Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Zaczarowany długopis Marcina Wojtowicza

Zaczarowany długopis Marcina Wojtowicza

fot. archiwum

Jest kilka czynników, dzięki którym gra zespołu BPS-u Bank Sparta Warszawa jest nie do poznania. Po dość słabym początku sezonu, stołeczny beniaminek stał się rewelacją I ligi kobiet. Pomogła rozmowa, zmiana treningu i... zaczarowany długopis trenera Wojtowicza.

Co stało się ze Spartą Warszawa po przerwie świąteczno-noworocznej?Po pierwszej rundzie byliście na szarym końcu, tymczasem okrzyknięto was rewelacją w rewanżach. Skąd ta metamorfoza?

Marcin Wojtowicz:Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze, po ostatnim meczu przed świętami, przegranym w fatalnym stylu w Murowanej Goślinie, spotkaliśmy się na bardzo poważnej rozmowie, „wypraliśmy brudy”. Było to potrzebne chociażby ze względu na szczerość życzeń świątecznych, ale również na jasne postawienie założeń na rok następny. Udało nam się jeszcze raz wzbudzić w dziewczynach chęć zwyciężania i przede wszystkim poczucie tego, że można, że każda z nich zasługuje na to żeby grać i utrzymać się na zapleczu ekstraklasy.

Wraz z Maćkiem Grochulskim zmodyfikowaliśmy trochę cykl szkoleniowy w szczególności w akcentach dynamiki i przygotowania ogólnorozwojowego, w czym pomagał nam trener Andrzej Sikorski. Ponadto skupiliśmy się na wykluczaniu z naszej gry prostych błędów, przyczyny naszych największych problemów podczas walki z innymi zespołami. Dziewczyny dzielnie zniosły dużo cięższe treningi, pracowały bardzo ambitnie i przyniosło to efekty.



Nie do przecenienia jest też fakt wygrania silnie obsadzonego turnieju w Aleksandrowie Łódzkim. Co prawda zaczęliśmy go grając w „starym„ stylu, ale kolejne spotkania już zwiastowały nadchodzącą odmianę. Zawodniczki, które doszły do składu na przełomie października i listopada, Gosia Sikora i Magda Gryko, zgrały się z resztą i wszystko zaczęło funkcjonować bardzo poprawnie. Paradoksalnie naszą dobrą grę rozpoczęliśmy od potyczki z Ostrowcem Świętokrzyskim i tak naprawdę w zeszłej kolejce na Ostrowcu punktowanie w każdym meczu się skończyło. Bardzo cieszy, że w sześciu kolejkach z rzędu zdobywaliśmy choćby jedno oczko, dzięki czemu udało nam się troszeczkę „namieszać’. Według wszystkich sprawiliśmy ogromną niespodziankę i trudno się z tym nie zgodzić.

Przez blisko półtora miesiąca kroczyliście od zwycięstwa do zwycięstwa. Krążą plotki, że w wygranych pomógł „zaczarowany długopis”…

– (śmiech) Tak, w styczniu mieliśmy wspaniałą passę. Wysiłek dziewczyn na treningach zaprocentował. Wytworzył się prawdziwy duch walki. Zawodniczki dopingowały się nawzajem, dało się wyczuć ogromną chęć wygrywania. To jest ich wielka zasługa. A „zaczarowany długopis”… Znalazłem go przed meczem z AZS-em Ostrowiec Świętokrzyski na turnieju i był ze mną przez wszystkie mecze. Śmiałem się z moim drugim trenerem, że tak naprawdę to dzięki niemu wygrywamy. Jestem troszkę przesądny, stąd między innymi jestem w jeansach, a Maciek (Grochulski – przy. red.) w dresie (śmiech).

Po pierwszej fazie rundy zasadniczej spartanki na koncie miały dwa punkty będąc czerwoną latarnią zaplecza ekstraklasy. Wierzył pan wówczas w utrzymania I ligi?

Z punktu widzenia silnych i stabilnych organizacyjnie zespołów punktowanie w sześciu kolejnych meczach, do tego wygranie czterech z nich nie jest jakimś wielkim wyczynem. Trzeba jednak pamiętać, że przegraliśmy dwanaście meczów z rzędu, nikt nie dawał nam wielkich szans, z resztą zgodnie z logiką. Po takim okresie nic nie jest takie jak powinno, nastrój w drużynie, pewność siebie zarówno w to co się robi jak i w to co robią inni. Jak już powiedziałem udało się wyrwać z marazmu, odnaleźć w sobie resztki optymizmu, bo ten mnie nie opuszczał, a to jak zwycięstwa budują o motywują do dalszej pracy mogliśmy wszyscy się przekonać w styczniu. Miałem chwile zwątpienia jak każdy, ale najważniejsza okazała się konsekwencja i paradoksalnie chwila spokoju na świętach i zdystansowanie się do wielu spraw.

Utrzymanie w lidze było na wyciągnięcie ręki w minioną sobotę. Z Ostrowca Świętokrzyskiego. trzeba było przywieźć dwa punkty. Mecz zakończył się zwycięstwem AZS-u 3:0, a Sparta po raz pierwszy od dłuższego czasu nie zdobyła punktów.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Udało nam się wygrać kilka meczów, zdobyć kilka punktów i wyobraźnia zaczęła nadmiernie pracować. W każdym spotkaniu chcemy zwyciężyć i w ten sposób podchodzimy do wykonywanych obowiązków. Należy jednak pamiętać skąd przyszliśmy, a raczej wróciliśmy… Ostrowiec Świętokrzyski to bardzo dobry zespół budowany z myślą o walce o zupełnie inne cele niż Sparta. Chcieliśmy podtrzymać dobra passę, zwłaszcza, że do tej pory grało nam się z tą drużyną dobrze. Dziewczyny jednak postawiły nam bardzo ciężkie warunki. Wyszły na mecz mocno zmobilizowane, mając w pamięci nasze dotychczasowe poczynania. Narzuciły nam swoje warunki gry, którym nie mogliśmy sprostać. W tym spotkaniu wygrał po prostu zespół lepszy.

Mogliśmy zdobyć utrzymanie, pomimo tego, że jeszcze kilka tygodni temu ktoś by powiedział, ze jedziemy do Ostrowca po punkty to spotkałby się z najłagodniej mówiąc politowaniem. Nie udało się i czeka nas dalsza walka.

W chwili obecnej nad dziesiątym w tabeli SMS-em macie dwa punkty przewagi. Sosnowiczanki u siebie podejmuje lidera z Piły, wy gracie w Pszczynie. Czy na Śląsku postawicie przysłowiową kropkę nad „i”?

Bardzo mnie cieszy fakt, że do końca sezonu będziemy mieli wszystko w naszych rękach. Wszystko zależy od nas. Niekomfortowa jest sytuacja, że do osiągnięcia jakiegoś celu sportowego trzeba liczyć na wyniki kogoś innego. Mamy dwa punkty przewagi nad strefą spadkową i jeżeli wygramy z Pszczyną to nie musimy się niczego obawiać. Będzie to jednak bardzo trudne. W dalszym ciągu to nie my jesteśmy faworytem spotkań. Pszczynianki wygrały z nami w Warszawie dosyć gładko i będą chciały udowodnić, że nie był to przypadek. To będzie bardzo ciężki pojedynek, zwłaszcza jak będziemy walczyć o życie. Wszystko może się wyjaśnić troszkę wcześniej przy ewentualnej porażce SMS-u z Piłą. Wówczas utrzymanie mamy zagwarantowane. Przypatrując się realiom I ligi takie rozwiązanie jest najprawdopodobniejsze, ale to jest tylko sport i nikt nie ma tutaj nic pewnego. Mam ogromną nadzieję, że jednak wyjdziemy z całego sezonu zwycięsko i osiągniemy nasz cel, jakim jest utrzymanie.

W waszym zasięgu wciąż są play-off. To byłby ogromny sukces dla warszawskiego klubu?

Z perspektywy zespołu, który jeszcze sześć tygodni temu miał 2 punkty to sukces byłby niewiarygodny. Ja jednak patrzę na to wszystko na razie z perspektywy utrzymania. Jeżeli będziemy w dalszym ciągu walczyli i grali na poziomie, który osiągnęliśmy ostatnio, to przy okazji utrzymania możemy „ugrać” nawet play-off. Byłoby to bardzo dobrym zwieńczeniem naszej pracy i pokazanie, na co nas tak naprawdę stać.

Do ostatniego meczu rundy zasadniczej pozostały dwa tygodnie. Jak zamierza pan przygotować zespół do tego bardzo ważnego spotkania?

Przygotowania będą takie jak do każdego innego spotkania. Mamy zorganizowany cykl szkoleniowy który przynosi pożądane efekty dla tej naszej drużyny, i nie ma potrzeby specjalnie modyfikować jego założeń. Zmianie ulegną jedynie sprawy taktyki i ustawienia zespołu pod tego konkretnego przeciwnika. Będziemy ciężko pracować, żeby się jak najlepiej przygotować i zagrać na wysokim poziomie.

Sparta Warszawa to nie tylko zespół pierwszoligowy, ale i klub szkolący młodzież. W tym tygodniu rozgrywane są ćwierćfinały mistrzostw Polski juniorek. Powtórzenie sukcesów z lat ubiegłych jest w waszym zasięgu?

Dokładnie. Rozgrywki pierwszoligowe przeplatają się z rozgrywkami juniorskimi. Nie jesteśmy jedynym przypadkiem, który musi sobie radzić z taka sytuacją. Oprócz wspomnianych przygotowań do potyczki z Pszczyną musimy przygotować się do ćwierćfinału mistrzostw Polski. Na razie naszym celem jest pokonywanie poszczególnych etapów tychże rozgrywek, a później będziemy się zastanawiać, co będzie w naszym zasięgu. Powtórzenie sukcesów z lat poprzednich jest zawsze cięższe i o naszym sukcesie bądź nie będzie decydowało bardzo wiele czynników.

Jest pan młodym trenerem. Poza I ligą prowadzi pan również grupy młodzieżowe. Pewnie wymaga to wiele wysiłku?

To prawda nie należę do najbardziej doświadczonych trenerów. Staram się jak mogę żeby sprostać zadaniu, jakiemu sam się podjąłem. Gdy przychodziłem do Sparty miałem prowadzić grupę juniorek, która dodatkowo miała rywalizować w drugiej lidze. Rzeczywistość zmusiła mnie do zweryfikowania planów, po zamianie z Budowlanymi Toruń i rozpoczęciem organizowania drużyny pierwszoligowej. Jest duża szansa utrzymania zespołu w lidze, w grupie juniorek, gdy zdrowie dopisze i przy zachowaniu spokoju i zaufania, powinno być bardzo dobrze, co pozwoli na odrobinę oddechu. Bo sprostanie temu zadaniu zarówno dla mnie, drugiego trenera Maćka Grochulskiego jak i zawodniczek jest niezmiernie trudne.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-02-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved