Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Piotr Pluszyński: PlusLigowy cyrk

Piotr Pluszyński: PlusLigowy cyrk

fot. archiwum

- To nie jest zabawa za własne pieniądze. Jeżeli kluby Plusligi byłyby w całości finansowane z prywatnych środków, gdyby akcjonariuszami tych klubów nie były spółki Skarbu Państwa (...) - to proszę bardzo, niech się bawią - ostro skrytykował Piotr Pluszyński, prezes pierwszoligowego BBTS Bielsko-Biała.

Jakie towarzyszą Panu odczucia związane z uchwałą klubów Plusligi wyrażającą chęć zamknięcia tejże ligi?

Emocje już opadły, natomiast przyszedł czas na refleksje. Myślę, że jest to jakieś wielkie draństwo. Komuś marzy się cyrk, a sport jest tutaj gdzieś na ostatnim miejscu. Czytałem już różne komentarze – m.in. artykuł pana Bartosza Wencława z siatki.org., z którym całkowicie się zgadzam, poza wyjątkiem pierwszej postawionej przez redaktora tezy. Brzmi ona mniej więcej tak, że mogą sobie panowie powiedzieć, że będą się bawić za własne pieniądze – z tym właśnie się nie zgodzę. To nie jest zabawa za własne pieniądze. Jeżeli kluby Plusligi byłyby w całości finansowane z prywatnych środków, gdyby akcjonariuszami tych klubów nie były spółki Skarbu Państwa, gdyby wreszcie kluby nie otrzymywałyby dotacji z samorządów – to proszę bardzo, niech się bawią. Jest jednak inaczej – weźmy choćby pod uwagę ligowych potentatów. Nie wiem, jak zareaguje na to państwo, przede wszystkim ministerstwo sportu, jeżeli PZPS zechce przyjąć propozycję zamknięcia Plusligi. Sądzę, że nie jest to w porządku, jeśli wszyscy obywatele musieliby łożyć na zabawki i zabawę paru facetów sterujących Plusligą bądź klubami z Plusligi. Co innego gdyby to były pieniądze prywatne, ale nie są. Takie najbardziej kłujące w oczy to przykłady Skry, Jastrzębskiego Węgla czy Zaksy, ale przecież, jak już wspomniałem, każdy z klubów Plusligi – nie mówię, że inne zespoły pierwszo- i drugoligowe nie – korzysta z pomocy samorządowej. Wszyscy również korzystają z hal miejskich, chyba tylko Jastrzębie ma swoją.

Jakie kroki zamierzacie przedsięwziąć jako kluby pierwszoligowe, żeby nie dopuścić do zamknięcia ligi?



Szczerze mówiąc, nie wiem. Czekam, aż sytuacja się rozwinie . Czytałem wypowiedź prezesa Zaksy, pana posła Pietrzyka, który mówił, że nie jest to przesądzone. Na razie tę uchwałę zaakceptowali prezesi, natomiast to wszystko może zweryfikować decyzja PZPS. Sądzę, że jeżeli działacze związkowi będą trzeźwo spoglądać na tę sprawę, to nic z tego nie będzie i wszystko rozejdzie się po kościach. Na razie nie ma sensu robić jakiejś wrzawy, ale mówić trzeba, bo jest to niebezpieczne, że mogą komuś przychodzić do głowy takie pomysły. Niedawno mieliśmy podobną sytuację w tenisie, gdzie sportowców podzielono na tych, którzy mogą walczyć o mistrzostwo i drugich, którym pozostało uprawiać ten sport amatorsko. Nazywało się to nawet cyrkiem tenisowym, gdzie tylko zamknięta grupa uczestniczyła w rozgrywkach. Wiadomo, że o wysokim poziomie nie ma mowy w sporcie amatorskim, ale z czegoś trzeba żyć, żeby osiągać wyniki. Nie mówiąc już o kosztach związanych z treningiem, przygotowaniem itd. Dlaczego jednak wspominam o tenisie? Otóż gdy dochodziło do konfrontacji „zawodowców” z amatorami, to się okazywało, że nie taki diabeł straszny. I koszykarze z NBA mogą przegrywać z amatorami, tak samo jak hokeiści z NHL przegrywali mecze, by po pewnym czasie ze strachu unikać konfrontacji z niewywodzącymi się z NHL. Bali się np. rozgrywać mecze z ZSRR, Czechosłowacją czy Szwecją. Reasumując, jeżeli komuś zależy na lidze zawodowej, to niech to robi za swoje pieniądze. Być może na początku uda się ściągnąć jakieś gwiazdy i ludzie będą się tym interesować. Jednak z czasem pójdzie to w stronę Ligi Światowej, w której jest coraz więcej cyrku i widowiska, natomiast sport jest na dalszym planie.

Jeżeli PZPS zorganizowałby inne rozgrywki o Mistrzostwo Polski, to z czasem poziom tych rozgrywek będzie rósł. W tej chwili, jeżeli zawodnicy chcą zarabiać większe pieniądze, to muszą podnosić swoje kwalifikacje. Liczą, że ktoś ze wspomnianego cyrku ich zauważy. Jednak w momencie zamknięcia ligi po co ma grać pierwszą liga? Jedynie chyba po to, żeby nie spaść do drugiej ligi.

Uważam, że sport bez pieniędzy nie potrafi funkcjonować, jak każda inna dziedzina życia, ale żeby pieniądz miał dyktować warunki, to jest to już wynaturzenie. Liczę, że nie przejdzie ten pomysł i PZPS nie da się skołować. Z drugiej strony stanowiska w lidze i związku są powiązane, choćby pan Popko jest równocześnie szefem ligi i wiceprezesem, inni członkowie też wywodzą się z klubów, które zagłosowały tak a nie inaczej. Dlatego decyzji  związku nie byłbym wcale taki pewien. Natomiast jest jeszcze wspomniane ministerstwo sportu, w którym upatrywałbym ratunku.

Mnie jednak bulwersuje sam fakt tak bezczelnej propozycji – my sobie organizujemy własne rozgrywki, a reszta niech się martwi.

Sport to jest rywalizacja, to jest pokazywanie, że jestem dobry w jakiejś dziedzinie. Żeby wykazać, że jestem w czymś dobry, to muszę rywalizować z kimś. Tutaj nie będzie szansy, żeby swoimi umiejętnościami zdobywać kolejne szczeble. Przykładowo w boksie, żeby walczyć o pas, trzeba najpierw pokonać innych rywali. W siatkówce jeżeli wyjdziemy z 3 ligi, potem awansujemy do pierwszej –  będzie to maksimum możliwości, bo dalszą drogę będziemy mieli już zamkniętą. Nawet jak teraz mówi się, że ktoś może awansować, to ta drużyna, która spadnie i przebije finansowo zwycięzcę pierwszej ligi, to dalej będzie występować w PlusLidze. Zresztą tendencje w ekstraklasie od dawna są takie, że nastawienie jest tylko na sukces finansowy. To dobrze – na samym początku liga pomagała klubom, gdy grało się rzetelnie i dobrze, to na zakończenie sezonu dostawało się część wypracowanego zysku – liga jest spółką prawa handlowego. Zapewniało to swego rodzaju zastrzyk finansowy. Pamiętam jednak, że gdy my awansowaliśmy w wyniku turnieju barażowego, to przecież nas to musiało kosztować – oprócz wykupienia akcji, co jest całkiem zrozumiałe – 150 tys., że w ogóle pozwolono nam grać w tym turnieju. Ponieważ wśród ówczesnej PLS rada nadzorcza głosowała i było bardzo dużo głosów, żeby grać w 9. Wówczas przychody byłyby dzielone na 9 zespołów a nie na 10. Jeżeli ten dziesiąty chce z nami grać – niech wpłaci taką sumę, żebyśmy na tym nie stracili. Taka właśnie jest mentalność tych ludzi. Myślę, że nie wszystkich, bo tam ciągle jest jakaś rotacja. Wiem, że działacze wciąż podglądają te północnoamerykańskie wzorce. Warto jednak dodać, że tamtejsi zawodnicy nie grają o mistrzostwo, ale o swoje puchary.

Ponadto uważam, że jeśli Plus Liga zostanie zamknięta, to zawodnicy w niej występujący nie powinni występować w kadrze. Reprezentacja nie musi przecież wygrywać, nawet przydałby się jakiś wstrząs. Może warto by było zacząć budować kadrę od podstaw. Być może będzie inna mentalność nowych zawodników. Ci, którzy są teraz przesiąknięci komercją i pieniędzmi, nich dalej będą zamknięci w tym getcie, kieracie czy cyrku.

Wróćmy na bielskie podwórko. Obecne wyniki BBTS nie są dobre – czy i jakie kroki podjął zarząd wobec trenerów i zawodników?

Mam deja-vu z ubiegłym sezonem. Nie wiem, czy jesteśmy w jakimś zaklętym kręgu? Ta sama niemoc i to praktycznie w tym sam momencie sezonu. Nie wiem, jak to tłumaczyć, zespół trenerski również się nad tym zastanawia. Chcieliśmy na dzisiaj zwołać Zarząd, żeby rozmawiać z trenerami, jednak drużyna dość wcześnie udała się do Radomia. Zarząd jest już zwołany na poniedziałek, na godzinę 15:00. Chcemy, żeby trenerzy przedstawili nam raport o drużynie, poszczególnych zawodnikach na przestrzeni tego sezonu. Jeśli idzie o przygotowanie fizyczne, to nie widać, żeby oni nie mieli siły, żeby słaniali się na nogach, jednak motoryka to nie wszystko. Nie ma czegoś w głowie chyba, jakiejś woli zwycięstwa w zawodnikach. Jeszcze, gdy pierwszy set im wyjdzie, są na fali, grają. Wystarczy natomiast byle jakie niepowodzenie, by wkradł się niepokój. Rozmawialiśmy z zawodnikami przed meczem w Ostrołęce. Pytaliśmy, czy coś jest nie tak, czy coś trzeba zrobić, gdzieś interweniować. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że wszystko jest okey, że oni chcą grać, ale po prostu im nie wychodzi.

Jestem daleki od tego, żeby za niepowodzenia drużyny obarczać tylko trenerów, mimo że kibice często żądają głów. Zawsze na pierwszym spotkaniu z drużyną zapowiadam, że w naszym klubie zawodnicy nigdy nie będą zmieniać trenera, co jest częstą praktyką w innych zespołach. Wszystko jednak ma swój kres i jakieś kroki trzeba będzie podjąć,  ale jakie, to na razie nie wiem. Każdy, kto patrzy na naszą grę, ma inne recepty, w składzie zarządu jest przecież fachowiec – były trener kadry narodowej – Wiktor Krebok. On też jednak nie ma gotowej recepty na nasz problem. Oczywiście ma on swoją wizję prowadzenia drużyny, przygotowaniem do sezonu czy treningiem, która różni się od wizji Michalczyka. Jednak to wynika z odmienności szkół trenerskich, z których się wywodzą. Cały czas ten system szkolenia zmienia się, mieliśmy przecież u nas trenerów zagranicznych, dużo nowych metod się przyjęło. Jeśli pan Krebok powiedziałby, że on inaczej poprowadziłby drużynę, to nie jest to równoznaczne z tym, że warsztat trenerski Przemka Michalczyka jest zły. Wszystko siedzi w głowach zawodników, w ich mentalności. Nie wiem jednak, czy psycholog jest nam potrzebny. Kiedyś jeszcze, gdy żył Hubert Wagner, rozmawialiśmy na temat sukcesów Adama Małysza, wszyscy twierdzili, że jest to efekt pracy fizjoterapeutów, doktorów i psychologa. W tym kontekście zapytałem się, czy nie można by zatrudnić psychologa w naszej drużynie. Na to trener Wagner odpowiedział, że w sportach zespołowych tę funkcję powinien pełnić trener. Szkoleniowiec takiego zespołu jak nasz nie uczy zawodników siatkarskiego abecadła. On powinien psychologicznie działać na podopiecznych, by wyrobić w nich wolę walki i zwycięstwa. Pomimo takiej opinii postanowiliśmy zaangażować panią psycholog, ale nie była ona psychologiem sportowym. Ówczesny trener Wiesław Popik prosił jednak, żeby z tego zrezygnować, bo praca psychologa zamiast wyzwalać tę wolę walki, uspokajała jego zawodników. Doświadczenie pokazuje, że nie jest to dobry pomysł, ale nie wiem, czy w obecnej sytuacji nie będzie to dobre rozwiązanie. Rozmawiając w gronie działaczy, nie znaleźliśmy winy w pracy trenerów Michalczyka i Mielnika. Wszyscy obserwatorzy treningów, jak również byli zawodnicy, chwalą sobie warsztat Przemka. Wydaje mi się jednak, że nie potrafi on odblokować zawodników psychicznie. Cała ekipa analizowała w czwartek rano mecz z Jaworznem i również nie potrafiła powiedzieć, co było przyczyną porażki.

Nie wykluczam także konsekwencji finansowych, ale tak jak już mówiłem, wszystkie decyzje zapadną podczas poniedziałkowego zebrania Zarządu.

Bielsko-Biała ma swoich reprezentantów różnych dyscyplinach na najwyższym szczeblu rozgrywek. Kiedy do tego grona dołączy BBTS?

BBTS by chciał już dzisiaj. Zakładaliśmy, że walczymy o najwyższe cele. W sporcie nie ma miejsca na kunktatorstwo, a życie różnie weryfikuje plany. Najważniejsze jest zwycięstwo i jeślibyśmy zwyciężali, to same wyniki pchałyby nas ku górze. Natomiast patrząc realnie, boję się, czy ta drużyna jest w stanie się obudzić. Miejmy nadzieję, że tak. Najgorsze jest to, że nasze kłopoty nie biorą się z kontuzji, bo przecież z Jaworznem graliśmy już niemal w wyjściowym składzie. Okazuje się, że nie ma różnicy w tym kto gra, wynik jest wciąż tak samo zły. Końcem pierwszej rundy były jeszcze widoczne przebłyski i przestoje, teraz tych pierwszych już nie widać. Kluczem do wyjścia z tego kryzysu będzie znalezienie jego przyczyny. Nie można powiedzieć, że graczom brakuje umiejętności, potrafią wygrać z każdym, co nieraz udowodnili.

Organizacyjnie i finansowo klub powinien wyjść na prostą na wiosnę tego roku. Całość naszego budżetu będzie mogła zostać przeznaczona na drużynę, a przede wszystkim na jej rozwój.

* Rozmawiał Maciej Kaliciński (bbtsbielsko.pl)

źródło: bbtsbielsko.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-01-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved