Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Daniel Castellani: Żałuję pewnych decyzji

Daniel Castellani: Żałuję pewnych decyzji

fot. archiwum

Od wczoraj Daniel Castellani nie jest już selekcjonerem reprezentacji Polski siatkarzy. Z Argentyńczykiem rozwiązano umowę za porozumieniem stron. Specjalnie dla "PS" Castellani zgodził się opowiedzieć o przyczynach swojego odejścia.

Mogliśmy szukać innego rozstrzygnięcia, ale Daniel zachował się honorowo – powiedział menedżer trenera Jakub Malke.

Czy spodziewał się pan takiego zakończenia pracy z reprezentacją Polski?

Daniel Castellani (były selekcjoner reprezentcji Polski) – Szczerze mówiąc, mogłem się spodziewać. Przyjeżdżając do Polski wiedziałem, że bycie selekcjonerem kadry siatkarzy przypomina siedzenie na gorącym krześle, na tykającej bombie zegarowej. Nigdzie indziej nie ma takiej miłości do siatkówki jak u was, ale ona, niestety, czasami jest śmiercionośna. We Francji, Niemczech, czy Włoszech, ludzie dopuszczają możliwość porażki. W Polsce wszystko jest inne, bo macie słabych piłkarzy.



A co mają piłkarze do siatkówki?

Tylko siatkarze mogą coś zdziałać, piłkarze giną w przeciętności.

Po pańskim odejściu została spalona ziemia. Siatkarze mogą zacząć równać do futbolistów…

Przerwano mi w połowie drogi, miałem pracować cztery lata. Chciałem zbudować i zostawić po sobie system. To się nie udało, ale nie zgodzę się, że została tylko spalona ziemia. Ta drużyna dostała coś ode mnie.

Czyli nie będzie tak przeciętna jak piłkarze?

Nie wygłupiajmy się! Nasza, przepraszam, nie powinienem już tak mówić – wasza reprezentacja – jest silna. Można ją porównać do Bartka Kurka.

Czyli?

– Bartek ma ogromny potencjał, ale ciągle nie jest jak Brazylijczyk Dante, który błyszczy w Lidze Mistrzów czy na mundialu.

Mariusz Wlazły, Michał Winiarski i inni leczący urazy powinni zostać w domu, nie jechać na mundial?

– Gdybym wtedy miał wiedzę, którą teraz posiadam, zmieniłbym zdanie. Postawiłbym tylko na zdrowych. Ale proszę mnie zrozumieć, ja miałem świadomość, że we Włoszech będę potrzebował ich wszystkich. Myślałem, że są nam niezbędni, by wygrać mundial.

Czyli bał się pan nie zabrać gwiazd do Włoch?

– Nie, nie stchórzyłem. Po prostu przyjąłem złą taktykę. Powinienem zasuwać z grupą, która była w pełni sprawna, a ewentualnie dołączyć później tych, którzy zdążyliby się wyleczyć. To bym zmienił, gdybym mógł cofnąć czas. Dlatego mówię, że żałuję pewnych decyzji.

Na mundialu wyglądało jednak, że problemem był nie tylko dobór zawodników. W starciach z Brazylią i Bułgarią byliśmy rozbici. Dlaczego nawet pan na nich nie krzyknął? Przecież mundial wymykał nam się z rąk?

– Pewnie, że byłem na nich zły. Ale wie pan, czasami trzeba walnąć pięścią w stół, opieprzyć. Ale nie tym razem. We Włoszech drużyna była tak spięta, że gdybym na nich krzyczał, to pewnie by pouciekali. Nie udało mi się jednak do nich dotrzeć.

Dlaczego tak się stało?

– Problem zaczął się w momencie, gdy wygraliśmy z Serbami.

Problem po wygranym meczu?

– Gdy wygraliśmy z Serbami stało się jasne, że trafiamy na Brazylię i Bułgarię. Wtedy coś w chłopakach pękło. W autokarze panowała dziwna atmosfera. Niby wygraliśmy, ale nikt się nie cieszył.

Czyli zawodnicy liczyli, że każe im pan kombinować, dzięki czemu trafilibyśmy na słabszych rywali? A pan kazał im wygrać…

– Nie kazałem, powiedziałem tylko kilka zdań.

Więcej znajdziesz w sobotnim „Przeglądzie Sportowym"

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-10-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved