Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Paweł Papke: Swoją przyszłość wiązałem z Olsztynem

Paweł Papke: Swoją przyszłość wiązałem z Olsztynem

fot. archiwum

Paweł Papke to postać, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Atakujący, który zakończył karierę po sezonie 2009/2010 specjalnie dla Strefy Siatkówki zgodził się porozmawiać o sobie, o siatkówce, a także w obliczu wyborów samorządowych - o polityce.

Strefa Siatkówki: Jesteśmy właśnie w sali Szkoły Podstawowej nr 29, gdzie prowadzi pan zajęcia z dziećmi. Skąd pomysł na założenie szkoły siatkówki?

Paweł Papke: – Taki pomysł już się tlił, nie od wczoraj, nie od dziś, ale od około dwóch lat. Grałem w Rzeszowie, lecz byłem pewny, że nie zostanę w tym mieście. Swoją przyszłość wiązałem z Olsztynem, gdzie mam mieszkanie, gdzie urodził się mój syn a wkrótce urodzi się córka, więc wiedziałem, że w końcu tu osiądę. Pomysł założenia szkółki i szkolenia młodzieży miał na celu stworzenie alternatywy dla rodziców, by pokazać, że istnieje nie tylko piłka nożna, ale też inne sporty, jak siatkówka. Akurat Olsztyn jest wspaniałym miejscem jeśli chodzi o ten sport. Olsztyn siatkówką, szczególnie męską, bardzo mocno stoi, więc wszystko pozytywnie się złożyło.

Czy uważa pan, że Olsztyn jest miastem sprzyjającym siatkówce? Śmiało stwierdzę, że stracił ostatnimi laty bardzo dużo. Wspomnę tu chociażby o Memoriale im. Huberta Wagnera, a AZS z ligowego potentata stał się, nie ukrywając, outsiderem…



– Na pewno nie jest kolorowo. Brakuje nowoczesnej hali, na której mogłyby się odbywać turnieje na najwyższym poziomie oraz w której występowałaby nasza ligowa drużyna (AZS – przyp. red.). Natomiast jeżeli chodzi o AZS, kłopoty, które klub ten przeżywał trzy i dwa lata temu spowodowały, że wypadł on poza ligową szóstkę i zamiast walczyć o medale, bije się o utrzymanie. Należy jednak podkreślić, że mimo słabych ostatnio wyników, zainteresowanie siatkówką nie spada.

Kandyduje pan do Rady Miasta Olsztyna w najbliższych wyborach samorządowych. Czy Paweł Papke będzie inicjatorem zmian na „tak" dla olsztyńskiego sportu?

– Zaproszono mnie, żebym wspomógł jedną z partii i tak też uczyniłem. Jeżeli mieszkańcy zdecydują, że będę mógł brać udział w kształtowaniu środowiska sportowego tego miasta, będę bardzo dumny i zaszczycony. Na pewno dołożę wtedy wszelkich starań, by powstała duża, nowoczesna hala, a także wiele mniejszych, by zwiększyć dostępność sportu dla młodzieży. Mam także wiele innych planów, ale o tym przekonamy się później.

Przeglądając pana ulotkę wyborczą w oczy rzuca się hasło: „Blisko młodzieży. Z dala od polityki.". Chciałbym więc zapytać, co daje panu praca z młodzieżą? Czy nie wolał pan spróbować swoich sił jako trener siatkówki seniorskiej, jak chociażby Krzysztof Stelmach, czy Mariusz Sordyl?

– Po pierwsze praca z młodzieżą daje ogromną motywację, bo to naprawdę bardzo fajne zajęcie, chociaż nikt nie mówi, że lekkie. Cały czas uczę się, chociaż już wcześniej miałem okazję pracować z dziećmi. Podkreślam jednak jeszcze raz, że nie jest to łatwe, bo młodzież nie zawsze realizuje to, co założyliśmy, więc trzeba szukać wielu kompromisów, dostosowywać się. Jeżeli natomiast chodzi o drugą część pytania, to byłem bardzo zmęczony profesjonalną siatkówką i związanymi z nią wyjazdami, ciągłym stresem i pozostawaniem przez cały czas w linii odstrzału. Siatkówkę zacząłem trenować w wieku 11 lat, na poważnie wszedłem w siatkówkę, gdy miałem lat 18, więc cały czas pojawiał się stres oraz sytuacje nie do końca mi odpowiadające. To spowodowało, że miałem dosyć psychicznej presji, fizycznego wysiłku. Poza tym nigdy nie miałem zapędów, by zostać trenerem ekstraklasowym, jednak nie wykluczam tego. Zapragnąłem jednak poznać ten sport na powrót od podstaw, wrócić do korzeni, do sportu młodzieżowego.

Czyli nie żałuje Pan stosunkowo szybkiego zakończenia kariery? Słynny rocznik ’77 nadal święci triumfy na ligowych parkietach…

– Chłopcy powoli się wyłączają, jednak to jest prawo wieku, zmęczenie materiału ludzkiego, aczkolwiek mam ogromy szacunek dla tych, którzy w zeszłym roku w pięknym stylu zdobyli mistrzostwo Europy. Ja natomiast wiedziałem, że po ostatnim sezonie nie będę uprawiał wyczynowo siatkówki, tym bardziej, że miałem trochę kłopotów w moim ostatnim klubie, głównie z trenerem, który zniechęcił mnie w dużym stopniu do siatkówki na najwyższym poziomie.

Czuje się pan siatkarzem spełnionym?

– Na arenie krajowej – na pewno tak. Były lata, kiedy wspólnie z kolegami z klubu zdobywaliśmy medale i graliśmy cały czas o najwyższe laury. Na arenie międzynarodowej też pojawiło się parę sukcesów, jednak zabrakło chociaż jednego medalu do uwieńczenia kariery seniorskiej. Na pokolenie Wlazłego i Winiarskiego zabrakło natomiast zdrowia. Myślę jednak, że to normalna kolej rzeczy. Miałem kilka swoich szans, jak choćby mistrzostwa świata, Europy, czy kwalifikacje olimpijskie. Być może po prostu moje możliwości były niewystarczające, by nasza drużyna sięgnęła po jakikolwiek medal…

Jak oceni pan tegoroczne szanse zespołów, z którymi był pan w przeszłości związany? Wielu mówi o odbudowaniu potęgi „starego Mostostalu"…

– Niestety nie da się ukryć, że wszyscy pozostają w cieniu Bełchatowa i myślę, że w tym sezonie się to nie zmieni. Na przestrzeni ostatnich kilku lat bardzo ciężko się z nim ścigać, bo szeregi Skry zasilili najlepsi polscy zawodnicy. Natomiast jeśli chodzi o ZAKSĘ, to widać, że prezes Pietrzyk próbuje wrócić do lat medalowych, po kilku latach totalnej katastrofy, kiedy musiano się zadowalać czwartym miejscem, czyli tak zwanymi siatkarskimi burakami, lub w ogóle walczyć o utrzymanie. Rzeczywiście, udało mu się stworzyć naprawdę dobry zespół, któremu życzę powodzenia i mam nadzieję, że w końcu wskoczy na ligowe podium. Co do Resovii, prezes Góral od początku podkreślał, że chce stworzyć prawdziwy polski zespół, jednak Polacy są tu tylko tłem i dodatkiem do obcokrajowców. Niestety życie pokazało więc, że wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Oczywiście nie mam nic przeciwko obcokrajowcom, ale limity są już mocno naciągane. Jeśli natomiast chodzi o AZS Olsztyn to serce zawsze jest z Olsztyniakami, jednak rozum podpowiada, że będą mieli duże kłopoty. Ich gra o medale właściwie już się skończyła. Należy zastanowić się, co zrobić, by chłopaki spokojnie utrzymali się w lidze.

Co myśli pan o nowym systemie rozgrywek PlusLigi? Dzięki niemu dwa najlepsze zespoły mogą się spotkać teoretycznie aż 9 razy…

– Jako były zawodnik i kolega, naprawdę współczuję. Reprezentantom Polski, którzy stoczyli dodatkowo 30 – 40 pojedynków współczuję podwójnie, ponieważ może się to źle skończyć. Może się to skończyć poważnymi kłopotami zdrowotnymi, może nie teraz, nie za trzy miesiące, ale za rok, za dwa mogą posypać się całkowicie. Jako kibic oczywiście cieszę się, że meczów będzie trochę więcej, jednak duże tempo sprawia, że nie stoją one często na najwyższym poziomie, jak byśmy oczekiwali. Szkoda tylko, że wszystko odbywa się kosztem zdrowia zawodników. Sezon pokaże czy system ten jest faktycznie dobry. Myślę jednak, że będzie o wiele mniej spotkań bez stawki, co zdarzało się w poprzednich sezonach.

Na zakończenie poproszę o typy na najbliższą kolejkę…

Skra – Pamapol 3:0
Resovia – Delecta 3:1
ZAKSA – AZS Częstochowa 2:3
Jastrzębski Węgiel – AZS Olsztyn 3:1 (wywiad odbył się przed meczem, więc trafny strzał)

* Rozmawiał Miłosz Karbowski (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2010-11-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved