Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Andrew Pink: Kariera sportowca nie trwa długo

Andrew Pink: Kariera sportowca nie trwa długo

fot. archiwum

- Od trzech lat wstępuję w europejskich klubach. Byłem więc już „jedynym Anglikiem" w Grecji, Włoszech i w Niemczech. Wynika to z tego, że siatkówka nie jest w Wielkiej Brytanii sportem popularnym - mówi siatkarz Ślepska Suwałki, Andrew Pink.

Jesteś pierwszym Anglikiem grającym w polskiej drużynie siatkarskiej, a oprócz Litwina Jonasa Rakickasa także jedynym obcokrajowcem w „Ślepsku", jak sobie z tym radzisz?

Pod względem kibiców nie może się równać z piłką nożną czy krykietem. Ostatnim razem, kiedy graliśmy u siebie, na widowni zasiadło tylko trzydzieści osób. Taki stan rzeczy przekłada się też na wysokość funduszy przeznaczanych na siatkówkę, jest ich ciągle za mało. Oprócz mnie, do europejskich drużyn trafiło jeszcze trzech chłopaków z Anglii. Wszyscy mamy nadzieję nauczyć się jak najwięcej i tymi doświadczeniami oraz stylem gry, udowodnić brytyjskim kibicom jak emocjonującą dyscypliną jest siatkówka. Jeśli chodzi o mnie, zdaję sobie sprawę, że nie jestem wybitnym siatkarzem i nie zarobię na tym sporcie milionów, jest to bardziej szansa na zwiedzenie świata, poznanie innych kultur i ludzi. Tym bardziej, że kariera sportowca nie trwa długo. Możesz uważać się za szczęściarza, jeśli grasz po trzydziestce.

Podczas swoich rocznych kontraktów we Włoszech i Grecji zdołałeś poznać ich kulturę i opanować język?



Nauczyłem się włoskiego, czemu przysłużyło się to, że mówię po hiszpańsku. Z greckim miałem większe problemy. Jest to język, którego trudno się nauczyć bez niczyjej pomocy. Nie możesz sięgnąć po gazetę i zacząć powoli rozszyfrowywać znaczenia wyrazów. Utrudnia to alfabet. Nauczyłem się podstaw, ale nigdy nie powiedziałbym o sobie, że mówię po grecku. Zanim pojadę do kolejnego kraju staram się zrobić małe rozeznanie, czyli poczytać o zwyczajach i opanować jakieś słownictwo.

Próbowałeś nauczyć się języka polskiego, jeszcze przed przyjazdem tutaj?

Nie miałem na to czasu. Decyzja o wyjeździe do Polski zapadła dwa tygodnie wcześniej. Niemal do ostatniej chwili byłem na zgrupowaniach reprezentacji w Tunezji i Egipcie. Będąc w drodze, nie miałem czasu sięgnąć do książek, aby trochę sobie przyswoić język polski. Jak do tej pory nie poznałem zbyt wielu słów, raczej te związane z siatkówką. Zdarza mi się wiele zabawnych sytuacji. Czasami, kiedy rozliczenie się przy kasie w sklepie zajmuje mi więcej czasu niż innym klientom, a za moimi plecami ustawia się kolejka zniecierpliwionych, słyszę jak ktoś mówi: „To ten siatkarz z Anglii". To rozładowuje napięcie i wszyscy okazują sporo wyrozumiałości.

A jak wygląda komunikacja między tobą, a trenerem i innymi zawodnikami?

Kilku zawodników mówi dobrze po angielsku, także drugi trener. Pomagają mi zrozumieć ważniejsze kwestie dotyczące drużyny. Myślę, że mam dobry kontakt ze wszystkimi chłopakami. Do tego niepotrzebna jest znajomość polskiego czy angielskiego.

Dla „Ślepska" grasz od miesiąca. W tym czasie drużyna kilka razy wygrała, ale zaliczyła też kilka porażek. Jaka panuje wśród was atmosfera?

To jedna z zalet nieznajomości języka, nie mam pojęcia jakie po przegranym meczu padają słowa (śmiech). Robię, co w mojej mocy, aby podnieść kolegów na duchu. To dopiero początek sezonu, trener chce dać każdemu z nas szansę zagrania. Czasami ważniejsze jest przegrać niż wygrać. Z porażek możemy wyciągnąć wnioski, czegoś się nauczyć. Być może myślisz sobie: „gram tak świetnie", a rzeczywistość jest inna. Jest to szansa na dopracowanie elementów, które niekoniecznie dobrze wychodzą. W każdym razie wierzę, że ten sezon będzie dla nas naprawdę udany.

Ostatni weekend był dla zawodników wolny od treningów i turniejów, jak spędzasz wolny czas?

Przede wszystkim trzeba odpocząć i zregenerować siły. Innymi słowy; oglądałem sporo filmów i telewizji. Lepiej nie oddawać się szaleństwom na dyskotece, czego i tak nie robię.

W kwestionariuszu na stronie internetowej „Ślepska" wpisałeś, że lubisz czytać książki, jakie są twoje ulubione?

Nie mam zbyt wybujałej wyobraźni, więc sięgam raczej po literaturę faktu. Lubię książki historyczne, dotyczące wydarzeń, które naprawdę miały miejsce.

Od jakiegoś czasu w cyklu treningowym „Ślepska" pojawił się nowy element – aerobik. Jest to zwykła część ćwiczeń dla siatkarzy?

Każdy klub ma swoje sposoby na formę zawodników. W reprezentacji nie mamy na to czasu, natomiast w drużynie jest to ciekawe. Rutyna zabija ducha sportu, dlatego przydaje się każde urozmaicenie. Wiadomo, że wykonywanie cały czas tego samego zestawu ćwiczeń, po jakimś czasie staje się nużące. Poza tym, aerobik pomaga podbudować drużynę także w inny sposób. A właściwie rozbawić. Na początku strasznie się z siebie nawzajem podśmiewaliśmy, ale teraz jesteśmy już po kilku zajęciach i zachowujemy jako taką powagę.

Wkrótce masz się przeprowadzić do Suwałk, ale na pewno trochę już sobie obejrzałeś nasze miasto. Jakie było twoje pierwsze wrażenie?

Szczerze mówiąc nie widziałem jeszcze zbyt wiele. Większość czasu spędzam na hali sportowej, ale raz wybraliśmy się do restauracji. Opierając się tylko na tym, co widziałem do tej pory, mogę powiedzieć, że Suwałki to urocze miasto. Po memoriale Józefa Gajewskiego, wiem też, że macie tu naprawdę zapalonych kibiców siatkówki. I to jest coś godne pozazdroszczenia.

Grałeś w kilku europejskich drużynach, brałeś udział w turniejach na całym świecie. Takie życie oznacza ciągłe wyjazdy, nie jest ci trudno znosić ciągłe rozstania z rodziną?

Można się do tego przyzwyczaić. Większość mojej rodziny mieszka w Chicago, a ja już w wieku osiemnastu lat wyjechałem na studia do Nowego Jorku. I od tego czasu nie byłem w domu zbyt częstym gościem. Jestem właściwie takim włóczykijem, który ze swoją walizką przemierza świat. Moim domem jest teraz Londyn, gdzie mieszkam ze swoją tamtejszą rodziną. Łatwiej jest wsiąść do samolotu i wrócić tam, niż przemierzać pół świata, żeby dotrzeć do Ameryki.

Czujesz się bardziej Brytyjczykiem czy Amerykaninem?

Zdecydowanie Brytyjczykiem i było tak, od kiedy pamiętam. Jeszcze mieszkając w Ameryce oglądałem w telewizji krykiet, piłkę nożną, podczas gdy moi koledzy w ogóle nie wiedzieli, na czym te sporty polegają. Lato zawsze spędzaliśmy w Londynie. Mój ojciec, który jest Anglikiem, pracował w Stanach, więc dlatego tam mieszkaliśmy. Ja po skończeniu studiów na dobre przeniosłem się do Anglii i od tego czasu nie byłem w Ameryce dłużej niż tydzień.

Twój tata był biegaczem, wpłynęło to na twoją decyzję, żeby ze sportu uczynić tak ważną część twojego życia, a może tata cię do tego namawiał?

Nie, nigdy mnie do niczego nie namawiał ani zmuszał. Moja siostra biegała wyczynowo jeszcze na uniwersytecie. Chyba właśnie widząc jak tata wykonuje swój trening uznaliśmy, że jest to alternatywa dla bezmyślnego oglądania telewizji i tycia. Zanim „odkryłem" siatkówkę grałem w amerykańskie sporty, takie jak baseball, chyba tylko dlatego, że robili to wszyscy dookoła. Rzuciłem to dość szybko. Potem próbowałem też swoich sił w piłce nożnej, tenisie i koszykówce. W siatkówkę zacząłem grać, kiedy miałem szesnaście lat.

Jesteś jedną z „twarzy" promujących Igrzyska Olimpijskie 2012 w Londynie. Jak się to stało i czy masz w związku z tym jakieś obowiązki?

Wielkiej Brytanii poszło naprawdę świetnie w Pekinie, mogliśmy pochwalić się wieloma medalami. Ale nadal są dyscypliny, w których nie mamy żadnych sukcesów. Do nich należy m.in. siatkówka. Chyba dlatego postanowiono ją promować. Wydaje mi się, że jest to wymarzony sport dla Brytyjczyków. Grać można przez cały rok w hali, warunki pogodowe nie mają znaczenia. Siatkówka w Wielkiej Brytanii czeka na swoje pięć minut, nie można jej nawet obejrzeć w telewizji, zatem kiedy ludzie zbiorą się na meczu nie bardzo wiedzą jak mają się zachować. Siedzą więc cicho obserwując grę. Latem planujemy serię meczy i ćwiczeń, które – mam nadzieję – otworzą niektórym oczy. I chyba o to chodzi w tej całej promocji. Nie o konkretną osobę, ale o zespół, sport. Wyobrażam sobie mecz Brytyjczyków z Polakami. Chyba udałoby się nam zapełnić salę dziesięcioma, może dwudziestoma tysiącami ludzi. I nie ważne kogo będą dopingować. Niech Brytyjczycy nauczą się bawić i krzyczeć podczas meczy. Choćby tak, jak robią to Polacy.

Autorka wywiadu: Monika Waraksa

źródło: slepsksuwalki.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-09-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved