Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Podsumowanie pierwszej kolejki Ligi Mistrzów

Podsumowanie pierwszej kolejki Ligi Mistrzów

fot. archiwum

Pierwsza kolejka Ligi Mistrzów okazała się bardzo ciekawa i przyniosła kilka zaciętych spotkań. Polskie zespoły rozpoczęły rozgrywki w tym pucharze ze zmiennym szczęściem. Blisko pokonania poprzedniego triumfatora LM była ekipa Friedrichshafen.

Grupa A
W grupie A było najmniej ciekawie. W obu przypadkach bardzo gładko wygrywali faworyci. Zenit Kazan nie dał żadnych szans francuskiemu As Cannes i bez straty seta ograł gospodarzy. Nawet na chwile nie stracił kontroli nad tym meczem. W każdym z setów do drugiej przerwy technicznej rosyjscy zawodnicy wypracowywali sobie znaczącą przewagę, którą utrzymywali do końca. W drużynie gospodarzy najwięcej punktów zdobył znany między innymi z występów we francuskiej kadrze Moreau Marien (18). W Zenicie atak rozkładał się bardziej zespołowo. Najlepiej punktowali Apalikow (12), Michaiłow (12) oraz Panteleymonenko (14). Jako ciekawostkę można podać, że Francuzi mieli więcej punktowych bloków niż specjaliści od tego elementu Rosjanie(11-8).

As Cannes – Zenit Kazań 0:3
(22:25, 20:25, 21:25)

Jak już pisałem wyżej drugie spotkanie wbrew zapowiedziom również nie było emocjonujące. Przed meczem „na papierze" obie drużyny wyglądały bardzo ciekawie. Bułgarom udało się stworzyć interesującą mieszankę doświadczonych graczy takich jak Portuondo, Iwanow E., Iwanow N., Stefanow. Niemcy w przeciwieństwie do Cska postawili w tym sezonie na młodszych graczy z dużym potencjałem takich jak Carroll, Tille, Kaliberda, Gunthor. Wspierać ich mają bardziej doświadczeni Kmet oraz Dos Santos. Tylko początek tego meczu był zacięty i lekką przewagę mieli przyjezdni. CSKA prowadziło w pewnym momencie 13:11. Jednak wtedy zawodnicy Generali wrzucili chyba wyższy bieg i wygrali w cuglach cały mecz, nie pozostawiając żadnych złudzeń bułgarskiej drużynie. W siatkarskim slangu określa się takie mecze „godzinka z prysznicem". To stwierdzenie idealnie oddaje przebieg spotkania. U gospodarzy najlepiej punktowali Carroll (14), Dos Santos (13) oraz Kmet (14). U gości natomiast najlepiej spisywał się Portuondo (11). Generali zdobyło 12 punktów blokiem przy tylko 5 blokach CSKA, do tego zaserwowali 7 asów przy zerowym dorobku gości w tym elemencie.



Generali Haching – CSKA Sofia 3:0
(25:18, 25:18, 25:14)

Grupa B
O wiele ciekawiej było w grupie B, w której mistrz Hiszpanii podejmował mistrza Włoch oraz mistrz Serbii podejmował mistrza Belgii. Cuneo nie spodziewało się chyba aż takich problemów z ograniem bądź co bądź europejskiego średniaka jakim jest Cai Teruel. Pierwszy set nie zwiastował niczego nadzwyczajnego. Gładkie zwycięstwo gości z Włoch. Wszyscy czekali na łagodny wymiar kary dla Hiszpanów. Nic bardziej mylnego. Teruel przypomniał sobie chyba mecz ze Skrą z poprzedniego roku, kiedy to wygrali na inauguracje 3:2. Zapomnieli o pierwszym secie i po dobrej grze wygrali dwa kolejne sety, stawiając w trudnej sytuacji Cuneo. Włosi zachowali jednak zimną krew. Wygrali gładko czwartego seta, a w tie breaku wypunktowali gospodarzy jak na mistrzów przystało. Nie zmienia to jednak faktu, że był to dobry i zacięty mecz. U  gospodarzy najlepiej punktowali Caceres (23), Batista (21) oraz Garcia-Torres (15). W ekipie gości natomiast prym wiedli Wijsmans (18), Parodi (14) i Nikołow (16). Mecz obfitował w dużą ilość punktowych bloków (Teruel – 14, Cuneo – 20).

CAI TeruelBre – Banca Cuneo 2:3
(16:25, 25:20, 25:23, 21:25, 12:15)

W drugim meczu grupy B Radnicki Kragujcevac podejmował belgijskie Noliko. Faworyt był jeden – Noliko. Większość z nas pewnie pamięta Serbów z meczów z tamtego roku, kiedy to Skra była z nimi w grupie. Nie zrobili wtedy na nikim dobrego wrażenia. W tym roku jest zaczyna się podobnie Pomijając tego jednego, wygranego przez Radnicki seta, był to mecz bez historii. Goście kontrolowali od początku do końca to spotkanie. W trzecim secie przyszło lekkie rozluźnienie, które zostało szybko „utemperowane" przez trenera. Dla gospodarzy najlepiej punktował Radovic (17), a dla gości Wounembaina (13). Noliko miało ogromną przewagę w bloku (17-7) oraz zagrywce (10-4).

Radnicki Kragujevac – Nolika Maaseik 1:3
(18:25, 16:25, 25:23, 19:25)

Grupa C
W grupie C posypało niespodziankami. Mało kto spodziewał się, że grecki Olympiakos tak gładko przegra z Czarnogórcami, czy że Jastrzębie ugra tylko jednego seta na własnym terenie ze słoweńskim Bledem. Mistrzowie Grecji tylko w pierwszym secie postawili trudne warunki Budvanskiej. Prowadzili nawet w końcówce 21:19, jednak przegrali na przewagi. Kolejne dwa sety to już dominacja gospodarzy i bezsilność przyjezdnych. Nie ma co ukrywać, że Olympiakos kadrowo różni się i to bardzo od tego Olympiakosu z poprzedniego sezonu. To widać na boisku i nie wróży to zbyt dobrze na następne mecze. Grecy oddali po błędach własnych aż 34 punkty, a w zamian otrzymali tylko 17 punktów. U gospodarzy najlepiej punktował Renovica (10) oraz Cupkovic (9). U przyjezdnych najlepiej spisał się Despaigne (16).

Budvanska Rivijera Budva – Olympiacos Pireus 3:0
(27:25, 25:21, 25:20)

W drugim meczu grupy C Jastrzębski Węgiel podejmował Bled Volley. Zapowiadano zacięty i ciekawy mecz. Takie też było to spotkanie. Mecz lepiej rozpoczęli gospodarze obejmując niewielką przewagę. Jednak goście szybko otrząsnęli się i rozpoczęli swój marsz po zwycięstwo. Wygrali pierwszego seta dość łatwo. W drugim Jastrzębie prowadziło do drugiej przerwy technicznej. Po niej goście znowu odjechali i do końca nie oddali prowadzenia. Jastrzębianie przegrywając 0:2 wzięli się do roboty. Z dużym impetem ruszyli do walki w trzecim secie. Prowadzili przez całego seta i zasłużenie go wygrali. Wszystko wskazywało na to, że będziemy oglądać piątego seta. Jastrzębie kontynuowało swoją dobrą grę do stanu 22:19. Wtedy coś się zacięło i po długiej końcówce na przewagi to zawodnicy Bledu cieszyli się z wygranego czwartego seta oraz meczu. U gospodarzy najlepiej punktowali Gasparini (22), Hardy (17) oraz Divis (17). U gości najlepiej spisał się duet Sket (19) i Jakopin (16).

Jastrzębski Węgiel – ACH Volley Bled 1:3
(22:25, 21:25, 25:21, 26:28)

Grupa D
W grupie D bardzo ciekawie zapowiadało się spotkanie włoskiego Trentino z niemieckim Friedrichshafen. Nieco mniej interesująco wypowiadano się o meczu Remat-Skra. Nie mylili się ci, którzy przepowiadali łatwe zwycięstwo polskiej ekipy z outsiderem tej grupy. Rumuni postawili ciężkie warunki tylko w pierwszym secie, kiedy to zdołali ugrać aż 23 punkty. Później było już tylko gorzej. Skra grała twardo i kontrolowała przebieg meczu. W trzecim secie dokonała już ostatecznej egzekucji i nie pozostawiła złudzeń „beniaminkowi" z Rumunii. U gospodarzy najlepiej punktował Nagy (20) oraz Geiger (13). W Skrze natomiast prym wiódł Novotny (16). Może cieszyć, że bełchatowianie oddali tylko 13 punktów po błędach własnych oraz dominowali na bloku.

Remat Zalau – Skra Bełchatów 0:3
(23:25, 21:25, 18:25)

Dużo ciekawszym spotkaniem okazał się mecz mistrzów z Włoch przeciwko mistrzom z Niemiec. Ci pierwsi zaczęli troszkę ospale i nie spodziewali się chyba takiego obrotu spraw. Niemcy dominowali we wszystkich elementach i zdecydowanie wygrali pierwszą odsłonę. W drugiej analogicznie górą byli Włosi. Mogło się wydawać, że po pierwszym nieudanym secie i „obudzeniu" się w drugim szybko przejdą do dalszej egzekucji. Niemcy jednak nie dawali za wygraną i po zaciętej walce wygrali trzecią odsłonę. Czwarty set był również bardzo wyrównany, nikt łatwo nie chciał oddać punktów. Włosi musieli się mocno natrudzić, żeby go wygrać. Jednak udało im się to i w piątym secie, decydującym o wszystkim, wykazali się chłodniejszą głową. Prowadzili w nim od początku do końca i wygrali bardzo ważny mecz. Spotkanie stało na wysokim poziomie i jest dobrą zapowiedzią ciekawej walki w tegorocznej edycji Ligii Mistrzów. U gospodarzy najlepiej punktowali Kaziyski (25) oraz Stokr (19). U przyjezdnych natomiast Bauer (21), Gontariu (20), Winters (15) oraz Jose Joao (15).

Trentino BetClic – VfB Friedrichshafen 3:2
(18:25, 25:18, 23:25, 25:22, 15:10)

Grupa E
Spotkania grupy E obok spotkań z grupy F okazały się najciekawszymi meczami w tej kolejce, patrząc całościowo na daną grupę. W obu meczach lepsi okazali się przyjezdni. O tyle w meczu Fenerbahce-Sisley można było się spodziewać, że Włochom uda się wygrać, to już w meczu Lokomotivu Biełogorod z francuskim Toursem śmiało można było „stawiać" na gospodarzy. Fenerbahce wzmocniło się znacząco w tym sezonie. Zakontraktowano Miljkovica oraz Marshalla, dwóch bombardierów. Jednak nawet oni nie zdołali pomóc w wygranej przeciwko Sisleyowi. Włosi oczywiście w swoim starym, niezniszczalnym składzie z Papim, Feiem, Horstinkiem oraz Fariną na czele. Pierwszy set był bardzo zacięty i toczył się praktycznie cały czas punkt za punkt. W końcówce lepsi okazali się goście. To bardzo podrażniło gospodarzy, bo w kolejnym secie nie dali większych szans przeciwnikom i do stanu 22:17 w trzecim secie dyktowali warunki. Wtedy Włosi ruszyli do odrabiania strat. Dobrze zagrywał Fei co utrudniało rozegranie i Miljkovic zaczął się mylić. Posłał piłkę dwa razy w out i raz został zablokowany. Po zaciętej końcówce na przewagi wygrali goście. W czwartym secie znów podrażnieni gospodarze grali bardzo dobrze, jednak w końcówce było trochę gorąco. Suma sumarum doprowadzili do piątego seta, którego rozpoczęli od 5:3. Później głos mieli już tylko Włosi, którzy wygrali tego seta do 10 i cały mecz 3:2. U gospodarzy najlepiej punktował oczywiście Ivan Miljkovic (28). U gości prym wiódł inny bombardier – Fei (22).

Fenerbahce Stambuł – Sisley Treviso 2:3
(23:25, 25:20, 23:28, 25:23, 11:15)

W Biełgorodzie niemiła niespodzianka dla gospodarzy. Tours, jak na najlepszą francuską drużynę, postawił bardzo twarde warunki. To spotkanie mogło być nieco bliższe polskim kibicom, gdyż Biełgorod to były klub Łukasza Kadziewicza, a w Toursie gra świetnie znany na polskich parkietach Rafael Redwitz. Mecz twardo zaczęli Francuzi i dyktowali warunki do stanu 23:30. Później rosyjskie niedźwiedzie się obudziły i odrobiły straty. Set zakończył się jednak wygraną gości. Druga partia była bardzo podobna do pierwszej, z tym że tym razem Rosjanom udało się odrobić stratę w końcówce i wygrać na przewagi. To dodało im skrzydeł i zaczęli grac tak jak się od nich oczekuje. W trzeciej odsłonie prowadzili już 18:13 i wtedy to Francuzi zdobyli osiem punktów z rzędu, wyszli na prowadzenie i do końca go już nie oddali. Czwarty set to gładka wygrana gospodarzy. O wszystkim miał zadecydować piąty set. Lepiej zaczęli go gospodarze, prowadzili 8:7. Później już tylko Tours grał. Szybkie kontry pozwoliły im wygrać seta do 10, a cały mecz 3:2. W drużynie gospodarzy najlepiej punktowali Muserski (32) i Chtiej (19). U gości najwięcej punktów zdobyli Ngapeth (20) i Konecny (22). Rosjanie dominowali w bloku (19-5). Jako ciekawostkę można dodać, że Muserski zagrał na nietypowej dla siebie pozycji atakującego i spisał się bardzo dobrze.

Lokomotiv Biełgorod – Tours VB 2:3
(23:25, 36:34, 23:25, 25:18, 10:15)

Grupa F
W grupie F grecki Panathinaikos podejmował u siebie rosyjskie Dinamo, a belgijski Knack grał z austriackim Tirolem Innsbruck. Mecze obfitowały w wiele emocji, zwrotów akcji i oba zakończyły się dopiero po pięciu setach. W Grecji lepiej mecz zaczęli gospodarze. Kontrolowali seta do stanu 21:17. Później Rosjanie się obudzili i po długiej końcówce wygrali seta na przewagi. W drugiej partii nie zwalniali tempa i szybko go wygrali. Potem stało się coś, czego nikt z obecnych na hali kibiców (a było ich aż 270) się nie spodziewał. Panathinaikos po słabym początku trzeciego seta zaczął odrabiać straty i dyktować warunki w tym meczu. Wygrał trzeciego i czwartego seta. W tie-breaku Grecy prowadzili na początku 5:3, jednak Rosjanie szybko wyszli na 8:7. Potem Panathinaikos miał nawet piłkę meczową w górze, lecz nie wykorzystał jej. Rosjanie swojej szansy nie zmarnowali i wygrali cały mecz 3:2. W ekipie gospodarzy najlepiej punktował Lappas (14). U gości Veres (20), Jakowlew (15) oraz Shcherbinin (15). Rosjanie oddali aż 35 punktów po błędach własnych.

Panathinaikos Ateny – Dynamo Moskwa 2:3
(28:30, 21:25, 27:25, 25:22, 15:17)

W Belgii można było obejrzeć kolejny zacięty mecz. Knack w swoim żelaznym i dobrze zgranym składzie grał z Tirolem, w którym gra nasz dobry kolega z Częstochowy – Toni Kankaanpaa. Goście od początku rzucili się do walki. Szybko objęli prowadzenie, którego nie oddali do końca. W drugim secie powoli zaczęli wracać do głosu gospodarze, którzy wygrali tę odsłonę. W trzeciej partii cały czas Knack dyktował warunki, jednak tylko do pewnego momentu. Mniej więcej po drugiej przerwie technicznej to Tirol zdobył kilka punktów z rzędu, objął prowadzenie i dowiózł je do końca. Czwartego seta gospodarze rozpoczęli z dużym impetem. Zaczęli grać bardzo dobrze i nie dawali dojść do głosu gościom. Knack wygrał dość gładko doprowadzając do piątego seta, w którym dokonał ostatecznej egzekucji. Było blisko niespodzianki, jednak gospodarze wykazali się większym opanowaniem i „wyciągnęli" wygraną. U gospodarzy najlepiej punktował Contreras (28) i Hoho (18). W drużynie gości najlepiej spisywał się Costa da Silva (32). Gospodarze dominowali na zagrywce(9-2), a goście na bloku (13-6).

Knack Randstad Roeselare – Hypo Tirol Innsbruck 3:2
22:25, 25:23, 22:25, 25:20, 15:9)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2010-11-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved