Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > Mirosław Przedpełski: Stawiamy na sukces na mistrzostwach świata

Mirosław Przedpełski: Stawiamy na sukces na mistrzostwach świata

fot. archiwum

Za nami kolejna edycja Ligi Światowej, w której biało-czerwoni nie spisali się zbyt dobrze, jednak Prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej, Mirosław Przedpełski wierzy, że na mistrzostwach świata podopieczni Daniela Castellaniego spiszą się znacznie lepiej.

Ostatnio mówiło się, że Brazylia przechodzi kryzys, ale chyba każdy by chciał przechodzić taki kryzys zdobywając dziewiąty tytuł w Lidze Światowej…

Mirosław Przedpełski: No rzeczywiście, robi się to już nudne. Trzeba w końcu „zlać" tą Brazylię. Chciałbym bardzo, żeby udało się to Polsce. Może dlatego nasze cykle przygotowań do mistrzostw świata są troszeczkę inne niż do tej pory. Cel jest taki, abyśmy w mistrzostwach świata odegrali mocną rolę.

Zaraz sobie jeszcze o Polsce porozmawiamy, ale w nocy odbył się finał Ligi Światowej. Brazylia wygrała z Rosją 3:1. Powtórzyła się historia z turnieju finałowego z Katowic. Ten potężny, silny, rosyjski blok okazał się za słaby na brazylijskich snajperów.



– Tak, to coś co ja cały czas mam w głowie. Wielokrotnie powtarzam, że większość sukcesów odnoszą zespoły, które w głowach mają zakodowane zwycięstwo. Rosjanie technicznie, siłowo czy wzrostowo są zawsze najlepsi, a przegrywają. To jest rzecz, nad którą trzeba pracować. Brazylia ma ciąg do wygrywania, oni mają zakodowane w głowach, że nie mogą przegrać, a to przy wyrównanym poziomie pozwala im zwyciężać.

Trzecie miejsce dla Serbii, a czwarta lokata dla Kuby. Taka jest w tej chwili siła siatkówki… Brazylia, Rosja, Serbia, Kuba, a my gdzieś poza szóstką.

– Akurat może na dzień dzisiejszy to tak wygląda, ale za chwile może się to zmienić. W tej chwili jest osiem, może nawet dziesięć czołowych zespołów, które są bardzo wyrównane. Oczywiście Brazylia wszystkich bije w ostatnich latach. Ale myślę, że Włosi mogą się odrodzić, jest jeszcze Bułgaria, jest Polska. Wszystkie drużyny są wyrównane i tylko dyspozycja psychiczna może w danym dniu powodować to, że będzie zwycięstwo.

Trzynaście lat reprezentacja gra w Lidze Światowej. Z milion osób na trybunach pewnie w Polsce obejrzało te zawody. To jest gigantyczny sukces, tym bardziej, że my nawet nie mamy pół medalu w tej imprezie…

– No właśnie. To jest niedosyt dla nas wszystkich, ale my świadomie podjęliśmy taki sposób przygotowań, aby udało się osiągnąć sukces na mistrzostwach świata. Stawiamy na ten sukces ale także na budowanie przyszłościowej drużyny. Nasz cel jest taki, abyśmy budowali siłę drużyny nie jednym składem. W tej chwili chcemy zbudować zaplecze, bo mamy w Polsce mistrzostwa świata w 2014 roku. Oczywiście nie może odbywać się to bez sukcesów. Musimy wygrywać, ale w tym roku tak się złożyło, że była masa kontuzji wśród zawodników. Wyleczmy te kontuzje i zobaczymy jakie będą wyniki na mistrzostwach świata, na które ja bardzo mocno liczę. W przyszłym roku skupimy się na Lidze Światowej i jakiś sukces w niej osiągniemy.

W zeszłym roku nikt nie rozliczał LŚ, to jasne i naturalne, bo Daniel Castellani zdobył mistrzostwo Europy. Teraz znowu chyba musi go uratować medal, żeby nikt nie patrzył wilkiem na World League. Ale moglibyśmy patrzeć też na Brazylię czy USA, to są reprezentacje, które wygrywały Ligę Światową i Igrzyska w jednym sezonie. Nikt tam niczego nie odpuszczał, a więc można to osiągnąć.

– Wydaje się, że każdy kraj posługuje się troszkę innymi metodami. Amerykanie mniej grają w lidze. W Brazylii jest dużo więcej osób uprawiających siatkówkę, w których można przebierać. My mamy swoją drogę, musimy nią iść, rozliczać się będziemy po mistrzostwach świata. Ja wierzę w trenera Castellaniego i zawodników. Do tej pory nie zawiodłem się na nich. Myślę, że kibice też nie. Dajmy spokojnie przygotować się im do mistrzostw świata.

Zawodnicy od przyszłego sezonu nie będą grali mniej. Intensywność ligi będzie większa. Czy zmiana systemu rozgrywek przysłuży się reprezentacji?

– Myślę, że zmiana grania mistrzostw świata się temu przysłuży. Dlatego, że sezon reprezentacyjny będzie wyraźnie oddzielony od sezonu ligowego i ten czas, który był dany zawodnikom teraz na wyleczenie kontuzji też pomoże im w graniu w sezonie ligowym. Oczywiście trudno jest liczyć na to, że kontuzji w ogóle nie będzie. Myślę, że ten nowy system nie jest zły. Tych meczów będzie o kilka więcej. Trzeba jednak do tego dodać Ligę Mistrzów i pozostałe europejskie puchary to jest też spore obciążenie, ale z drugiej strony taki jest zawód siatkarzy.

Ostatnio dużo artykułów pojawiło się w prasie mówiących o tym, że Daniel Castellani ma autonomię. Czy trener konsultował się ze związkiem odnośnie tego czy leczymy zawodników czy on robi co chce?

– Na pewno nie robi tego co chce. Oczywiście ma swobodę, ale proponuje nam pewne rozwiązania. Ale to nie jest tak, że on sam decyduje o tym co będzie i jak będzie. To jest nasza wspólna decyzja. Pod tym względem Daniel Castellani jest solidnym partnerem, ale tak jak powiedziałem wcześniej – to nie Daniel Castellani zdecydował, że nie będziemy grali Ligi Światowej. Plany pokrzyżowały kontuzje i to była główna przyczyna porażki. Chęć tego, by grać w finale w Argentynie była bardzo duża. Planujemy, żeby w przyszłym roku rozegrać finał Ligi Światowej w Polsce, Jednak będziemy tak grać, aby awansować do niego. Żeby znowu nikt nie mówił, że robimy finał w Polsce, dlatego, że się boimy, że do niego nie wejdziemy.

W 2007 roku mieliśmy finał w Polsce i wygraliśmy 12 spotkań grupowych. Można było odliczać rywali tak, jak to robi Marek Magiera, a w tym roku było tylko „Deutschland Gute Nacht"…

– Czuliśmy troszkę, że przegraliśmy, szczególnie z Niemcami i z trenerem Lozano trzeba było wygrać, ale poczekajmy na wynik mistrzostw świata. Mam nadzieję, że nam się wtedy humory poprawią. A wracając jeszcze do Ligi Światowej, to staramy się o finał, ale staramy się wejść do niego z pierwszego miejsca.

A kiedy będzie coś więcej wiadomo na temat turnieju finałowego?

– Wszystko będzie wiadomo w październiku. Problemem są kwestie finansowe, bo są dość duże opłaty licencyjne. Konkurencja jest po stronie włoskiej. W tej chwili doszliśmy z Italią do porozumienia, bo przecież kraje nie mogą sobie wzajemnie wyrywać imprez. Bez sensu jest, abyśmy podbijali stawki i płacili coraz więcej światowej federacji. Dlatego lepiej się dogadać.

Raul Lozano przyjechał do Polski i pokazał, że po polsku nauczył się mówić. Jak pan ocenia tą sytuację?

Aż trudno mówić o tym. Raul był zawsze takim impulsywnym facetem. To jest jego sposób postępowania. On jest profesjonalnym trenerem. To zachowanie było dziwne, ale wyrachowane i o to mu w tym wszystkim chodziło. Potem nas oczywiście przepraszał, ale to był jego wyrachowany sposób zachowania.

A ta kwestia Łukasza Żygadły. Ta reprezentacja słynęła z tego, że była w niej wspaniała atmosfera, a teraz pojawiła się taka skaza. Jak pan do tego podchodzi?

– Chciałbym wyraźnie powiedzieć, że wystąpienie zawodników nie było spowodowane żadnym naciskiem ze strony działaczy czy trenera. To była sama inicjatywa siatkarzy. Wydaje się, że z jednej strony to nie jest złe, bo dawno nie było takiej solidarności tego zespołu. Konflikt pomiędzy Łukaszem, a pozostałymi zawodnikami nie mnie oceniać. To była ich wewnętrzna sprawa. Widocznie poczuli się dotknięci pewnym postępowaniem, ale czy powinni robić to w tak oficjalny sposób? No może trochę przesadzili. Jednak myślę, że to nie jest złe dla kadry.

Skończmy czymś optymistycznym. Za rok nie ma MŚ, można się przygotować pod kątem Ligi Światowej. Możemy się spodziewać, że tam będziemy grali o wszystko?

– Tak, za rok zagramy w finale Ligi Światowej, bo mam nadzieję, że będzie on organizowany w Polsce. Liczę, że awansujemy z pierwszego miejsca w grupie.

*Rozmawiał Tomasz Kowalczyk (Polskie Radio)

źródło: Polskie Radio

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved