Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Jerzy Matlak: Rewolucji nie będzie, ale zmiany są nieuniknione

Jerzy Matlak: Rewolucji nie będzie, ale zmiany są nieuniknione

fot. archiwum

- Z jednej strony się cieszę, bo jestem pierwszym polskim trenerem, który wprowadził nasz zespół do finału tak prestiżowej imprezy, z drugiej czuję żal, bo mogło być lepiej - mówi po turnieju finałowym World Grand Prix trener Jerzy Matlak.

Siatkarki reprezentacji Polski z jednym zwycięstwem na koncie zajęły szóste miejsce w turnieju finałowym World Grand Prix w Ningbo. – Rzeczywiście jest czego żałować. W meczu z Amerykankami mieliśmy cztery piłki meczowe, trzy z nich w górze. Powinniśmy dobić rywalki, zamiast tego je wzmocniliśmy i potem one wygrały turniej. W ostatnim spotkaniu z Włoszkami też mieliśmy swoje szanse. Gdybyśmy pokonali mistrzynie Europy, zajęlibyśmy w turnieju trzecie miejsce i wszyscy ci, którzy teraz wieszają na nas psy, odtrąbiliby wielki sukces. Gdy słyszę różne dziwne zarzuty, to nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać – twierdzi selekcjoner naszej reprezentacji, Jerzy Matlak.

Również w ostatnim meczu niewiele zabrakło, by doprowadzić do tie-breaka. Polki wysoko prowadziły już w piątym secie, coś jednak nagle się załamało w grze naszych zawodniczek. – Dzień wcześniej pokonaliśmy Japonki serwisem, a w tym spotkaniu Włoszki zrobiły to samo z nami. Mariola Zenik, nasza znakomita libero, miała zły dzień, ale to nie tylko jej wina. Dziewczyny były już bardzo zmęczone. Wiem, że trzecie miejsce w takim turnieju zostałoby otrąbione jako wielki sukces, a szóste uznano za porażkę, ale dla mnie najważniejsze jest to, że cały zespół i ja mamy świadomość, iż od najlepszych nie dzieli nas przepaść – mówi szkoleniowiec polskiej reprezentacji. – Stać nas na zwycięstwo z każdym. Ale jak pokazało życie, prawie z każdym ze światowej czołówki możemy też przegrać.

Trener siatkarek odniósł się również do zarzutów o dużą rotację w składzie podczas turnieju w Ningbo. – W ataku faktycznie nie działo się najlepiej, więc reagowałem. Każdy, kto oglądał turnieje grupowe i ten finałowy w Ningbo, wie, że musiałem dokonywać zmian. Katarzyna Skowrońska-Dolata, która wróciła do reprezentacji po rocznej przerwie, grała poniżej oczekiwań. Ponieważ to na nią stawiałem, w pewien sposób ugotowałem Joannę Kaczor, mówiąc, że będę szukał dla niej miejsca na pozycji przyjmującej. Trzecia atakująca Katarzyna Zaroślińska poleciała do Azji po naukę, a były przecież mecze, w których musiała ratować sytuację.



Przed mistrzostwami świata może dojść do zmian w składzie polskiej reprezentacji. Jerzy Matlak niechętnie jeszcze mówi o szczegółach. – Mogę powiedzieć tylko tyle, że rewolucji nie będzie, ale zmiany są chyba nieuniknione. Mam jednak zasadę, że sam mówię o nich moim zawodniczkom, nie chcę, by dowiadywały się o tym z prasy – twierdzi. – 13 września rozpoczyna się zgrupowanie w Szczyrku, wtedy już wszystko będzie wiadomo. Proszę uzbroić się w cierpliwość. Mogę tylko powiedzieć, że wraca do drużyny Ola Jagieło, która powinna być mocnym punktem, a dziś będę rozmawiał na ten temat z Małgorzatą Glinką. Byłaby w moim zespole dżokerem, zawodniczką do zadań specjalnych. Gdyby się zgodziła, byłoby cudownie. Na pewno nie będzie, tak jak kiedyś, głównym koniem pociągowym reprezentacji. Nie ma na to siły, za długą miała przerwę. Widzę ją w roli superzmienniczki i autorytetu. Jeśli nie zdecyduje się na powrót, włosów z głowy rwał sobie nie będę.

Wypowiedzi Jerzego Matlaka zaczerpnięto z wywiadów:
– Kamila Drąga z Przeglądu Sportowego
– Janusza Pindery z Rzeczpospolitej

źródło: inf. własna, Przegląd Sportowy, Rzeczpospolita

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved