Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Tomasz Kowalczyk zakończył siatkarską karierę

Tomasz Kowalczyk zakończył siatkarską karierę

fot. archiwum

- Jak się kocha to, co się robi, i robi się to przez 21 lat, to nie ma w takiej chwili twardzieli. Serducho bolało, jeszcze boli - mówi Tomasz Kowalczyk, który postanowił zakończyć siatkarską karierę - Nigdy nie zdobyłem mistrzostwa Polski, taka zadra w sercu.

Tomek, urodziłeś się w Olsztynie. Przeszło 12 lat swojej siatkarskiej kariery spędziłeś w AZS Olsztyn. Z tą drużyną spadałeś z I ligi, awansowałeś do niej, zdobywałeś wicemistrzostwo Polski, walczyłeś o utrzymanie… Co przychodzi ci na myśl, gdy słyszysz: AZS Olsztyn?

Tomasz Kowalczyk:To było 12 lat w pierwszej drużynie, ale jeszcze 5 lat grałem w drużynach młodzieżowych. Całkiem niezły wynik (śmiech). Można by powiedzieć, że szkoda tych czterech lat spędzonych w Warszawie. I nie dlatego, że to była Politechnika Warszawska, tylko dlatego, że moim młodzieńczym marzeniem było granie tylko dla Olsztyna. AZS Olsztyn to jest firma i tutaj na Warmii i Mazurach nie ma drugiej podobnej. To jest kawał mojego życia, mnóstwo wspomnień: radości, wzruszeń, ale też i rozczarowań, smutku.

O rozczarowania i smutki zapytam później. Powiedz, czy na przestrzeni tych wszystkich lat siatkówka zmieniła swoje oblicze? Jak zmienił się olsztyński AZS?



Zmieniła się, i to naprawdę w ogromnym stopniu. Zaczynając od samej gry, taktyki, przepisów, a kończąc na całej oprawie, organizacji, budżetach, olbrzymim wzroście popularności wśród kibiców. Sam AZS również skorzystał na dobrej koniunkturze na siatkówkę. Jak zaczynałem grę w pierwszym zespole i ktoś chciałby się wtedy założyć, że za 20 lat w AZS-ie będą grali obcokrajowcy i w dodatku będą jeździli nowymi Mercedesami, śmiało postawiłbym swoją rękę na: „to niemożliwe"… No i bym teraz chodził bez ręki (śmiech). To jest temat na inną i to bardzo długą pogadankę o tym, jak to się wszystko pozmieniało. Ale uważam, że w każdym okresie tych zmian potrafiłem się jakoś odnaleźć i coś pozytywnego wnieść do drużyny.

W 2004 r. przeniosłeś się do Warszawy. Jak wspominasz czas spędzony w stolicy?

Przeniosłem się do Politechniki tylko dlatego, że w Olsztynie nikt mnie wtedy nie chciał. Mało tego, nawet nie było odważnego, żeby ze mną o tym porozmawiać. A że Warszawa jest blisko, grała w PLS-ie, no to skorzystałem. Był to naprawdę bardzo interesujący okres mojego grania, dużo z niego wyniosłem. Ciekawe doświadczenie.

Po czterech sezonach wróciłeś do Olsztyna i do gry w AZS-ie. Z jakimi nadziejami powracałeś do rodzinnego miasta? Przypomnijmy, że wracałeś, gdy olsztyński AZS borykał się z problemami finansowymi.

Bardzo się cieszyłem, że znowu będę w domu, w AZS-ie. To był taki powrót do macierzy (śmiech). A co do sytuacji w tamtym czasie w klubie, to – jak pokazuje historia – zawsze ten klub w takich momentach ratowali wychowankowie. Niestety, gdy sytuacja się trochę poprawiała, stawali się zbytecznym ogniwem. Mimo zapowiedzi zbyt wiele w tym temacie się nie zmieniło, a szkoda.

Przed sezonem 2010/2011 nie przedłużono z tobą umowy. Długo się wahałeś, aby zawiesić siatkarskie buty na kołku? Co czułeś?

Obserwując to, co się działo przez cały poprzedni sezon, czułem gdzieś w głębi duszy, że już nie będę potrzebny. Chociaż też gdzieś tam tliła się mała iskiereczka nadziei. Ale wiedziałem, że albo zostanę w AZS-ie, albo to już koniec. Co się czuje w takiej sytuacji? Hmm, jak się kocha to, co się robi, i robi się to przez 21 lat, to nie ma w takiej chwili twardzieli. Serducho bolało, jeszcze boli.

Jaki był najtrudniejszy moment w twojej siatkarskiej karierze? Co Ci się nie udało na przestrzeni tych lat?

Najtrudniejsze momenty to dwa spadki o klasę rozgrywkową niżej oraz przenosiny do Warszawy. Co mi się nie udało? Nigdy nie zdobyłem mistrzostwa Polski, taka zadra w sercu.

A co wspominasz najmilej? Co uważasz za swój największy sportowy sukces?

Zdecydowanie najmilej wspominam atmosferę, jaką sami potrafiliśmy stworzyć w drużynie, z tej atmosfery AZS zawsze słynął. A do moich sukcesów należy wicemistrzostwo Polski, finał Pucharu Polski i awans do I ligi.

Co dalej? Ostatnio można cię zobaczyć na ekranach telewizorów. Dziennikarstwo to tylko epizod, zabawa, czy też traktujesz to poważnie i zamierzasz na dłużej związać się z mikrofonem?

A to ciekawe! Na ekranach telewizji? Raczej ustawiam się tak, żeby mnie nie było widać (śmiech). A tak poważnie, to na razie się uczę, a co z tego wyniknie, czas pokaże. Nie jest to takie proste.

Jak uważasz – na co stać drużynę AZS-u Olsztyn w nowym sezonie?

Myślę, że chłopaki się rozkręcą. Trzeba dać im szansę. W zeszłym sezonie zaczęliśmy od pierwszych trzech meczów przegranych. W tym mamy tylko jeden (śmiech). Przecież noszenie na piersi AZS-owskiego gryfa do czegoś zobowiązuje.


Mariusz Sordyl: – Tomek ma dobre poczucie humoru i jest znawcą polskich tekstów filmowych. Na pewno jest to typ walczaka, ambitny chłopak. Przez ostatnie dwa lata sporo pracy włożył w to, aby pomóc drużynie nawet jeżeli ostatnio grał mniej. Chciałem mieć takiego zawodnika w zespole i na pewno tutaj był dobrym duchem drużyny.

Leszek Urbanowicz:Z Tomkiem grałem w jednej drużynie. Pamiętam jak wspólnie w 1999 roku walczyliśmy o awans do I ligi. Ile radości mieliśmy gdy pokonaliśmy Skrę Bełchatów. Tomek zawsze lubił ekspresyjnie wyrażać radość. Kibice go uwielbiali i nadal pałają do niego ogromną sympatią. Nic dziwnego – zawsze uśmiechnięty, życzliwy i miły w stosunku do drugiej osoby. Świetny kumpel i bardzo dobry środkowy. Tomek, to jeszcze ta stara siatkarska szkoły. Miałem okazję również prowadzić Go jako II trener. Naszą współpracę będę długo wspominał jako wzorową. Zarówno wtedy gdy sam był młodym siatkarzem, jak i teraz – kiedy wielu młodych siatkarzy mogłoby uczyć się od niego wielu pożytecznych cech.

Paweł Siezieniewski: O Tomku mogę mówić naprawdę w samych superlatywach. Znamy się dobrych parę lat. Poznałem Go kiedy przyszedłem do AZS-u jako junior, Tomek już wtedy grał. Później nasze drogi się przeplatały. Tomek był dobrym duchem tego zespołu, jednym z bardziej doświadczonych zawodników . Na pewno brakuje Go. W ostatnim sezonie dzieliłem z nim pokój na wyjazdach. Bardzo Go cenię jako zawodnika i człowieka. Podobało mi się jego podejście do pracy. Zawsze był takim wzorem do naśladowania dla młodszych siatkarzy. Powtórzę jeszcze raz – Tomek jest super człowiekiem i gdybyśmy się otaczali takimi osobami jak on to na pewno żyłoby się nam łatwiej. Nigdy się na nim nie zawiodłem. Warte podkreślenia jest to, że Tomek grał w AZS przeszło 12 sezonów i prawie 5 lat w grupach młodzieżowych. Jest to wynik godny odnotowania, bo w dzisiejszych czasach raczej się już nie obserwuje takiego przywiązania do barw klubowych.

Rozmawiała Marta Panasiuk – azsuwmolsztyn.com.pl

źródło: azsuwmolsztyn.com.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-10-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved