Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Tomasz Klocek: Nie jesteśmy faworytami ligi

Tomasz Klocek: Nie jesteśmy faworytami ligi

fot. archiwum

Siatkarki z Krakowa pokonały w trzynastej kolejce PLKS Pszczynę i plasują się obecnie na szóstym miejscu w tabeli pierwszej ligi. Co o dotychczasowych poczynaniach swoich podopiecznych i planach na przyszłość ma do powiedzenia Tomasz Klocek?

Zajmujecie obecnie 6. miejsce. Czy ta pozycja odpowiada waszym aspiracjom?

– Planowaliśmy, że po pierwszej rundzie będziemy mieć taką liczbę punktów, która pozwoli nam czuć się bezpiecznie w ligowej ósemce. Rzeczywistość okazała się znacznie lepsza, bo rundę skończyliśmy na 5. miejscu. Porażka z Chemikiem – w 1. kolejce drugiej rundy – zrzuciła nas na 7. miejsce ale będziemy teraz powoli odrabiać straty. Zaczęliśmy od zwycięstwa z Pszczyną i teraz liczymy na wyjazdowe wygrane ze słabszymi drużynami. Natomiast ze średniakami ligowymi chcemy walczyć na swoim boisku i zdobywać punkty.

Do końca rundy zostało 9 kolejek i teoretycznie sprawa pozostaje otwarta – możecie zająć 2., jak i 7. albo i nawet 8. miejsce. Na co stać pana zespół?



– Wydaje mi się, że równie dobrze możemy zająć 3. miejsce, jak i 7. Drugie wydaje się być poza zasięgiem, bo jednak Murowana odskoczyła teraz od peletonu. Jeżeli nadal będą grały tak jak w ostatnich meczach, to już nie pozwolą się dogonić. Natomiast zespoły z miejsc 3-7. mogą zająć każde z tych miejsc z równym prawdopodobieństwem. To już zależy od tego czy mecz ułoży się lepiej czy gorzej, czy ktoś będzie kontuzjowany, czy np. przeziębiony.

Wasz dorobek punktowy po 12 kolejkach to 21 punktów. Nie zdarzyły wam się wpadki, ale też w zasadzie brak spektakularnych zwycięstw. Czy w decydującym momencie będzie was stać na postawienie „kropki nad i"?

– Początek sezonu mieliśmy dość kiepski. Pomimo tego, iż zdobywaliśmy punkty, nasza gra nie była zadowalająca. Szukaliśmy ustawienia, które sprawdziło by się w I lidze. Znaleźliśmy nasze słabe punkty i udało nam się je wyeliminować. Ustawiliśmy zespół tak, że gra "nabiera rumieńców" i z każdym meczem wygląda lepiej. Oczywiście zdarzają się gorsze spotkania, jak to w Policach, gdzie jednego seta zagraliśmy bardzo dobrze, a później już "zeszło z nas powietrze". Mogło to być spowodowane tym, że w tamtym okresie graliśmy wiele tie-breaków, wyjazdy na mecze były dalekie, dziewczyny były zmęczone i rozkojarzone trochę. Pozostałe spotkania wyjazdowe zagraliśmy dobrze, bo chociażby w Pile i w Ostrowcu wywalczyliśmy punkty, a była też szansa na wygraną. Oceniając z dłuższej perspektywy: zespół gra coraz solidniej i stopniowo rozwija się w dobrym kierunku.

W tym sezonie rozegraliście 5 tie-breaków, ale triumfowaliście tylko w 1 i to przeciwko słabo spisującej się Gedanii. Z czego to wynika? Zespół jest słaby psychicznie? A może fizycznie?

– Myślę, że wynika to z doświadczenia i większej pewności siebie tych zespołów, które w I lidze spędziły więcej czasu. Przeciwniczki potrafiły rozsądniej grać w końcówkach, zmienić tempo ataków czy zagrywki. My natomiast chyba zbyt denerwowaliśmy się tym, że można wygrać, że zwycięstwo jest już blisko. Ale zdarzało nam się też popełniać błędy taktyczne w decydujących momentach ważnych setów.

Największym zaskoczeniem tego sezonu w zespole UEK to postawa Lucyny Reptak, która „wygryzła" znacznie bardziej doświadczoną Monikę Srogą (wcześniej występująca pod nazwiskiem Targosz). Czy dla pana to też zaskoczenie? Z czego wynika jej dobra postawa?

– Przyznam szczerze, że na Lucynę "ostrzyliśmy sobie zęby" znacznie wcześniej, ale najpierw musiała skończyć szkołę w Krośnie. Bez wątpienia jest to bardzo uzdolniona dziewczyna. Ma motorykę, nazwijmy to „męską", co bardzo ją predysponuje do gry na pozycji libero. Do tego wyszkolona jest w ostatnich latach, kiedy więcej broni się czy przyjmuje odbiciem górnym. Młodsi zawodnicy mają zupełnie inne nawyki, niż ci z poprzedniego pokolenia kiedy przepisy gry wręcz zakazywały bronienia, czy przyjmowania zagrywki odbiciem górnym – było to uznawane jako odbicie podwójne. Tutaj Monika nieco traci, chociaż dzielnie walczy i z dnia na dzień, z treningu na trening, jest coraz lepiej i mam nadzieję, że z Lucyną jeszcze powojują o miejsce w wyjściowej szóstce. Na chwilę obecną w statystykach lepsza jest Lucyna i to ona jest tą pierwszą. Monika natomiast ma większe doświadczenie, doskonale wyczuwa jak ustawić się w obronie i w tym elemencie dziewczyny są porównywalne.

Kiedy Justyna Łunkiewicz została sprowadzona na Rakowicką wydawało się, że to ona będzie grała pierwsze skrzypce. Tymczasem Iwona Kuskowska nie dała jej praktycznie szans. Czy to Justyna zawiodła, czy Iwona zaskoczyła dobrą formą?

– Iwona ma twardy charakter i tak łatwo nie daje się "wygryźć". Im wyżej stawia się jej porzeczkę, tym lepiej się prezentuje, nie boi się walki i odważnie podejmuje wyzwanie. Trzeba też pamiętać, że Iwona jest z dziewczynami dobrze zgrana, bo praktycznie to ten sam zespół, którym graliśmy w poprzednim sezonie. Jedyną znaczącą dla rozegrania zmianą jest wejście do ataku Marzeny Wilczyńskiej, ale tutaj obie dogadują się już niemal bezbłędnie.

Przed świętami z klubem rozstała się Justyna Łunkiewicz. Czym było to spowodowane?

– Kiedy Justyna przychodziła do Krakowa liczyliśmy, że będziemy mieć dwie równorzędne rozgrywające, a nawet, że to Justyna swoim doświadczeniem I ligowym lepiej wpisze się w zespół. Tymczasem Iwona „nie dała się" i Justyna była trochę zawiedziona tym, że nie gra jako pierwsza i nie dostaje na to szansy. Nie jesteśmy faworytem tej ligi, nie możemy podchodzić do meczów z rezerwą i szkoleniowo kombinować składem, tak żeby każda zawodniczka miała okazję pograć, zwłaszcza w sytuacji, kiedy dane ustawienie nam się sprawdza. Justyna dostała szansę gry we francuskiej drużynie, w której będzie jedyną rozgrywającą. To dla niej szansa, żeby nie stracić sezonu. Wierzymy jednak w Iwonę, że w tej sytuacji poradzi sobie i nadal będzie dobrze prowadziła grę drużyny. Gdybyśmy takiego przekonania nie mieli, to nie pozwolilibyśmy sobie na odejście Justyny.

Widać, że wykrystalizowała się panu podstawowa szóstka. Co może pan powiedzieć o rezerwowych? Czy są w stanie być „jokerami"?

– Wszystkie zawodniczki wiedzą, że jeśli na treningach będą prezentować wysoką formę, to dostaną szansę gry w meczu z wiarą, że sobie świetnie poradzą, bo trening przekłada się na formę meczową. Sandra Biernatek i Marzena Wilczyńska jako przyjmujące są w tej chwili filarami zespołu. Kinga Hatala, Magda Jagodzińska i Magda Żochowska walczą o to, żeby się wpisać w zespół i mają dobre wejścia z kwadratu rezerwowych. Ostatnio np. Kinga z powodzeniem zastąpiła Magdę Żochowską, która podczas meczu złapała dość nietypową przypadłość (przykurcz mięśni karku). Magda Jagodzińska rozegrała już w tym sezonie bardzo dobre mecze i czekamy, aż wróci do pełni sił po przewlekłym przeziębieniu.

Podczas jednej z rozmów wspomniał pan, że waszym celem jest sprowadzenie do Krakowa w ramach Pucharu Polski drużyny z ekstraklasy. Sztuka ta wam się udała. Czy zamierzacie walczyć nadal?

– W lidze wywalczyliśmy już tyle punktów, że podstawowy cel – utrzymanie – mam niemal zapewniony. Dzięki temu możemy pozwolić sobie na spokojniejsze podejście do gry. Tak samo jest z celami pucharowymi. Chcieliśmy, żeby przyjechał do nas zespół z ekstraklasy i to nam się udało. Chcemy z tego meczu zrobić spore wydarzenie dla środowiska siatkarskiego w Krakowie. Ekstraklasa to "inna półka" i nie ukrywam, że jeszcze sporo nam do tego poziomu brakuje. Z drugiej strony: nasi kibice, nasza hala, być może daleka podróż – jeżeli będzie to zespół z Białegostoku czy z Bydgoszczy – i być może przeciwniczki "przysną" gdzieś na początku meczu. Niemal ekstraklasową Piłę na ich boisku w pierwszych dwóch setach zbiliśmy jak juniorki. Może w meczu pucharowym będzie podobnie, a przeciwnik nie zdąrzy się "obudzić"?

Trener Bujek wspominał, że ta hala jest specyficzna i przyjezdnym może się w niej trudno grać.

– Zgadza się, tu przyjezdnym zespołom gra się źle. Rozkład świateł, kolory podłoża , ścian i trybun sprawiają, że przeciwnikom gra się tutaj niewygodnie i w tym też upatrujemy swojej szansy w pojedynkach z mocnymi przeciwnikami.

Puchar Polski to dodatkowe mecze, a tym samym zmiana cyklu treningowego oraz dodatkowe zmęczenie. Nie boicie się, że może to negatywnie wpłynąć na postawę w decydujących momentach sezonu?

– Nasz zespół najmniej boi się kontuzji, bo całą dwunastkę mamy w miarę wyrównaną. To raczej inne drużyny powinny martwić się, że może im wypaść z gry filar zespołu. W razie ewentualnej kontuzji jesteśmy w stanie skutecznie "załatać dziurę". Fakt, może przytrafić się jakaś epidemia w drużynie, ale to w każdej, nie tylko w naszej. Do Pucharu będziemy podchodzić z pełnym zaangażowaniem, nie oszczędzając sił, chociażby po to, żeby wejść do ósemki, która będzie grała w Turnieju Finałowym Pucharu Polski. Fajnie byłoby wystąpić w TV, zagrać w tak doborowym towarzystwie, a przede wszystkim zebrać doświadczenie w konfrontacjach z silnymi zespołami. Moglibyśmy wykorzystać je, gdyby przyszło nam grać o pierwsze, czy drugie miejsce dające prawo walki o ekstraklasę.

Tegoroczne rozgrywki są bardzo wyrównane. Macie już za sobą pojedynki ze wszystkimi ekipami. Jak oceni pan poziom rozgrywek?

– Trudno mi oceniać czy się podwyższył czy obniżył. Mogę jedynie mówić o konkretnych zespołach, jak chociażby Pszczyna czy Mysłowice (Silesia), które grają na podobnym poziomie, Silesia może na nieco wyższym – ma lepszy skład niż rok temu. Police i Ostrowiec wydaje mi się, że będą kończyć około czwartego-piątego miejsca, podobnie jak w poprzednim sezonie. Obecnie siedem zespołów prezentuje znacznie bardziej wyrównany poziom niż w sezonie poprzednim. Każdy może wygrać u siebie, a na wyjazdach powalczyć, nawet jeśli nie zdobywając punktów, to przynajmniej oddając je po dobrej grze. Czasem zdarzają się też niespodzianki i najlepsze drużyny zaliczają tzw. wpadki.

W tym sezonie widać, że siatkówka zaczęła się w Krakowie rozwijać, zarówno pod wpływem sportowym, jak i finansowym. Jak to wygląda u was?

– Mamy sponsora bardzo pewnego. "Skawa" Wadowice to firma, która weszła w finansowanie siatkówki niedawno. Obserwują co się dzieje, deklarują się na długotrwałą współpracę. Do tego mamy poparcie Władz Uniwersytetu Ekonomicznego. To też jest spory atut, bo Uczelnia wspierając nas swoją marką daje gwarancję, że nie będzie tak zwanej "popeliny" i "mydlenia oczu". Wydaje mi się, że jesteśmy na tyle solidnym partnerem dla sponsorów, że problemów finansowych się nie obawiamy.

Niemal co roku pod koniec sezonu pojawiają się w kuluarach spekulacje, że niektóre drużyny odpuszczają końcówki sezonów, żeby nie awansować do kolejnej rundy i oszczędzić pieniądze zamiast wydawać je na kolejne mecze play-off. Wam taka sytuacja nie grozi?

– Niestety taka jest brutalna rzeczywistość w sporcie. Jeżeli ktoś nie ma pieniędzy, to odpuszcza np. mecze pucharowe, żeby nie narażać się na dalekie podróże i wysokie koszty. Często brakuje pieniędzy na wypłaty kontraktów, bądź też na zapewnienie zawodnikom opieki fizjoterapeuty czy zakup odżywek sportowych. W naszym klubie sytuacja jest jednak stabilna i nie musimy się o takie sprawy martwić.

Jakie zatem są cele drużyny na ten sezon? Czy będziecie walczyć o awans?

– Od początku sezonu naszym optymistycznym celem jest walka o pierwsza czwórkę ligi. Po pierwszej rundzie wiemy jednak, że w tych rozgrywkach wygrać można z każdym. Oczywiście, chcielibyśmy grać o awans, ale zdaję sobie sprawę, że będzie o to bardzo trudne zadanie. Jeśli w tym roku nie uda nam się włączyć do walki o najwyższe cele, to z pewnością będziemy chcieli to zrobić w przyszłym sezonie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-01-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved