Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Łukasz Jurkojć: Ciężko będzie obronić wysoką pozycję

Łukasz Jurkojć: Ciężko będzie obronić wysoką pozycję

fot. archiwum

W organizowanym po raz drugi turnieju noworocznym w Siedlcach podopieczni Adama Aleksandrowicza zajęli trzecie miejsce. O wrażeniach z turnieju oraz swojej pasji do siatkówki plażowej opowiedział rozgrywający MKS Ślepsk Suwałki Łukasz Jurkojć.

Z jakim nastawieniem wyszliście na mecz z Politechniką Warszawską?

Łukasz Jurkojć: – Trudno mówić o nastawieniu. Na pewno chcieliśmy się jakoś pokazać. Wiadomo, że każdy z nas przyjechał tutaj praktycznie bezpośrednio po imprezach sylwestrowych. Jedni zawodnicy przyjechali z Suwałk, inni tam gdzie spędzili czas sylwestrowy. Można powiedzieć, że turniej był dla nas jako sparing czy trening, czyli forma rozruszania kości. Wiadomo inne jest też podejście do meczu lub sparingu niż jakbyśmy mieli przyjechać prosto na trening. Myślę, że główne założenie było takie, żeby przyjechać, potrenować, rozruszać się i po prostu bawić się siatkówką. Sądzę, że turnieje zorganizowane w takim czasie są dla kibiców i po to, aby promować siatkówkę. Myślę, że nie można tutaj powiedzieć o dużym widowisku, bo każdy chyba bardziej dba o własne zdrowie i chciał po prostu pierwszy trening przeżyć tak, żeby nic się nie stało a zarazem pokazać się w niektórych akcjach kibicom, że również potrafimy grać w siatkówkę. Uważam, że gra była bardzo szarpana. Były przeplatane akcje na poziomie trzeciej ligi, co nie powinno się zdarzyć, a raz były akcje na poziomie Plusligi, więc myślę, że zarówno kibice jaki i my możemy być zadowoleni.

Czyli mając świadomość tego, że po drugiej stronie siatki stoi piąta drużyna Plusligi – AZS Politechnika Warszawska – nie „spaliliście" się psychicznie ?



– Nie wiem jak koledzy ale ja mogę powiedzieć za siebie, że jakiegoś wielkiego wrażenia na mnie to nie robiło, że po drugiej stronie ktoś taki jest. Może były jakieś małe podteksty, że fajnie byłoby sobie zrobić asa na takich zawodnikach. Ale dla mnie akurat nie było priorytetem to, żeby walczyć i zdobywać punkty za wszelką cenę. Chciałem tu przyjechać i dobrze się bawić. Spędzić ten czas, który zaplanował nam trener na turnieju. Jednak, przede wszystkim, chciałem dbać o swoje zdrowie i nic sobie nie zrobić.

Dlaczego po tym pierwszym secie, który wydaje mi się, że był decydujący, wasza gra zmieniła oblicze ?

– Na samym początku walczyliśmy. Mieliśmy dosyć wyraźną przewagę. Mogę powiedzieć to głośno: pojawiły się dwie sędziowskie decyzje krzywdzące nas, które zadecydowały o wygraniu tego seta. To było jak podcięcie skrzydeł. Nie dość, że przyjeżdżamy tutaj i chcemy się bawić, pokazać jakąś siatkówkę sami dla siebie i dla kibiców, to jeszcze sędziowie nie pozwalają nam tego robić. Wydaje mi się, że na pewno nie było takiej mobilizacji, żeby wyjść i oddać serca na boisku. Politechnika, jak i my, ma mecze w swojej lidze i swoje siły głównie kierujemy tam, żeby osiągnąć założone cele. Dlatego myślę, że zarówno Politechnika jak i my nie dawaliśmy sto procent z siebie. Trzeba było potraktować to jak najbardziej profesjonalnie ale zarazem też włożyć w to dużo zabawy.

W meczu o trzecie miejsce pokonaliście gospodarza. Mimo tego, że mecz wygraliście 3:0, w drugim secie wygraliście dopiero przy stanie 40:38. Jak myślisz, czy zespołowi z Siedlec zabrakło bardziej doświadczenia, ogrania czy może kondycji fizycznej w dociągnięciu tego seta?

– Można powiedzieć, że było jak w horrorze. Szala zwycięstwa przechylała się raz dla jednych raz dla drugich. Do końca toczyła się zacięta walka. Chłopcy chyba nie mieli już sił i zakończyli to przy wyniku 40:38. Szkoda, bo myślałem, że padnie jakiś rekord (śmiech). I tak dość długo pograli. Czego zabrakło? Ciężko powiedzieć. Szczerze mówiąc przyznam się, że nie znam chłopaków z KPS. Być może zabrakło im też doświadczenia. Z tego co widzę to są młodzi zawodnicy. Nie spotykałem ich ostatnio na parkietach pierwszoligowych czy wcześniej, grając w Pluslidze. Ciężko mi powiedzieć, czy są doświadczonymi zawodnikami czy nie. Na pewno było dużo nerwowości, dużo własnych błędów. Może przeważyło też jakieś szczęście. Podobnie jak my mieli piłki setowe w górze, które normalnie w czasie treningów czy meczy ligowych się kończy a po takiej przerwie, to szczerze mówiąc, bardziej serce chce, a nogi i ręce nie słuchają. Myślę, że zabrakło może jakiegoś treningu i, można powiedzieć, czucia piłki i boiska po obu stronach, dlatego ta gra była tak szarpana a zawodnicy popełniali proste błędy.

Dzisiaj mieliście okazje zobaczyć swojego ligowego rywala, beniaminka pierwszej ligi – Pekpol Ostrołęka. Informacje zebrane na ich temat na pewno będą przydatne w przyszłości.

– Dosyć dobrze znamy chłopaków z Ostrołęki. Sparowaliśmy z nimi kilka razy przed sezonem. Mamy nagranych ich na płytach. Myślę, że Pekpol traktuje turniej jako zabawę. Bynajmniej my mieliśmy takie założenia, żeby się bawić. Nie mieliśmy dokładnie jakiś założeń taktycznych, żeby grać coś w konkretnym ustawieniu. Po prostu przyjechaliśmy i graliśmy to, na co w chwili obecnej organizm nam pozwalał. Po takiej przerwie liczy się bardziej zabawa niż taktyka czy rozpisywanie przeciwnika. Akurat może gdyby to był jakiś inny zespół niż Pekpol to zapewne chcielibyśmy ich nagrać, zobaczyć, przeanalizować. Ale akurat tego przeciwnika mamy tak rozpisanego, że nie chce się już na nich patrzeć (śmiech).

Po 15. kolejce zajmujecie drugie miejsce w tabeli. Chyba tego się nie spodziewaliście…

– Wydaje mi się, że drugiego miejsca i prowadzenia, bo przez długi czas byliśmy liderem, a teraz utrzymania cały czas tak wysokiej pozycji , nie spodziewaliśmy się. Liczyłem, że będziemy się wahać gdzieś między 6 a 4 miejscem. Tak bynajmniej wydawało mi się na samym początku, gdy zobaczyłem poczynione transfery. Jednak mieliśmy super serię meczów bez porażek, co pozwoliło nam ustawić się dosyć wysoko w tabeli, przy dodatkowych potknięciach rywali. Myślę, że przyczyniło się również to, że inne zespoły, na samym początku sezonu, nie prezentowały tak wysokiej i równej formy. Dlatego na chwilę obecną zajmujemy drugie miejsce. Szczerze mówiąc zawsze druga runda jest trochę trudniejsza, bo, tak mi się wydaje, że nie dość, że my graliśmy dosyć równo to jeszcze zawodnicy i trenerzy trochę nas lekceważyli, bo przecież wiedzieli, że rok wcześniej Ślepsk był na ostatnim miejscu. Był beniaminkiem. Można też powiedzieć, że był taką czerwoną latarnią, która zamykała tabelę. Teraz można powiedzieć: odwrócić tabelę i Ślepsk na czele (śmiech). Wszyscy trochę byli tym zdziwieni. Teraz na pewno będą bardziej nas pilnować, uważać i może przygotowywać się do nas taktycznie. Dlatego też będzie nam trudniej. Ciężko będzie nam obronić tak wysoką pozycję. Ale będziemy się starać. Jednak na pewno będziemy zadowoleni jeśli będzie ta pierwsza czwórka. Ja chciałbym taki cel osiągnąć. Wiem, że wszyscy prezesi i trenerzy mówią o spokojnym utrzymaniu. A szczerze mówiąc, jeśli chodzi o utrzymanie, nie chce krakać, ale już na chwilę obecną jakoś sobie tam zapewniliśmy. Mamy dosyć dużą przewagę i wystarczy wygrać mecze u siebie z zespołami teoretycznie słabszymi. A wiadomo, żeby mieć jakąś motywację trzeba stawiać sobie wyższe cele. Moim celem jest pierwsza czwórka i o to będę walczył. Mam nadzieję, że Ślepsk zajmie tą pozycję na koniec sezonu.

W swojej karierze masz również występy, jak i sukcesy, w siatkówce plażowej. Zdradzisz dlaczego zamieniłeś „piasek" na halę ?

– Wpłynęło na to dużo czynników. Gdybym miał takie warunki jakie teraz są to zostałbym przy siatkówce plażowej. Szczerze mówiąc dawała mi ona wiele radości. A druga sprawa jest taka, że siatkówka plażowa jest bardziej indywidualna. Gra się tylko we dwójkę. Do partnera trzeba mieć stu procentowe zaufanie. Szczerze mówiąc więcej od ciebie zależy. Jest nas tylko dwóch na boisku. Zawsze jest tak, że dany przeciwnik, wybiera sobie kogoś na kogo gra w danym meczu . I można powiedzieć, że zdarzały się takie mecze, że przeciwnik wypatrzył sobie mnie i cały czas zagrywał na mnie, a raz było tak, że kolega z drużyny ciągnął cały mecz. O wiele więcej zależało od ciebie. Tak mi się wydaje, że to było takim decydującym czynnikiem dlaczego tak bardzo to lubiłem. Jeszcze przede wszystkim udało się osiągnąć jakieś sukcesy. Główną przyczyną dla której zrezygnowałem z plażówki na pewno było to, że, szczerze mówiąc, my dopiero zaczynaliśmy. Z tego co pamiętam i chyba tak jest, nie chcę skłamać, ale razem z Pawłem Nalikowskim zdobyliśmy pierwszy historyczny medal dla Polski, i rozwiązaliśmy ten worek juniorski do lat 20, bo wtedy zdobyliśmy ten medal. Dopiero po naszym sukcesie, można powiedzieć, Polska zaczęła zdobywać medale we wszystkich kategoriach wiekowych. Działacze zauważyli wtedy, że warto na to stawiać. Dopiero po dwóch latach zadecydowali, że otworzą taki ośrodek jaki jest w Łodzi (Szkoła Mistrzostwa Sportowego – przyp.red.). Chłopcy, którzy chcą się tam zrekrutować, pójdą w ślady tylko siatkówki plażowej. Druga przyczyna dla której zrezygnowałem to to, że klub w tamtym momencie był sceptycznie nastawiony, żebym grał jedenaście czy nawet dwanaście miesięcy z dwu tygodniową przerwą w siatkówkę. Nie znam do końca przyczyn dlaczego tak myśleli tamci ludzie. Może dlatego, że to są dwie różne dyscypliny. Uważam, że piłka halowa całkowicie różni się od siatkówki plażowej. W „plażówce" występuje inny naskok, technika, czy choćby poruszanie się. Schodząc z piasku człowiek potrzebował miesiąca, żeby przestawić się na formę siatkówki halowej. W momencie, gdy w Polsce kończy się sezon trzeba dobrze przygotować się fizycznie na kolejny. Po miesiącu, albo nawet po półtora miesiąca w Polsce, ludzie wchodzili już w sparingi. Jeśli na przykład trener wiązał z tobą jakieś nadzieje w których mówił, że jesteś potrzebny drużynie na hali, to ciężko mu było powiedzieć „dobra to jedź, graj przez półtora miesiąca baw się tam a przyjedziesz dopiero prosto na ligę." Wiadomo, że w takim momencie priorytetem jest po prostu hala. Tu płacą nam prezesi, tu mamy kontrakty zawodowe i z tego się utrzymujemy. W chwili obecnej, żeby utrzymać się z samej siatkówki plażowej trzeba zajść naprawdę wysoko. To był taki mój wybór, który, na chwilę obecną, musiałem podjąć. Trochę nie miałem innego wyboru. Jednak gdybym miał teraz taką możliwość , i takie warunki jakie stworzyła Polska, to wydaje mi się, że miałbym duży dylemat i nie wiem, czy nie wybrałbym siatkówki plażowej.

źródło: kps.siedlce.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-01-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved