Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Big Brother Trener Show a Polacy zbyt grzeczni

Big Brother Trener Show a Polacy zbyt grzeczni

fot. archiwum

Brazylia, Serbia, Rosja, a teraz jeszcze Kuba i Niemcy. Czy nie przegrywamy na własne życzenie? Przez własny kompleks, a może przez własnego trenera? Przeczytaj analizę występów w Lidze Światowej z punktu widzenia nauki, jaką jest psychologia.

Jerzy Matlak w 2007 roku po przegranym meczu reprezentacji kobiet z Włoszkami powiedział: „Do gry przystąpiliśmy z całą gamą kompleksów i one zwyciężyły". Po czym dodał: „Naszym dziewczynom wkłada się do głów, że z definicji są dużo gorsze od rywali z Włoch. (…) Tak zresztą działa cała polska siatkówka, która zakłada z góry, że przecież i tak nie dorówna choćby włoskiej".

To było trzy lata temu. Mimo zdobytych z rzędu dwóch złotych medali (mistrzostwa Europy kobiet 2003 i 2005) trener widział w swojej ekipie kompleksy, barierę niepozwalającą sięgnąć po kolejne medale. Od tamtej pory teoretycznie wiele się zmieniło. Zmienili się trenerzy, zmieniły się drużyny, ich nawyki i doświadczenie. Zmieniły się czasy i przede wszystkim poziom polskiej siatkówki. Reprezentacja mężczyzn zdobyła tytuł mistrzów Europy w 2009 roku i nadal jest wicemistrzem świata (srebro zdobyte w 2006 roku). Nasi zawodnicy grają w ligach zagranicznych, do naszych zespołów przyjeżdżają zagraniczni siatkarze.

Mimo tak dobrej pozycji w światowej czołówce sportowej coś nie do końca gra w naszej reprezentacji. To było widać podczas tegorocznej Ligi Światowej. O tym mówi się w mediach przed sierpniową konfrontacją z Brazylią. Wypracowaliśmy sobie poczucie narodowego kompleksu przed lepszymi drużynami i traktujemy to jako tarczę obronną przed krytyką.



Czym jest więc kompleks? Definicja kompleksu według Carla Gustava Junga, szwajcarskiego psychologa i psychiatry mówi o „konstelacji silnie zabarwionych emocjonalnie idei, obrazów nawarstwionych na tę pojedynczą ideę", czyli o zbiorze myśli, słów, wyobrażeń silnie skojarzonych z pewną inną ważną i silnie zabarwioną emocjonalnie myślą zwykle wypartą ze świadomości. Powracanie tej myśli do świadomości zwykle wywołuje nieprzyjemne samopoczucie takie jak wstyd, lęk i niepokój. Jednocześnie Alfred Adler, uczeń Zygmunta Freuda, znanego psychologa – twórcy psychoanalizy twierdził, że kompleks niższości jest dla człowieka podstawowym motorem do działania. Czy więc kompleksy są naszym motywatorem?

Jeden z polskich kibiców tak skomentował na Onet.pl informację o zbliżającym się meczu Polska-Brazylia: "Po meczu z Brazylią zbyt wiele bym sobie akurat nie obiecywał. Nasi siatkarze mają niestety kompleks canarinhos jak nie przymierzając piłkarze do Anglików". Z opinii kibica wynikałoby, że poczucie niższości  jednak nie pcha nas do walki.

Do listy „kompleksowych" zespołów możemy chyba już oficjalnie dołączyć Niemcy i ich „naszego" byłego trenera oraz Kubańczyków i ich niewyparzone języki. Piotr Gruszka po rywalizacji z Kubą na własnym boisku mówił: „Spięcia pod siatką były, bo Kubańczycy zwyczajnie nas obrażali(…)". Tak natomiast skomentował tę sytuację Zbigniew Bartman: „Ich prowokacyjne zachowanie wpływa na nas mocno ambicjonalnie, ale przecież nikt nie lubi, jak mu się w twarz pluje i wtedy reaguje". (Nawet się zrymowało).

Widać nie tylko Kubańczycy, bo i Gyorgy Grozer może być pewny swej mocy i stwierdza w wywiadzie dla Mocnego Serwisu: „Nie jestem żadnym skandalistą, ale w trakcie meczu jestem arogancki i nie mam zamiaru tego zmieniać. Taki mam styl i taki też był mój tata. Ale poza  boiskiem jestem innym człowiekiem". Czemu takiego stylu nie mają nasi siatkarze? Gdzie w polskich zawodnikach podziała się duma z osiągnięć, gdzie świadomość własnej siły i umiejętności? Czemu tylko chwilowe zgubienie koncentracji automatycznie przenosi polską reprezentację do roli „poddanych", tych co muszą się bronić? Historyczna pozycja naszego kraju i fakt, że zawsze byliśmy chłopcem do bicia to jedna sprawa. Sport druga. W sporcie walczy się niezależnie od perturbacji terytorialnych i historycznych. Może warto zastanowić się nad nie tylko fizyczną kondycją naszych zawodników?

Na boisku potulni jak owieczki (choć silne) nie odszczekną, nie pokażą zębów i swojej woli walki. Nie mamy tupetu? Jesteśmy zbyt grzeczni, by pokazać, że my też potrafimy. Niekoniecznie obrażać, ale walczyć, walczyć świadomie, nie dbając o to kto jest potencjalnym zwycięzcą! Wiedzieć, kto jest lepszy i chcieć to pokazać. Wierzyć w siebie i swój zespół. Jesteśmy wicemistrzami świata, mistrzami Europy, więc kogo się mamy bać? Czasem mam wrażenie, że boimy się siebie i swoich ambicji, chęci zwycięstwa.

Gdy natomiast chodzi o publiczne potyczki, gdy na własnym terenie i jedynie przed polską publicznością dyskutuje się o dalszej grze w reprezentacji, transferowych przymiarkach, odejściu z zespołu czy zmianie w składzie podstawowym, a celem nie jest wygrany mecz – otwierają się buzie, płyną słowa, krytyka, żale i pretensje. Zawodnicy mają swoje zdanie, debatują. To wszystko świetnie pasuje do obecnego wizerunku polskiej siatkówki mężczyzn, która w ostatnich dniach stała się pierwszym sportowym Big Brother’em i każdy zastanawia się „kto odpadnie teraz?". Wielki Brat Trener trzyma wszystkie karty w ręku. Liczą się skandale i dyskusje, a nie spójna drużyna. Dla mnie jednak najważniejsza.

Rzadko wspomina się o żonglerce zawodnikami podczas ostatnich meczów z Kubą i Niemcami. Nazywało się to wprowadzaniem wyleczonych zawodników. W rzeczywistości było zabieraniem zwycięstwa zawodnikom, którzy o nie walczyli od początku. Było odsuwaniem poczucia wykorzystanej szansy zawodnikom, którzy grali od pierwszych piłek. Zamiast dać się im pokazać do końca, dać zakończyć co zaczęli – na wygranie seta, na ostatnie piłki trener wpuszczał doświadczonych, ale zimnych i niewdrożonych w zespół starszaków. Nagle zawodnicy, którzy świetnie radzili sobie na boisku, schodzili. Czy ideą zmiany zawodnika nie jest zastąpienie go innym, który w danym momencie jest w lepszej formie? Podczas meczu w Lidze Światowej zasady tych zmian zostały jakby wymyślone na nowo.

Jak to się odbijało na psychice tych siatkarzy? Brak poczucia pewności siebie, świadomości, że można seta doprowadzić do zwycięstwa. Brak poczucia sprawstwa, zdolności skończenia działania. Świadomość, że skoro trener mnie zmienia (bo wie lepiej), wyzwala poczucie, że ja nie dam sobie rady. Nie tak buduje się formę psychiczną zawodnika, który ma być trzonem reprezentacji.  Jeśli chcemy wypróbować różnych zawodników, różne ustawienia to budujmy szóstkę na set. Nie róbmy przemeblowania w końcówce seta – tak można wprowadzać zawodników zadaniowych – na zagrywkę, na podwyższenie bloku. Wymienić pół składu przy prowadzeniu 20:18 to chyba nowy polski (a może argentyński) patent na przegranie seta. A co gorsze na obniżenie formy psychicznej całego zespołu. Nie sądzę, żeby stało się to naszym hitem eksportowym. Takie „akcje" mieliśmy już w historii polskiej siatkówki.

Wśród polskich siatkarzy jest wielu młodych, wytrenowanych, utalentowanych zawodników. Są wybierani do kadry i wpuszczani na boiska tylko wtedy, gdy ci podstawowi mają kontuzję. Trzeba walczyć o miejsce na boisku, ale trzeba mieć również nadzieję, że wysiłki zostaną zauważone i bardzo dobrze wykorzystane pięć minut będzie miało swój efekt w angażu do stałej gry. Jak inaczej wierzyć, że się coś umie, coś znaczy? Każdy potrzebuje odrobinę wiary ze strony innych, trenera. Tu, w ostatnich meczach Ligi Światowej kredyt zaufania dla młodych kończył się w okolicach wyniku 18:20 prawie każdego seta.

Jak duży wpływ takie zmiany miały na „drugoplanowych siatkarzy" możemy się tylko domyślać. Pewnym jest jednak, że takie żonglowanie zawodnikami na boisku nie zmniejsza nie tylko kompleksu przed innymi zespołami zagranicznymi,  ale jednocześnie zwiększa poczucie, mam wrażenie, niezdrowej rywalizacji w zespole.

Niedługo mistrzostwa świata we Włoszech. Uczestnictwo w nich na wysokim poziomie to główny cel i założenia trenera naszej reprezentacji. Moim zdaniem długa będzie droga przed naszymi zawodnikami do osiągnięcia odpowiedniego stanu psychicznego i nastawienia do mistrzostw.

Siatkówka to nie reality show, to współpraca, zgranie, koncentracja i porozumienie. Mam nadzieję, że ten fakt zostanie zauważony zanim będzie za późno. O ile już nie jest za późno.

Psycholog
Anna Sznurowska
anna.sznurowska@gmail.com

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony, Psychologia siatkówki, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2010-07-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved