Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Artykuły > Kombinować każdy może – jeden lepiej, drugi gorzej…

Kombinować każdy może – jeden lepiej, drugi gorzej…

fot. archiwum

Mecz Brazylii z Bułgarią rozegrany podczas włoskiego mundialu przejdzie do historii... niechlubnej historii światowej siatkówki. Najlepsza drużyna ostatnich lat zaprzeczyła wszelkim regułom fair-play, ale i w dobitny sposób obnażyła reguły wymyślone przez Włochów.

Biało-czerwonym po mistrzostwach świata pozostało wielkie rozczarowanie, bowiem nie znaleźli się oni nawet w czołowej dwunastce turnieju. Może podopieczni Daniela Castellaniego formą nie zachwycili, może zawiedli siebie i tysiące polskich kibiców, ale jednego odmówić im nie można – mają czyste sumienie po włoskim kabarecie. Nasi zawodnicy nie chcieli kalkulować, walczyli uczciwie o zwycięstwo w każdym spotkaniu i chyba to był błąd, a może nawet siatkarski grzech śmiertelny. Formuła wymyślona przez gospodarzy nie pozostawia złudzeń. Mistrzostwa świata nie zdobędzie zespół, który bije się w każdym meczu o każdą piłkę, ale zwycięzcą mundialu będzie drużyna, która wykaże największe zdolności w kombinowaniu! Serbowie kalkulowali w pojedynku z biało-czerwonymi, Francuzi podłożyli się Argentyńczykom, Rosjanie oddali wygraną Hiszpanom – po co? Po to, by trafić na słabszych przeciwników w kolejnej rundzie. Turniejowy system wymyślony przez Włochów nagradza przegranych, a wygranych karze – ile to ma wspólnego ze sportową rywalizacją? Niech każdy na to pytanie sobie sam odpowie…

Teraz pewnie wiele zespołów śmieje się z naiwnych Polaków, którzy honorowo chcieli walczyć od początku do końca. A przecież po wysoko wygranym spotkaniu z Kanadą, wystarczyło w tie-breaku podłożyć się Niemcom i zaprezentować antysiatkówkę w pojedynku z Serbami. Wówczas w kolejnej fazie turnieju podopieczni Daniela Castellaniego zmierzyliby się z gospodarzami oraz ekipą Portoryko. Pewnie nasi kibice by troszkę popsioczyli, że biało-czerwoni kalkulują, gazety też by swoje napisały, ale nasi siatkarze nadal graliby w turnieju, graliby z widokiem na półfinał. A zwycięstwa nad zawodnikami Raula Lozano i Serbami sprawiły, że Polacy dostali nagrodę w postaci rywalizacji w grupie śmierci z Brazylią i Bułgarią. Teraz możemy sobie jasno powiedzieć, iż nawet okazanie wyższości nad tym drugim zespołem nic by nam nie dało, ponieważ pojedynek mistrzów świata z podopiecznymi Prandiego okazał się być siatkarskim teatrem, szkoda, że żenującym teatrem.

Już przed spotkaniem wiadomo było, że obie ekipy mogą kombinować, ale chyba nikt nie spodziewał się takiej postawy Brazylijczyków. Najlepsza drużyna ostatnich lat powinna dawać przykład innym zespołom jak gra się w siatkówkę. Mimo, że wszyscy „Kanarkowi" zapowiadali, iż będą walczyli fair-play, to jednak w końcu dali się uwieść turniejowej kalkulacji. Z jednej strony wynikała ona z tego, że podopieczni Rezende w kolejnej fazie nie chcieli ponownie trafić na Kubę, z którą już raz na tym mundialu przegrali, zaś z drugiej strony perfekcyjnie obnażyli system wymyślony przez gospodarzy, system, który ma dać medal Włochom. Taka sytuacja sprawiła, że wielu kibiców na świecie tylko czeka, aby „Azzurrim" podwinęła się noga w spotkaniu z USA lub Francją, bo wówczas misternie budowana przez gospodarzy strategia runie niczym domek z kart. Wówczas włoskie marzenia o medalu prysną niczym bańka mydlana. Ten czempionat był, jest i będzie skażony kombinatorstwem, ale żeby chociaż trochę sprawiedliwości stało się zadość, to Włosi chyba powinni wylądować poza czołową czwórką. Już i tak wiele zrobili, by o siatkarskim mundialu nie mówiło się w kontekście emocjonujących pojedynków i klasowych zagrań, ale o wstydzie, skandalu, żenadzie i kompromitacji…



Włoscy kibice wygwizdali „Kanarkowych" podczas starcia z Bułgarią – tylko przeciwko czemu oni tak naprawdę protestowali? Przeciwko mistrzowskiemu cyrkowi odstawianemu przez Brazylijczyków? Przeciwko temu, że to podopieczni Bernardo Rezende mogą teraz stanąć „Azzurrim" na drodze do upragnionego medalu? A może przeciwko „garniturowcom" z FIVB, którzy przepchnęli takiego systemowego gniota dopuszczającego kombinatorstwo i nieuczciwą grę? Bez względu na to jak głośno by włoscy kibice nie gwizdali, to i tak obecnie najwięcej powodów do zadowolenia mają właśnie oni. Gospodarze nie dość, że nie przegrali jeszcze żadnego meczu, to w dodatku pokonali takie tuzy światowej siatkówki jak chociażby: Iran, Japonia, Egipt czy Portoryko. Z pewnością biało-czerwoni nie sprostaliby tak silnym i wymagającym przeciwnikom. Ale Polaków już w Italii nie ma, więc jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Teraz pozostaje nam trzymać kciuki np. za Czechów, którzy nie kalkulują, tylko walczą na tyle, na ile ich stać. Poza tym szyki wszystkim kombinatorom może pokrzyżować Kuba, która choć ostatnio uległa Serbii, to wcześniej pokazała się z dobrej strony. Jeśli mistrzostwo zdobędą podopieczni Blackwooda, to niejako sprawiedliwości stanie się zadość. Gorzej gdy na najwyższym stopniu podium stanie Brazylia, Rosja, Włochy lub Serbia. Czy wówczas sukces będzie miał smak prawdziwego zwycięstwa czy może smak skandalu, oszustwa, obłudy i kalkulacji?

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Artykuły, mistrzostwa świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2010-10-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved