Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Radosław Kostrzewa: Gdzie pojechali kibice w niedzielę?

Radosław Kostrzewa: Gdzie pojechali kibice w niedzielę?

fot. archiwum

Czy jest lepszy sposób na spędzenie niedzielnego popołudnia niż obejrzenie w hali finału Pucharu Polski mężczyzn w siatkówce? Jeszcze sześć lat temu bardzo mocno bym się zastanawiał, dziś odpowiedź przychodzi mi sama - ależ oczywiście.

Można pojechać do Zakopanego na skoki, zostać w domu przed telewizorem i obejrzeć szczypiorniaka… albo pójść na lodowisko i pojeździć na łyżwach. I dla tej ostatniej propozycji radzę baczniej przyjrzeć się prawdziwym siatkarskim kibicom – bo sytuacja w polskiej siatkówce dąży do tego, że ci ostatni zostają właśnie tam… na lodzie.

Coraz bardziej zaczynam się zastanawiać co trzeba wymyślić, żeby zapełnić siatkarską halę… i o ile warszawski Torwar nie świecił pustkami, to powiedzieć, że był zapełniony do ostatniego miejsca, też nie można.

Co do samego meczu… nuda. Skrze tego dnia za bardzo zależało, co jest równoznaczne, że nie można liczyć na ich słabszy dzień, albo że trener wystawi rezerwowych, by dać odpocząć podstawowej szóstce. Mecz do jednej bramki… Nawet trener Stelmach spokojnie obserwował niemoc swojej drużyny, która ta odbijała się od ściany. Można by rzec – było do przewidzenia. To co zatem można zaoferować klientom? (jak słusznie zauważył Bartek w swoim ostatnim felietonie). Można zaoferować muzykę, kolorowe światełka, klaunów… czy zespół cheerleaderek śmiało i ochoczo machający pomponami.



I powiem szczerze, że jeśli na tym machaniu pomponów by się skończyło – było by ok. Ale nie było. A od czego są przerwy w meczu – żeby zatańczyć dla publiczności – czy też zrobić tzw. performence. Na czym polega taniec cheerleaderek w finale Pucharu Polski – na konkurencji jak uda się wysoko podnieść przez dziewczyny nóżki, albo na jak bardzo zgrabnie potrząsną tyłkami!

Nie… nie nie nie. Przepraszam. Ale z tańcem to nie ma nic wspólnego. Ja rozumiem, że sponsorów i organizatorów nie stać na profesjonalny zespół, który by zatańczył grupą w synchronie jazz lub modern (przypomnę, że jak wszędzie mamy oszczędności) – a taki zespół kosztuje. Ale to niech te dziewczyny zostaną sobie z tymi pomponami i machają tylko nimi. I powiem szczerze, że mam gdzieś, jeśli 99% męskiej części publiczności będzie miała odmienne od mojego zdanie. Jeśli atrakcyjność meczów siatkówki w Polsce ma polegać na szukaniu poklasku w zwierzęcych instynktach męskiej części publiczności – to ja się na to nie piszę.

Swoją drogą, na początku finału speaker wymienił z grzeczności tyle nazwisk prezesów i wiceprezesów PZPS, PLPS, że trudno ich spamiętać. Chyba zaczynam rozumieć, po co na takich meczach funduje się takie atrakcje.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, Puchar Polski

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2011-01-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved