Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Marcin Nowak: Każdy jest pewien, że zostaję w Wieluniu

Marcin Nowak: Każdy jest pewien, że zostaję w Wieluniu

fot. archiwum

Marcin Nowak przez lata był podstawowym zawodnikiem reprezentacji Polski. Wyróżniał go nie tylko wzrost, ale także bardzo dobra gra. Od kilku lat możemy zobaczyć go także podczas meczów rozgrywanych na piasku.

Lista klubów w pańskim siatkarskim CV jest długa. Rok temu zamienił pan Bydgoszcz na Wieluń. Co zadecydowało o wyborze tego beniaminka?

Marcin Nowak:Na pewno pierwszym argumentem, który za tym przemawiał, był fakt, że Wieluń jest blisko Częstochowy, gdzie mieszkam. To było priorytetem przy zmianie klubu, nie ukrywam jednak, że w Bydgoszczy czułem się bardzo dobrze i brakowało dosłownie dwóch, trzech dni, a dogadalibyśmy się z prezesem. Zadzwonił do mnie parę dni po tym, jak podjąłem już decyzję o dołączeniu do drużyny z Wielunia. Co prawda, na tamten moment nie podpisałem jeszcze z Wieluniem kontraktu, ale obiecałem już, że będę tam grał. O wyborze tego klubu przeważyły względy rodzinne – mogłem mieszkać w domu i dojeżdżać na treningi. W praktyce wyszło to nieco inaczej niż sobie wyobrażałem, bo jednak było to trochę męczące. Siedemdziesiąt kilometrów w jedną stronę, siedemdziesiąt w drugą, to jednak dawało w kość.

O ile Bydgoszcz w zeszłym sezonie pretendować chciała do walki ze ścisłą czołówką tabeli, o tyle cele Wielunia były nie da się ukryć, inne.



Wiadomo, klub nie miał możliwości, żeby sięgnąć po jakiś większy sukces. Zespół był jaki był i plan był taki, żeby utrzymać się w lidze. Udało się, plan wykonaliśmy w stu procentach i myślę, że wszyscy byli zadowoleni. Ostatnio gram w klubach, które są gdzieś tam na dole tabeli. Tak sobie powiedziałem, że skoro zawsze grałem o medale, teraz będę walczyć o to, żeby pomóc klubom się utrzymywać. To też jest kawał dobrej roboty. Jeżeli przed sezonem zakłada się, że zespół ma utrzymać się w PlusLidze i to zadanie uda się wykonać, to tak jak zdobywać z Częstochową Mistrzostwo Polski, kiedy przed sezonem zakładało się, że je zdobędziemy. Myślę, że pracę w Wieluniu wykonywałem bardzo dobrze, sumiennie i czuję się spełniony.

Zazwyczaj drużyny, które debiutują w PlusLidze, jeszcze przed sezonem skazywane są na spadek, a przynajmniej baraże. Co według pana sprawiło, że Pamapol uniknął, i jednego, i drugiego?

Duży potencjał tego zespołu. Naszym najsłabszym elementem było przyjęcie. Kiedy ono funkcjonowało, graliśmy naprawdę bardzo dobrze. Potrafiliśmy grać i wygrywać z najlepszymi, więc uważam, że ten zespół miał potencjał, ale wiadomo… większość chłopaków była z pierwszej B, nigdy wcześniej nie grali w PlusLidze. To trzeba było zrozumieć, że czasami nie wytrzymywali presji i grając chwilami bardzo dobrze, za chwilę grali bardzo źle. To była naturalna kolej rzeczy. Oni potrzebowali czasu i w dalszym ciągu potrzebują czasu, żeby się ograć. Trzeba do tego rozegrać ileś meczów w PlusLidze, a na pewno te umiejętności, które posiadają, będą pokazywać coraz częściej. To oczywiste, że nikt nie staje się od razu Mistrzem Polski czy Mistrzem Świata. Trzeba wiele lat trenować, trzeba grać wiele lat. Myślę, że temu zespołowi brakowało tego ogrania, ale i tak to, co pokazywaliśmy na boisku wystarczyło, żeby się utrzymać, żeby zająć to ósme miejsce po fazie zasadniczej i nie martwić się o baraże.

Trenerem Wielunia w ostatnich sezonach był Damian Dacewicz, kilka lat temu jeszcze zawodnik, podobnie jak pan, środkowy. Jak wyglądała współpraca między Wami i dlaczego pożegnano się z nim, choć utrzymał Pamapol w lidze?

Z Damianem traktowaliśmy się na linii trener-zawodnik. Wiadomo, po meczach, po treningach byliśmy kolegami, ale na treningach te relacje trener-zawodnik były zachowane i nie było widać tego, że jesteśmy w podobnym wieku. Andrzej Stelmach jest nawet starszy od Damiana, ale nigdy nie było tak, że rządził na treningach. To Damian był od ustalania treningów, a my byliśmy od trenowania, wykonywania zadań, które nam zalecił. To wszystko było zachowane. A że pożegnano się z nim po tym sezonie… To była decyzja zarządu i skutek tego, że prezesi nie mogli dogadać się z trenerem w pewnych aspektach, nieco inaczej wyobrażali sobie pewne rzeczy. W każdym razie uważam, że trener swoją pracę wykonywał dobrze. Zrobił to, co miał zrobić.

Na stanowisku szkoleniowca Damiana Dacewicza zastąpił Dariusz Marszałek oraz Shuichi Mizuno. Na co, według pana, stać będzie zespół Pamapolu w przyszłym sezonie pod ich wodzą?

Myślę, że jeżeli ci przyjmujący, którzy zostali kupieni do Wielunia (Ukrainiec Dimitrij Babkow oraz Białorusin Serhij Antanowicz – przypis S.K.) będą solidnymi przyjmującymi to… będzie tradycyjnie cztery, pięć silnych zespołów PlusLidze, z którymi będzie ciężko grać, a te kolejne, za nimi, będą wyrównane. Wydaje mi się, że ani Częstochowa, ani Olsztyn, mimo, że kupili tam wielu obcokrajowców, nie będą kandydatami do medali, więc Wieluń będzie mógł z nimi spokojnie rywalizować. Kolejny zespół – Kielce na razie nie poczynił żadnych zakupów. Jeżeli do pierwszej szóstki nie kupią tam pięciu chłopaków z PlusLigi, to będzie główny kandydat do spadku. No i jest jeszcze Warszawa, która mimo bardzo dobrego sponsora, też o nowych transferach milczy.

A co z panem? Czy wiadomo już gdzie w przyszłym sezonie występować będzie Marcin Nowak? Jakie propozycje rozważał pan, bądź ciągle rozważa?

Nie ukrywam, że najbardziej konkretna była oferta z Warszawy, z którą nawet na pewnym etapie byłem już dogadany, jednak ostatecznie nic z tego nie wyszło. Jeżeli dogadam się w Wieluniu, to tam zostanę. A co do innych jeszcze propozycji, to przez chwilę rozmawiałem też z Fartem Kielce, ale mają tam inne priorytety, szukają aktualnie zawodników na inne pozycje. Pozostaje jeszcze Jastrzębie, gdzie brakuje środkowego. Nie wiem jakie transfery są tam planowane. Ja akurat nie mam swojego menedżera, więc muszę sam informować osoby, które byłyby zainteresowane, że jestem wolny i mogę zmienić barwy klubowe. Myślę, że na dzień dzisiejszy większość polskich klubów nie wie nawet, że Marcin Nowak nie ma podpisanego kontraktu i jest aktualnie wolnym zawodnikiem. Nikt o tym nie pisze, każdy jest pewien, że zostaję w Wieluniu.

Jeżeli zmieniałby pan klub, to priorytetową przy wyborze nowego będzie kwestia gry w PlusLidze czy niekoniecznie?

Jeżeli trafiłaby się propozycja z pierwszej ligi w Polsce, z zespołu, który ma ambicje awansować, to czemu nie? Wiadomo, chodzi też o finanse. Ewentualnie pozostaje praca za granicą, tyle że musiałaby być to już rzeczywiście propozycja, która dałaby mi motywację do grania i trenowania, żeby nie był to wyjazd "na wakacje". Póki jestem zdrowy, póki nic mi nie dolega, chciałbym coś jeszcze swoją osobą na boisku pokazywać.

Od wielu lat występuje pan na hali, ostatnimi laty, także na piasku. W tym roku, spotkać można pana na wielu przeróżnych turniejach siatkówki plażowej.

Tak, traktuję to jako przygotowanie do sezonu halowego. Te treningi na piachu powodują, że nogi są silniejsze. W moim przypadku jest to bardzo pomocne, bo środkowi potrzebują się szybko przemieszczać pod siatką, więc nogi muszą być sprawne i silne, żeby mogły poprowadzić zawodnika, żeby dobrze zablokował. Wiadomo, grając na piasku także pojawia się ambicja sportowa, bo kiedy już jestem na boisku, zawsze chcę wygrać. Nie chodzi nawet o pieniądze, bo te wynagrodzenia nie są zbyt duże, ale walczę i staram się grać jak najlepiej, z każdym partnerem, z jakim akurat w danym roku występuję. Tak się jakoś dzieje, że co roku zmieniam partnera. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale nieważne. (śmiech) Generalnie, traktuję te występy bardzo poważnie i już od czterech czy pięciu lat jestem na każdym turnieju w Polsce. Odzwierciedleniem tej ciężkiej pracy jest brązowy medal Mistrzostw Polski, który trzy lata temu zdobyłem z Rafałem Matusiakiem. Z tego medalu jestem tak samo dumny, jak ze złota wywalczonego na hali. Teraz wybieram się na turniej do Torunia, później do Lublina, a następnie w planach mam imprezy, które będą odbywać się już niebawem na wybrzeżu.

Nie zastanawia się pan, czy nie zamienić halówki na plażówkę już na stałe?

Już ze dwa lata temu powiedziałem trenerowi naszej kadry plażowej, niby w żartach, ale jednak powiedziałem, że jak skończę karierę halową, rozpoczynam profesjonalną karierę plażową i kto wie… Może faktycznie tak będzie, jeżeli któregoś dnia uznam, że na hali już nie ma dla mnie miejsca. Na plaży gra się dużo dłużej. Na hali planowałem grać do czterdziestego roku życia, więc jeżeli mi się nie uda, będę grał na piachu.

* Rozmawiała Sylwia Kuś (przegladligowy.com)

źródło: przegladligowy.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga, siatkówka plażowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-06-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved