Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > Liga Światowa 2010 w wykonaniu reprezentacji Polski

Liga Światowa 2010 w wykonaniu reprezentacji Polski

fot. archiwum

Wraz z końcem fazy interkontynentalnej skończyła się również przygoda reprezentacji Polski z Ligą Światową 2010. Zawsze, kiedy coś się kończy pojawiają się różnego rodzaju przemyślenia, różnego rodzaju pytania, chociażby takie: Jaka to byłą Liga?

Wiele osób z polskiego środowiska siatkarskiego odpowiedziałoby zapewne, że niezbyt udana, że można było ugrać zdecydowanie więcej. Trudno nie przyznać im racji, bowiem trzecie miejsce w grupie z Kubą, Niemcami i Argentyną z bilansem sześciu zwycięstw i sześciu porażek i w konsekwencji brak awansu do Final Six w przypadku Mistrzów Europy jest wynikiem mocno przeciętnym, by nie powiedzieć słabym. Tym bardziej, że powołani do tych rozgrywek zostali niemal wszyscy najlepsi polscy siatkarze z Pawłem Zagumnym, Mariuszem Wlazłym i Michałem Winiarskim na czele. Sam Daniel Castellani jeszcze w czerwcu nie ukrywał, że marzy mu się wyjazd do Cordoby i gra z najlepszymi na świecie, co by było dobrym przetarciem przed wrześniowym mundialem. Przedłużenie ligi z powodu katastrofy smoleńskiej oraz problemy zdrowotne i fizyczne, z jakimi duża część zawodników przyjechała na zgrupowanie zmusiło jednak szkoleniowca do drobnej weryfikacji priorytetów. Najważniejsze stało się dla niego teraz wyleczenie kontuzjowanych zawodników i odbudowanie ich sił. Castellani mocno rotował składem, dawał pograć wszystkim zawodnikom, nie rezygnował też z wprowadzania i ogrywania młodych siatkarzy jak Patryk Czarnowski, Bartosz Kurek , Jakub Jarosz , Grzegorz Łomacz czy Karol Kłos. Można powiedzieć, że z trzech założeń udało się zrealizować dwa i to jest na pewno pozytywny wydźwięk Ligi Światowej 2010.

Ligi, którą Piotr Gruszka i koledzy zaczęli w mocno rezerwowym składzie, bez zmęczonych i kontuzjowanych liderów. Pierwsze mecze odbyły się tuż za naszą zachodnią granicą – w niemieckim Stuttgarcie. Nie był to jednak udany start, bowiem rozpoczęło się dwóch porażek z prowadzonymi przez Raula Lozano Niemcami. W pierwszym meczu udało się polskim siatkarzom ugrać co prawda jednego seta, ale na więcej nie pozwolił szalejący na parkiecie nowy nabytek Asseco Resovii Rzeszów Georgy Grozer, który wręcz zdemolował biało-czerwonych piekielnie mocnymi atakami i zagrywkami. W drugim spotkaniu Polacy nie byli już w stanie przeciwstawić się będącym wyraźnie na fali Niemcom i nie ugrali nawet seta. Przegrane zwalano na karb tego, że podopieczni Lozano mają już za sobą mecze o stawkę (kwalifikacje ME), a biało-czerwoni dopiero wchodzą w rytm meczowy. Eksperci mówili, że dużo na temat formy polskich siatkarzy powiedzą spotkania z Argentyną w San Juan. Gospodarze nie byli faworytami tego dwumeczu, ale nie da się ukryć, że napsuli złotym medalistom ostatnich ME sporo krwi. O ile w pierwszym meczu mimo ambitnej walki nie zdołali zdobyć nawet jednego punktu, okazując się lepszym jedynie w trzecim secie, o tyle w drugim meczu zmusili Europejczyków do rozegrania pięciosetowego maratonu. Mieli nawet szansę wygrać za trzy punkty, bowiem prowadzili już 2:1 w setach, ale doświadczenie rywali wzięło górę i w konsekwencji zdobyli tylko jeden. Polscy zawodnicy z bagażem pięciu punktów i w lepszych nastrojach udali się zatem do Hawany na mecze z nieobliczalną Kubą. Można śmiało powiedzieć, że był to najlepszy dwumecz w wykonaniu Grzegorza Łomacza i spółki. Na silnym przeciwniku udało się zdobyć cztery punkty, chociaż nie da się ukryć, że można było wywieźć nawet sześć. W pierwszym meczu Polska prowadziła już 2:1 w setach i miała kilkupunktową przewagę w partii czwartej, ale nie zdołała jej utrzymać, dała się rozegrać Kubańczykom i w skutek tego poległa w pięciu setach. Siatkarze wyciągnęli jednak wnioski i w drugim spotkaniu nie dali już szans rywalom wygrywając bez straty seta.

Po wojażach po świecie przyszedł wreszcie czas na sześć kolejnych spotkań przed polską publicznością. Zaczęło się dobrze, bo od dwóch zwycięstw w czterech setach z najsłabszą w grupie Argentyną. Trener Javier Weber nie przywiózł do Polski najsilniejszego składu, ale i tak jego siatkarze napsuli sporo krwi biało-czerwonym, do szeregu których dołączyli nie będący jeszcze w rytmie meczowym Zagumny, Wlazły i Pliński, co też po części miało wpływ na wynik. Wrocławskie wygrane przybliżały polaków do awansu, ale mecze o wszystko odbyły się tydzień później w łódzkiej Atlas Arenie, gdzie rywalem byli Kubańczycy. Po tych dwóch spotkaniach stało się jasne, że do Cordoby Polska na pewno nie pojedzie. Były to chyba najsłabsze mecze Piotra Gacka i kolegów w tegorocznej ,,Światówce", ale trzeba przyznać, że z tak grającymi Kubańczykami, jak w Łodzi duże problemy miałaby każda drużyna, nawet Brazylia. Wilfredo Leon i spółka pokazali swoją ogromną moc w ataku i polu zagrywki i co najważniejsze byli w tym zaskakująco jak na siebie regularni. W efekcie wygrali 3: 0 i 3: 1 wywożąc komplet punktów i w świetnych humorach udając się na pieczętujące ich awans mecze z Argentyną. Po tych spotkaniach przez polską reprezentację przetoczyła się mała burza jaką była tzw. ,,Sprawa Łukasza Żygadły" zakończona wyrzuceniem zawodnika z kadry, co na pewno nie było zbyt sympatycznym akcentem.  W nie najlepszych nastrojach zatem Daniel Castellani i jego podopieczni zaś udali się do uznawanego za mekkę polskiej siatkówki katowickiego Spodka na rewanżowe mecze z Niemcami. Pierwsze spotkanie było prawdziwą wojną, z której po ok. trzech godzinach i pięciu setach zwycięsko wyszli goście prowadzeni przez wybranego MVP Roberta Kromma, wspieranego dzielnie przez nie zwalniającego tempa Grozera. W drugim meczu walka trwałą tylko przez dwa sety, potem z Niemców jakby uszło powietrze i w konsekwencji Polacy wygrali 3: 1 miłym akcentem kończąc przygodę z tegoroczną Ligą Światową.

Myślę, że każdy z zawodników, który mógł w tej lidze występować z każdego meczu wyciągnął jakieś wnioski. Trener tak samo ma duży materiał. Ograł paru zawodników i myślę, że to będzie procentować – mówił po ostatnim meczu Mariusz Wlazły. I trudno się z jego słowami nie zgodzić. Tak naprawdę Liga Światowa nie była najważniejszą imprezą roku, bowiem tą są wrześniowe Mistrzostwa Świata, i to wtedy forma ma być najwyższa, a zawodnicy zdrowi. O tym, że ten zespół ma wielki potencjał i stać go na wiele nie trzeba nikogo przekonywać. Nawet World League pokazała, jak duże są indywidualne umiejętności polskich zawodników. Udany debiut w kadrze zaliczył Patryk Czarnowski, dobrze i równo grał Michał Ruciak. Bartosz Kurek pokazał, że wraca do dyspozycji z ME, swoją klasę potwierdzili chociażby Marcin Możdżonek, Jakub Jarosz, czy Daniel Pliński . – Nie jesteśmy załamani, wiemy, że idziemy dobrą drogą – mówił w jednym z wywiadów Piotr Gruszka. ależy wierzyć, że ta droga prowadzi do dobrego wyniku na MŚ, wyniku, który będzie satysfakcjonował przede wszystkim i trenera i siatkarzy, którzy już niebawem rozpoczną przygotowania do tej imprezy.



źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-07-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved