Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Maciej Szewczyk: Nie wyrzucajmy klucza

Maciej Szewczyk: Nie wyrzucajmy klucza

fot. archiwum

Dyskusja o zamknięciu polskiej ekstraklasy rozgorzała na dobre. Po felietonie Bartosza Wencława "Ostatni gwizdek: Zamykamy ligę i gasimy światło" prezentujemy dziś polemikę Macieja Szewczyka, redaktora naczelnego Magazynu Matchball.

24 stycznia w Strefie Siatkówki – portalu, którego chyba nikomu w Polsce przedstawiać nie trzeba – ukazał się tekst Bartosza Wencława na temat kwestii zamknięcia PlusLigi. Redaktor Wencław opowiada się w nim jednoznacznie przeciw rozwiązaniu proponowanemu przez włodarzy ligi i klubów, roztaczając przed czytelnikiem mroczną wizję przyszłości. Czy aby na pewno w ciemności nie tli się płomyczek nadziei?

Zobacz również:
Ostatni gwizdek: Zamykamy ligę i gasimy światło

Wszystko prawda



Wszystkie argumenty przytoczone przez autora są w pełni logiczne i uzasadnione, żadnego z nich nie jestem – w zasadzie, chyba nikt nie jest – w stanie zanegować. Niemniej jednak, czy wysnute przez niego wnioski nie idą zbyt daleko w ciemności? Postarajmy się spojrzeć na PlusLigę w nowej formie z nieco lepiej oświetlonej strony.

Karuzela się kręci

W pierwszym akapicie swojego tekstu redaktor Wencław wytyka siatkówce jej komercyjny, biznesowy charakter. Felieton rozpoczyna się od słów: Siatkówka to biznes. Tu pójdę o krok dalej – interesem jest dzisiaj cały profesjonalny sport od boksu po piłkę nożną. Warto zwrócić uwagę na niesłychanie popularny na całym świecie sport, jakim są wyścigi Formuły 1 – trudno jest znaleźć dyscyplinę o bardziej elitarnym i komercyjnym zarazem charakterze, a mimo to nikt nie zarzuca jej zaniku ducha czystej sportowej rywalizacji.

Najdobitniej o postępującym procesie komercjalizacji sportu świadczy wpływ, jaki stacje telewizyjne mają na kalendarz rozgrywek i sam przebieg wydarzeń sportowych. Spotkania odbywają się w czasie dogodnym dla mediów elektronicznych, w ich trakcie organizowane są przerwy reklamowe (dotyczy to tak siatkówki, jak hokeja na lodzie, piłki nożnej, czy zawodowego pokera). Karuzela kręci się od wielu lat, a sportowy duch żyje i ma się dobrze.

Nie o to, by złapać, ale by… Gdzie jest króliczek?!

Najistotniejszy wydaje się być zarzut o bezcelowości rywalizacji w zamkniętej lidze. Na Skrę Bełchatów od lat nie ma mocnych, europejskie puchary i tak zamierza się zbojkotować, kwestia utrzymania się w lidze zniknie. Faktycznie, z tej perspektywy nowy kształt polskiej ekstraklasy wygląda wyjątkowo nieciekawie.

Całość idei kręci się bowiem wokół pieniędzy. Spójrzmy na PlusLigę z perspektywy możnego inwestora rozważającego, który zespół wspomóc finansowo. Obecnie miejsca reklamowe na halach i strojach ekip z dołu tabeli są z oczywistych powodów tańsze, aniżeli ich odpowiedniki w czołówce; takie prawo rynku – podaż jest ogromna, bo któż nie chciałby doścignąć pod względem finansowym i sportowym największych? – popyt zaś stosunkowo niewielki, bo inwestycja w potencjalnego spadkowicza jest ryzykowna.

Zamknięcie listy ekip dopuszczonych do udziału w zmaganiach PlusLigi pociągnie za sobą jeden, zasadniczy plus – brak możliwości spadku do niższej klasy rozgrywkowej powinien z czasem skłonić sponsorów do odważniejszego inwestowania w pozornie słabsze drużyny i – co za tym idzie – wyrównania i wzrostu poziomu sportowego ligi. Bogatsze kluby będą w stanie zatrudnić lepszych zawodników, zapewnią sobie także lepsze warunki szkoleniowe dla młodzieży i możliwość rozbudowy infrastruktury.

Co więcej, większa liczba inwestorów zainteresowanych zespołami PlusLigi powinna pociągnąć za sobą wzrost liczby mecenasów samych rozgrywek – to zaowocowałoby większymi wynagrodzeniami za wyniki i automatycznie stałoby się motywatorem dla zawodników.

Przeciwnicy reformy podnoszą wrzawę – O wszystkim będą decydować pieniądze, nie będzie normalnego, sportowego systemu spadku i awansu… Tu pozostaje mi zadać pytanie: czy w chwili obecnej nie jest dokładnie tak samo? Czy obecnie piąta siła PlusLigi, AZS Politechnika Warszawska, utrzymała się w ekstraklasie dzięki zwycięstwom w barażach? Czy drugoligowy obecnie Camper Wyszków wywalczył sobie awans z trzeciej ligi poprzez zwycięstwo w play-offach? Odpowiedź w obu przypadkach jest taka sama, a podobne przykłady można by jeszcze długo mnożyć.

Po amerykańsku, niekoniecznie źle

Redaktor Wencław porównuje w swoim tekście nową sytuację PlusLigi do lig amerykańskich. I tu, gdzie mój kolega widzi zagrożenie, ja dostrzegam możliwość zwiększenia atrakcyjności ekstraklasy! Pierwsza sprawa to draft. Skoro w NBA, czy NHL udało się zrobić z niego wspaniałe wydarzenie, o którym od małego marzy każdy amator tych sportów – dlaczego w Polsce nie miałoby się to sprawdzić? Pamiętam draft ligi hokejowej NHL z roku 2005, w którym z numerem pierwszym wybrany został Sidney Crosby. Już wiele miesięcy wcześniej kibice żyli kwestią przyszłej przynależności klubowej utalentowanego młodzieńca, na rozstrzygnięcie czekała z niecierpliwością cała Ameryka i… nikt nie nazywał Kanadyjczyka niewolnikiem.

Jeśli chodzi o ogromną liczbę zgromadzonych w ten sposób zawodników (draft co roku, a na boisku nadal tylko sześciu zawodników), działacze musieliby – także na wzór amerykański – wprowadzić u nas system zależności pomiędzy klubami z różnych lig. Kluby filialne w NHL i NBA posiadają prawo swobodnej wymiany zawodników – słabo spisujący się gracz ekstraklasy może zostać zesłany do niższej klasy rozgrywkowej w poszukiwaniu formy, za niego zaś można ściągnąć utalentowanego juniora.

W ten sposób każdy siatkarz ma nad sobą bacik nie pozwalający mu na zbytnie rozprężenie i niepoważne podejście do pracy – prawda, jego zespół nie spadnie do niższej ligi, jednak on sam może.

Nie wolno nam przemilczeć możliwości, jakie ewentualny draft stwarza w procesie wyławiania talentów i testowania nowych zawodników z Polski. A to już w prostej linii prowadzi do wspomnianego już podniesienia poziomu i wyszkolenia następców obecnej kadry.

Nadzieja umiera ostatnia

System lig zamkniętych doskonale sprawdził się w Nowym Świecie, gromadząc w nim najlepszych zawodników, dlaczego więc nie miałby poprawnie funkcjonować u nas? Nie zakładajmy z góry pazerności rodzimych działaczy – załóżmy, że wzrost sum pieniędzy inwestowanych w PlusLigę wpłynie na coś więcej, niż tylko zasobność portfela jej oficjeli.

Najmocniejszym i najtrudniejszym do obalenia, a zarazem najbardziej przerażającym, argumentem redaktora Wencława jest kwestia przyszłego finansowania niższych lig. Na Zachodzie ogromna liczba sponsorów i napływ gotówki od bogatych afiliacji z ekstraklasy wystarcza do utrzymania kilku lig, czy podobnie będzie i w Polsce? Powiązanie finansowe najsilniejszych klubów ze słabszymi mogłoby rozwiązać tę kwestię.

O dziwo, także wśród osób związanych z klubami niższych lig, znajdują się zwolennicy nowego systemu. Konrad Krzywiecki, rozgrywający drugoligowej drużyny KPS Siedlce, powiedział: Pomysł zamknięcia PlusLigi jest dosyć kontrowersyjny, aczkolwiek w pełni go popieram. Kluby, które spełnią warunki określone przez PZPS, będą wypłacalne. Ich działalność powinna być dobrze zorganizowana, a co za tym idzie, zawodnik takiego klubu mógłby skoncentrować się tylko na swojej pracy. Zastanawia mnie tylko, co się stanie, jeśli takich klubów znajdzie się więcej, niż dziesięć. Co z pozostałymi i jakie będą warunki przyjęcia nowego kandydata do PlusLigi?

Pozostaje oczekiwanie

Klamka zapadła, liga zostanie zamknięta. W tej sytuacji, możemy jedynie czekać na to, co przyniesie przyszłość i mieć nadzieję, że reforma systemu rozgrywek nie zostanie przeprowadzona w sposób szkodliwy dla samej rywalizacji. Ważne jest także nie palenie mostów za sobą – jeżeli nowe rozwiązania nie sprawdzą się, możemy przecież zawsze wrócić do starych. Drzwi PlusLigi zamykają się, nikt jednak nie wyrzuca kluczyka.

Nie ma rózy bez kolców. Wystarczy wspomnieć dowolny lokaut z historii profesjonalnych rozgrywek w Stanach Zjednoczonych. Od czasu ostatniego lokautu, który przyniósł dość radykalne, jeżeli nie rewolucyjne, zmiany w NHL, liga prosperuje najlepiej w swojej historii pod względem marketingowym i sportowym.

Nie warto pisać czarnych scenariuszy – lepiej podjąć działania, by ta pozornie dramatyczna historia zakończyła się happy endem.

Maciej Szewczyk – Magazyn Matchball

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2011-01-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved