Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > O „złotego seta” od Pucharu CEV – porażka ZAKSY w finale

O „złotego seta” od Pucharu CEV – porażka ZAKSY w finale

fot. archiwum

O "złotego seta" od Pucharu CEV. W finale Pucharu CEV siatkarze ZAKSY Kędzierzyn-Koźle po czterech setach musieli uznać wyższość Sisleya Treviso. Triumfatora wskazał "złoty set", w którym ponownie lepsi okazali się podopieczni Roberto Piazzy.

Areną najważniejszego meczu tegorocznej edycji Pucharu CEV stał się Kędzierzyn-Koźle, gdzie miejscowa ZAKSA podejmowała sławny Sisley Treviso. W pierwszym meczu górą byli kędzierzynianie, którzy pokonali Włochów 3:2 i zrobili pierwszy krok ku wymarzonemu trofeum.

Jednak to, kto dwunastego dnia marca zapisze się złotymi zgłoskami w historii europejskich pucharów miało się dopiero okazać. O ile kibice byli jednostronni w swych osądach, tak dla zawodników obu drużyn było jasne, że wszystko jest jeszcze możliwe. Warto przypomnieć, że w drodze do finału włoska drużyna wyeliminowała po zaciętej walce m.in. Asseco Resovię Rzeszów, zaś zawodnicy Krzysztofa Stelmacha odprawili z kwitkiem VfB Friedrichshafen i CSKA Sofia. Spotkanie rozpoczęto minutą ciszy, poświęconą ofiarom tsunami w Japonii. Chwilę po tym mecz rozpoczął się już na dobre.

Pierwszy set toczył się od początku do końca pod dyktando gospodarzy, którzy rozpoczęli grę mocno skoncentrowani, obejmując prowadzenie już od pierwszych piłek. Udane ataki Michała Ruciaka oraz Idiego, a także błędy zawodników Sisleya "ustawiły" początek seta. Kędzierzynianie schodzili na pierwszą przerwę techniczną z czteropunktową przewagą (6:2). Podopieczni Roberto Piazzy nie byli w stanie znaleźć sposobu na grę ZAKSY. Tuż po pierwszej przerwie technicznej Jiri Kovar uderzył w aut, a za jego przykładem podążył Rob Bontje. Objęci niemocą goście zdobywali punkty jedynie po błędach gospodarzy, które nie były jednak w stanie zagrozić wynikowi pierwszego seta. Paweł Zagumny sprawiedliwie rozdzielał piłki między swych kolegów, którzy kończyli je bez większych problemów. Obrazu seta nie zmieniła także druga przerwa techniczna, na którą podopieczni Krzysztofa Stelmacha udali się znów z czteropunktową przewagą (16:12). Pomimo kilku udanych akcji, zawodnicy Sisleya nie zdołali zbliżyć się do gospodarzy na więcej niż dwa punkty. Na nic zdały się dwie przerwy wzięte przez włoskiego trenera w końcówce seta. Zepsute zagrywki Bontjego i Fei oraz autowy atak tego pierwszego dały piłkę setową dla ZAKSY. Dzięki dobrej zagrywce Zagumny wykorzystał przechodzącą piłkę i rozstrzygnął seta na korzyść swojej drużyny 29:27. Obraz gry podczas tej części spotkania doskonale ukazuje statystyka, według której gospodarze zdobyli czternaście punktów po błędach przeciwnika.



Druga odsłona finałowego spotkania Pucharu CEV to zupełne odwrócenie ról. Tym razem to goście rozpoczęli spotkanie w większym skupieniu, co przełożyło się na sytuację na boisku. Dobra zagrywka Novicy Bjelicy oraz punktowe ataki Roberta Horstinka i Alessandro Fei dały Sisleyowi prowadzenie na pierwszej przerwie technicznej (8:4). Kibice zgromadzeni w hali Azoty bezradnie patrzyli na niemoc swoich ulubieńców. Pomimo ciągłego i głośnego dopingu, z którego słyną polscy kibice, zawodnicy Kędzierzyna nie potrafili znaleźć sposobu na ominięcie bloku Sisleya, na który "nadziewał się" nieraz Dominik Witczak, który zmienił Jakuba Jarosza w drugim secie. Gabriele Maruotti i spółka schodzili na drugą przerwę techniczną z sześciopunktową przewagą (10:16). Chwila oddechu oraz wzmożony doping kibiców podziałał na kędzierzynian mobilizująco. Dotknięcie siatki przez Maruottiego, udany blok Jurija Gladyra, skuteczne ataki Ruciaka i Witczaka pozwoliły gospodarzom zbliżyć się na dwa punkty (16:18). Jednak w tym momencie Sisley wrzucił drugi bieg i konsekwentnie oddalał się od polskiego zespołu. Atak Bjelicy z krótkiej, Fei ze skrzydła, a także blok na Ruciaku dały siatkarzom z Treviso bezpieczną przewagę pięciu punktów (22:17). W końcówce to zawodnicy ZAKSY zdobywali większość punktów. Niestety działo się to zarówno na korzyść jak i niekorzyść gospodarzy. Do ataku ze skrzydła Ruciaka, podopieczni Stelmacha dołożyli zepsutą zagrywkę Idiego. Przy stanie 23:19 dla gości, Fei popisał się asem serwisowym i Sisley miał pierwszą szansę zakończenia drugiego seta. Koniec nie nadszedł jednak tak szybko. ZAKSĘ stać było jeszcze na atak Witczaka i punktowy blok. Jak się chwilę później okazało, zawodnikom Roberto Piazzy, nie było dane zdobyć już żadnego punktu w tym secie, gdyż autorem ostatniego akordu drugiego seta został Wojciech Kaźmierczak serwując w siatkę (25:21).

Wszyscy, którzy liczyli na odrodzenie gospodarzy i widoczną poprawę gry kędzierzynian zawiedli się. Grający na fali Sisley błyszczał w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Tak jak w drugim secie, goście kontrolowali sytuację na boisku. Dobra zagrywka, mocne i zmienne ataki Fei i Horstinka pozwoliły trzymać gospodarzy na bezpieczny dystans dwóch punktów (1:3, 3:5, 5:7). Pierwsza przerwa techniczna padła łupem gości 5:8), którzy także po niej skutecznie powiększali swoją przewagę dzięki konsekwentnym atakom pary Fei – Horstink. Widząc to trener ZAKSY poprosił o przerwę przy stanie 6:11. Zaowocowało to jedynie udanym atakiem Idiego. Chwilę po tym zablokowany został Witczak, a Gladyr zaatakował w aut. Środkowa część tego seta to gra punkt za punkt, przeplatana błędami obu drużyn. Taki stan utrzymywał się do drugiej przerwy technicznej (16:10). Przy wyniku 19:13 dla gości Krzysztof Stelmach postanowił dać odpocząć swoim podstawowym zawodnikom, wprowadzając na boisko Grzegorza Pilarza i Tine Urnauta. Bezpieczna przewaga przyniosła rozluźnienie w szeregach Sisleya, co pozwoliło gospodarzom zmniejszyć różnicę punktową za sprawą autowego ataku Fei i Bontjego raz zepsutej zagrywce Holendra. Blok ZAKSY doprowadził do wyniku 18:22, przy którym Roberto Piazza postanowił wykorzystać przerwę, na której uspokoił swoich podopiecznych. Podobnie jak drugiego seta, tak i tę część spotkania zakończyli kędzierzynianie. Jurij Gladyr idąc w ślad za Kaźmierczakiem, zepsuł zagrywkę posyłając piłkę w aut (25:20).

Czwarty set sobotniego spotkania nie przyniósł żadnych istotnych zmian. Oba zespoły powróciły do wyjściowego składu, zdając sobie sprawę z wagi tej partii. Rozpędzeni i coraz pewniejsi siebie Włosi od początku narzucili swoje tempo. Od bloku na Idim rozpoczęło się prowadzenie Sisleya. Podobnie jak w poprzednim secie, tak i teraz kędzierzynianie nie potrafili doprowadzić do remisu. Udane ataki Bontjego z krótkiej, Fei ze skrzydła i Horstinka z drugiej linii pozwalały na kontrolę wydarzeń na boisku. Najbliżej sukcesu podopieczni Krzysztofa Stelmacha byli przy wyniku 6:7 i 8:9, jednak remis z głowy wybili im odpowiednio Novica Bjelica i Alessandro Fei. Po chwili autowe ataki Witczaka i Idiego doprowadziły do stanu 13:10 dla Włochów. Krzysztof Stelmach poprosił o czas, by uspokoić trochę swoich zawodników. Jednak atmosfera na boisku była nadal nerwowa i wszyscy czuli, że bez „złotego seta" w Kędzierzynie-Koźlu się nie obędzie. Na drugą przerwę techniczną Sisley schodził z czteropunktową przewagą, uzyskaną po ataku z przechodzącej piłki przez Horstinka (16:12). Nadzieję na poprawę wyniku dawała gra Jarosza, jednak to za mało na tak dysponowanych gości. Sisley wygrał tego seta do 19, a cały mecz 3:1.

„Złoty set" w drugim finałowym spotkaniu Pucharu CEV stał się faktem. Na otwarcie Jarosz posłał zagrywkę w siatkę, jednak po chwili do remisu doprowadził Gladyr. I to by było na tyle, jeśli chodzi o wyrównaną grę. Pewna gra Fei i Horstinka przeplatana błędami kędzierzynian spowodowała, że obraz „złotego seta" był od początku jednostronny (1:3, 3:7, 7:11). Ostatnim akcentem, który mógł odmienić losy spotkania były błędy Bjelicy i Fei oraz udany atak Jarosza, który doprowadził do stanu 10:12. Niestety ostatnie słowo należało do podopiecznych Roberto Piazzy. Blok na Idim dał Sisleyowi pierwszą piłkę meczową. ZAKSA zdobyła się jeszcze na skuteczny blok, który dał im ostatni punkt w tej edycji Pucharu CEV. Spotkanie zakończyło się udanym atakiem Horstinka z drugiej linii (15:11).

Każdy kto spodziewał się powtórki z pierwszego meczu finału, zawiódł się. Kędzierzynian stać było jedynie na równą walkę w pierwszym secie. W kolejnych odsłonach to Sisley rządził na boisku. Podopieczni Krzysztofa Stelmacha nie mieli pomysłu na grę, którą sterował Boninfante. Nie do zatrzymania był Alessandro Fei, który kończył najważniejsze piłki. Cieszyć może to, że podopieczni Krzysztofa Stelmacha zaszli w europejskich pucharach tak daleko i potrafiła walczyć z klubami bardziej renomowanymi od siebie. Po dzisiejszym dniu w walce o europejskie trofea pozostał jedynie Jastrzębski Węgiel, który awansował do Final Four Ligi Mistrzów. Teraz głowy wszystkich siatkarskich kibiców zwrócone będą w stronę włoskiego Bolzano.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Sisley Treviso 1:3
(25:19, 21:25, 20:25, 19:25) złoty set 11:15

Składy zespołów:
ZAKSA Kedzierzyn-Koźle:
Zagumny (2), Idi (10), Jarosz (8), Gladyr (10) Kaźmierczak (7), Ruciak (12), Gacek (libero) oraz Witczak (10), Pilarz (1), Wójtowicz i Urnaut (1)
Sisley Treviso:
Fei (20), Kovar (5), Bonifante (3), Bontje (11), Maruotti (12), Bjelica (11), Farina (libero) oraz Horstink (19), Papi (1), De Togni (1) i Elgarten

Zobacz również:
Wynik finału Pucharu CEV

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-03-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved