronu MKS Dąbrowa Górnicza czy miejsce na podium Ligi Mistrzów Jastrzębskiego Węgla mogą zostać uznane za niewystarczające. Domeną dziennikarzy są nierzadko statystyki, tak więc jeżeli podane przeze mnie argumenty nie przemówiły jeszcze do rozsądku malkontentom, mam nadzieję, że lepiej zrobią to liczby. Otóż biorąc pod uwagę po cztery najlepsze drużyny w każdym z trzech europejskich pucharów (Champions League, CEV Cup i Challenge Cup) najwięcej ekip – zarówno męskich, jak i żeńskich – reprezentuje Włochy – aż pięć. O jeden zespół mniej mają Polska, Rosja i Azerbejdżan, natomiast trzema drużynami może pochwalić się Turcja. Pomimo tego, że w tym sezonie żadna z polskich drużyn nie sięgnęła jeszcze po europejskie trofeum, to jednak siatkarze i siatkarki znad Wisły już teraz należą do ścisłej europejskiej czołówki.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-03-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved