Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Siatkarska Pytia?

Siatkarska Pytia?

fot. archiwum

To, że przy najważniejszych imprezach, zawsze mamy „pod górkę", nie jest niczym nowym. Naszych kadrowych problemów przypominać nie trzeba. Warto jednak zaznaczyć, że w ostatnich latach, Polacy wstydu nam nie przynieśli. No, może raz...

Ten jeden raz to oczywiście mistrzostwa Europy z 2007 roku. Wynik kolejnych mistrzostw Starego Kontynentu sprawił, że Polacy odkupili swoje winy sprzed dwóch lat. Ubyła jedynka z przodu i Polacy zajęli nie 11. a 1. miejsce.

Mniej więcej od 2006 roku, a w zasadzie należałoby powiedzieć od IV Memoriału Huberta Jerzego Wagnera, owa impreza traktowana jest jak swoista wyrocznia. Gdy Polacy memoriał wygrywają, medal na imprezie międzynarodowej jest prawie pewny. Jak wygląda to od 2003 roku, gdy po raz pierwszy memoriał rozegrano?

W 2003 roku udział brały reprezentacje Hiszpanii, Holandii, Niemiec i oczywiście Polski. Lepszym stosunkiem setów, memoriał wygrała drużyna Oranje. Rok 2003, był rokiem mistrzostw Europy, w których I miejsce zajęli Włosi, drugie – Francuzi. Brązowym krążkiem musieli zadowolić się Rosjanie. Polacy zajęli wówczas 5. miejsce.



W roku olimpijskim 2004, Olsztyn i Iława gościli Australię, Holandię, Polskę A i B, Rosję oraz Tunezję. Polska A zajęła drugie miejsce, Polska B – piąte. Zwycięzcami okazali się Rosjanie, którzy wyprzedzili polską kadrę A, korzystniejszym stosunkiem setów. W IO rozgrywanych w Grecji, Polacy zostali sklasyfikowani na miejscach 5-8.

III memoriał odbył się przed mistrzostwami Europy rozgrywanymi we Włoszech oraz Serbii i Czarnogórze. Tym razem w memoriale udział wzięli Chińczycy, Holendrzy, Norwegowie i Polacy, którzy znów zajęli 2. miejsce. Przed naszą kadrą uplasowała się reprezentacja Holandii, która wyprzedziła Polaków jednym punktem. W ME 2005, Polacy ponownie zajęli 5. miejsce. Na najwyższy stopniu na podium stanęli Włosi, na drugim miejscu znaleźli się Rosjanie, a na trzecim druga drużyna gospodarzy tych mistrzostw.

IV turniej poświęcony pamięci trenera Wagnera wygrali Polacy. Obok naszej reprezentacji wystąpili zawodnicy z Kanady, Kuby, Egiptu, Włoch, Norwegii i Portugalii. Udział brała również kadra B. Polacy wygrali wszystkie mecze. Wiadomo jak dalej potoczyły się losy polskiej drużyny. Podczas mistrzostw świata w Japonii Polska wygrała prawie wszystkie mecze, ulegając tylko Brazylii w finałowym starciu tej imprezy. Do kraju Polacy powrócili jako wicemistrzowie świata i stali się narodowymi bohaterami.

Rok 2007 Polacy najprawdopodobniej chcieliby wymazać z pamięci. W memoriale wygrali ze Słowacją, Serbią i Wielką Brytania, zajmując ostatecznie III miejsce. Cały turniej wygrali Niemcy wyprzedzając Holendrów o 2 punkty. Mistrzostwa Europy 2007, były najgorszą w wykonaniu Polaków imprezą. Wygrali oni tylko jeden mecz, ze słabiutką Turcją. Zajęli 11. miejsce. Najgorsze w historii tych rozgrywek

VI memoriał gościł Czarnogórę, Estonię, Polskę i Węgry. Polska wygrała wszystkie mecze w stosunku 3:0 i otworzyła sobie drogę do występu w kolejnych mistrzostwach Europy, bowiem VI memoriał był jednocześnie turniejem kwalifikacyjnym do Mistrzostw Europy 2009. I mimo zwycięstwa w memoriale, co zdawałoby się, miało zapewnić medal Igrzysk Olimpijskich, Polacy najważniejszą imprezę globu zakończyli sklasyfikowani na miejscach 5-8, tym samym powtarzając wynik greckich igrzysk w 2004 roku.

Zeszłoroczny memoriał ponownie wygrali Polacy. Pokonali reprezentacje Hiszpanii, Chin (w grupie) i Włoch (w finale imprezy). Co było dalej, przypominać nikomu nie trzeba. Polacy wyjechali do Turcji i wygrali wszystkie mecze, po raz pierwszy w historii zdobywając mistrzostwo Starego Kontynentu.

Co bardziej przesądni są zgodni, że memoriał funkcjonuje jak wyrocznia, np. taka grecka Pytia. No, może pomijając etap pomocy roślin halucynogennych (chyba że alkoholu, jak w 2005 roku. (Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać!).
Zwycięstwo w memoriale, gwarantuje podobno zwycięstwo w imprezie docelowej danego roku. Oczywiście przy tej teorii stoi wiele niedopowiedzeń. Ważny jest przecież termin rozgrywania memoriału. Jeśli do, załóżmy, mistrzostw Europy zostaje tydzień, to forma jest wyższa, niż miesiąc przed inauguracją rozgrywek. W tym miejscu sceptycy mogą powiedzieć, że przecież w 2006 roku, memoriał został rozegrany 5 miesięcy przed mistrzostwami świata. Ale dodać należy, że rywalami byli Kanadyjczycy, Kubańczycy (tamtejsi), Egipcjanie, Norwegowie i Portugalczycy. Drużyny te, którym klasy nie ujmuję, z drugiej strony trudno porównywać do Bułgarii, czy Brazylii.

Poza siatkarskie spekulacje Polaków z równowagi nie wyprowadzają. Memoriał był przecież tylko krokiem w drodze do budowy wielkiej formy, a nie celem samym w sobie.
Znane są jednak w świecie sportu różne, nazwijmy je umownie, przesądy, w które wierzą nie tylko kibice, ale i zawodnicy oraz trenerzy. W pamięci jeszcze mamy tegoroczne mistrzostwa świata w piłce kopanej i Joachima Löwa, którego oglądaliśmy ubranego w słynny już granatowy sweterek. Wiemy też, że Bernardo Rezende na boisko wchodzi zawsze prawą nogą, a jeśli mu się nie uda za pierwszym razem, czyni to do skutku. Jednak, mimo wszystko na tego typu historie nieobojętni są również polscy siatkarze. Daniel Pliński nie golił zarostu przez całe zeszłoroczne mistrzostwa Europy. Piotr Gacek zawsze trzyma na szczęście obrączkę. Siatkarze nie obejmują się podczas hymnu, od początku imprezy nie zmieniają miejsca w autobusie i wychodzą z niego zawsze w tej samej kolejności. Jak powiedział w jednym z wywiadów Zbigniew Bartman: „zaszkodzić nie zaszkodzi, a jeżeli ma się to sprawdzić, to fajnie jest" . (No oby w przypadku Memoriału Huberta Wagnera się nie sprawdziło!) Jak to zwykło się mawiać? Przezorny zawsze ubezpieczony, tak? Więc po co ryzykować?

Memoriał miał tez zwykle odpowiadać na pytania, które nękały ekspertów i kibiców, a dotyczyły zazwyczaj składu drużyny na imprezę sezonu. W tym roku turniej nie udzielił jednoznacznych odpowiedzi, wręcz przeciwnie. Przyprawił trenera o większy ból głowy. Ze świetnej strony pokazali się Zbigniew Bartman i Piotr Nowakowski. Gorzej wypadli dwaj etatowi przyjmujący, Michał Bąkiewicz i Michał Winiarski. Po memoriale wiadomym jedynie stało się, że na mistrzostwa nie pojedzie Sebastian Świderski, a dwa tygodnie po tej decyzji, dowiedzieliśmy się, że zabraknie również Daniela Plińskiego.
Jakby nie było, wszystko to już za nami. Znana jest „szczęśliwa 14" i to za nich będziemy trzymać kciuki, w pamięci mając wspaniałą grę Plińskiego i Świderskiego, a w sercu gorące życzenia szybkiego powrotu do pełni zdrowia i doskonałej dyspozycji.

Droga do finału mistrzostw na pewno będzie bardzo trudna. Poza tym jak powiedziała kiedyś Margot Fonteyn: „Powtórzyć sukces jest jeszcze trudniej niż odnieść go po raz pierwszy". Zobaczymy czy uda się tym razem. Los jak zwykle nie oszczędził polskiej drużyny, ale Polacy nie raz i nie dwa pokazali, że z przeciwnościami walczyć potrafią.
Za dokładnie 28 dni przekonamy się o (miejmy nadzieję) omylności siatkarskiej wyroczni. Jeśli Polacy nie osiągną dobrego rezultatu, chyba sama zacznę wierzyć w prawdziwość proroczych właściwości memoriału. Jeśli Polacy z medalem wrócą, to albo powiemy, że wyjątek potwierdza regułę, albo przestaniemy wierzyć w tego typu pozasportowe aspekty sportowego wyniku. Napoleon Hill powiedział kiedyś: „Wygrywa tylko ten, kto ma jasno określony cel i nieodparte pragnienie, aby go osiągnąć". Na 11 dni przed inauguracją najważniejszego turnieju tego sezonu, głęboko wierzę, że Polacy mają nieodparte pragnienie zwycięstwa. A jeśli potwierdzeniem tego, będzie krążek włoskich mistrzostw świata, wszystkim nam to wyjdzie na dobre. No i pozasportowych przyczyn porażki, szukać nie będzie trzeba…

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-09-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved