Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Mariusz Wlazły: Cieszę się, że to jakoś wyszło

Mariusz Wlazły: Cieszę się, że to jakoś wyszło

fot. archiwum

- To jest bardzo ciężko, jeśli się normalnie nie gra na tej pozycji, a trzeba wyjść i zagrać na przyjęciu z zespołem, który „kopie" zagrywką - mówił po meczu z "inżynierami" Mariusz Wlazły, który debiut na pozycji  przyjmującego może zaliczyć do udanych.

Kibice oglądający wczorajszy mecz Skry Bełchatów z AZS-em Politechniką Warszawską z pewnością byli nieco zdziwieni, gdy w wyjściowym składzie bełchatowian zobaczyli dwóch nominalnych atakujących – Jakuba Novotnego i Mariusza Wlazłego. Nie był to jednak błąd trenera, tylko konieczność, wymuszona kontuzjami Bartosza Kurka, Michała Winiarskiego i Michała Bąkiewicza. Czech zagrał na swojej „normalnej" pozycji, natomiast Mariusza mieliśmy okazję zobaczyć w sobotnim meczu po raz pierwszy w roli przyjmującego. Zawodnik o tym, że wystąpi w niecodziennej dla siebie roli, dowiedział się dzień przed meczem, a pytany po spotkaniu przez dziennikarzy, ile razy w karierze występował na tej pozycji i kiedy ostatni raz miało to miejsce, z rozbrajającą szczerością wyznał, że jako przyjmujący zagrał może z trzy razy w życiu, a ostatni raz było to z dziesięć lat temu.

To jest bardzo ciężko, jeśli się normalnie nie gra na tej pozycji, a trzeba wyjść i zagrać na przyjęciu z zespołem, który „kopie" zagrywką. Żeby mi jakoś pomóc, Stephane Antiga i Paweł Zatorski w dwóch musieli pokryć boisko. Cieszę się, że to jakoś wyszło dla nas szczęśliwie, bo jesteśmy w dosyć ciężkiej sytuacji, a mam nadzieję, że jak najszybciej wrócą nasi przyjmujący – mówił po meczu Mariusz Wlazły.

Atakujący bełchatowian występ z Warszawą może zaliczyć, pomimo roszad na pozycjach, za bardzo udany, bowiem zdobył 15 punktów (najwięcej w meczu) i zgarnął statuetkę MVP. Co więcej, zanotował 58% pozytywnego i tyle samo procent perfekcyjnego przyjęcia, co było lepszym rezultatem od pozostałych przyjmujących. Zdaniem samego zainteresowanego, przyczyna takiego stanu rzeczy jest bardzo prosta. – Co innego jest, jeśli się gra na przyjęciu normalnie i odbiera się zagrywkę, która jest na pełnym ryzku, a nie kierowana. Miałem ciągle piłki bardziej kierowane, lżejsze i z takimi jakoś sobie w miarę możliwości próbowałem dawać radę, a mocniejsze zagrywki przyjmowali stali przyjmujący, czyli Stephane i Paweł, także im dziękuję, że jakoś pomogli – tłumaczył kapitan Skry.



Do następnego spotkania bełchatowian został jeszcze prawie tydzień, więc jest szansa, że zawodnicy aktualnego mistrza Polski podleczą kontuzje i na meczu z Bydgoszczą zagrają już w swoim stałym ustawieniu.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-02-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved