Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Potępić bogatych czyli „Komuno wróć!”

Potępić bogatych czyli „Komuno wróć!”

fot. archiwum

„Za komuny byłem biedny, ale wszyscy byli biedni, więc mi to nie przeszkadzało" - mówił Nikoś Dyzma. Kiedy słyszę ostatnio głosy bojowników o równość i sprawiedliwość w siatkówce, to mam wrażenie, że duch towarzysza Wiesława krąży po siatkarskich parkietach i zaciera ręce z kąśliwym uśmiechem.

Można się spierać tygodniami o to, jak pieniądze wpływają na dzisiejszy sport. Można uparcie dywagować czy to jeszcze jest biznes w sporcie, czy już tylko sport w biznesie, ale nie da się już zaklinać rzeczywistości i mówić, że kasa w przemyśle „tych wspaniałych atletów" nie jest czynnikiem determinującym wszystkie pozostałe. Nie ma też się co oszukiwać, że tylko na poziomie najwyższych lig większe szanse mają bogaci. Już od najmłodszych kategorii lepszy start mają Ci, których stać na lepszy sprzęt, siłownię dla juniorów, odżywki, suplementy, wyjazdy na obozy itd.

Nagle jednak słyszymy, że ktoś kto zorganizował pieniądze i chce budować solidną drużynę na najwyższym poziomie powinien być potępiony, zbojkotowany i odsądzony od czci i wiary. Mowa oczywiście o Treflu Sopot. Klub na mocy porozumienia z PTPS Piła zagra w PlusLidze Kobiet. Trefl nie wchodzi do tej ligi przekupując kogoś, nie daje łapówek. Zamienia się miejscami z zespołem, którego po prostu najzwyczajniej w świecie nie stać na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej. Taką praktykę obserwujemy w Polsce nie po raz pierwszy. Ot, w PlusLidze choćby Politechnika zamienia się z Jadarem i jakoś nie słyszałem, żeby ktoś miał bojkotować warszawski klub. Kilka lat temu AZS Białystok zamienił się z Dalinem Myślenice (choć wtedy białostocki klub nie był nawet pretendentem do awansu) i co najwyżej budziło to uśmiechy politowania, kiedy to podlascy Carringtonowie sprowadzili głośne nazwiska dla klubu, po czym ledwo utrzymali się w lidze. Cóż więc się nagle takiego wydarzyło, że to Trefl został napiętnowany i podniosły się głosy oburzenia? Wychodzi na to, że wcale nie jest to wynikiem samego przejścia klubu do PlusLigi Kobiet. Wszystkiemu winne są oczywiście pieniądze. I według mnie strach…

Rzecz jasna, że gdy na horyzoncie pojawia się Konrad Piechocki, a za nim sponsor w postaci PGE, to już wystarczy żeby zagotować trzy czwarte środowiska siatkarskiego w naszym demokratycznym kraju. Od razu podnosi się krzyk, że za państwowe pieniądze kupuje się mistrzostwo Polski, że lepiej oddać tę fortunę pielęgniarkom, chorym dzieciom lub emerytom, że pieniądze podatnika (a niejednokrotnie kibica przeciwnego zespołu) marnotrawi się na przebijanie kulki przez siatkę. Wszystko fajnie, tylko że Spółka Skarbu Państwa też działa na rynku i też ma budżet, który musi przeznaczyć na promocję firmy (działając w realiach wolnego rynku lub też przygotowując siłę swojej marki do działań w realiach wolnego rynku, kiedy rynek danej branży zostanie uwolniony). Nikt nie płacze, że PZU za pieniądze podatnika reklamuje się w telewizji, nikt nie płacze że PKO BP wydaje publiczne pieniądze na billboardy. Wszyscy za to płaczą, że PGE promuje się przez sport (nie będąc jedyną tego typu spółką inwestującą w zmagania atletów). Natomiast jak wiele klubów dostaje dotacje od miasta, to nie są to już pieniądze podatnika, tylko dumna promocja miejscowości. Czemu nikt nie krzyczy, że lepiej te pieniądze wydać na modernizację dróg, żeby obywatele nie urywali kół w dziurach?



Wychodzi na to, że Treflowi przyjdzie zapłacić za sprawność organizacyjną. Będzie potępiony za to, że potrafił się odnaleźć w realiach, które obowiązują. To nie Trefl w końcu wymyślił, że zawodnicy często grają tam, gdzie się więcej płaci, że pieniądze są jednym z elementów budowania przewagi czy to się komuś podoba czy nie. Polscy piłkarze też mogą zacząć narzekać, że Barcelona gra od razu w Lidze Mistrzów, a Lech Poznań będzie musiał się przebijać przez sito eliminacji. Rachunek jest niestety prosty – klub jest biedny (na warunki światowe), więc nie stać go na piłkarzy, super bazę treningową itd., zatem odpada szybko z pucharów z bogatszymi, federacja spada w rankingu jeszcze niżej, przez co jeszcze trudniejszą drogę ma za rok. Wszystko przez kasę… A to dlatego, że ludzie nie chcą oglądać wyrównanej, miernej rywalizacji dwustu klubów, a rywalizację na najwyższym poziomie dziesięciu zespołów. Można się pieklić, że pieniądze rządzą sportem, ale fajnie pooglądać, jak Skra gra z Dynamem. Mylę się?

Nie wierzę w to, że nagle Trefl zbuduje taką ekipę, która wszystkich ogra po 3:0 (no chyba, że rzeczywiście walkowerami). Nie wierzę w to, że klub z Sopotu nagle stanie się hegemonem. Nie stał się nim w pierwszej lidze, to w PlusLidze będzie miał jeszcze trudniej. Nawet zaś jeżeli tak się stanie, to nie oszukujmy się, po prostu będzie to rok wcześniej i tyle. Gdyby się nie pojawiła na horyzoncie szansa przejęcia miejsca od Piły, to mając doświadczenie z tegorocznych rozgrywek, Trefl nie popełniłby błędów i spokojnie awansował sobie za rok, a za rok stałoby się dokładnie to samo z budżetem klubu, co dzieje się dziś.

Z reakcji rywali natomiast wynika, że powinniśmy wrócić do zamierzchłych czasów hipokryzji, kiedy to wszyscy mieli równo (teoretycznie). Były sobie Gwardie, Górniki, BKS-y, CWKS-y, Stale, Włókniarze itd. Wszyscy grali za darmo (to nic że na fikcyjnych etatach w kopalni czy milicji), każdy miał równe szanse (to nic że przemysł górniczy był bardziej strategiczny niż włókienniczy, przez co ligi wygrywały Górniki, a nie Włókniarze), wszystko było cacy. Czy ktoś naprawdę wierzy jeszcze w to, że kiedyś sport był mniej zależny od pieniędzy? Skala była trochę inna i polityka się jeszcze we wszystko mieszała (choć i dziś nie dam sobie ręki uciąć, że polityka się nie miesza). Wszystko było mniej jawne. Pod sztandarami amatorstwa szły zawodowe pieniądze (tylko kto inny je zarabiał). Swoją drogą już widzę te kluby, do których przychodzi PGE, daje 5 milionów, a one odpowiadają: „Nie, nie. My nie weźmiemy tych pieniędzy, bo będziemy za bogaci na tą ligę". Na pewno wszyscy oprócz Trefla byliby oburzeni taką propozycją. Łatwo jest krzyczeć z trybuny, że ktoś ma lepiej.

Nie twierdzę, że taka sytuacja jest moim ideałem sportu, ale godzę się z tym, że jest to brutalna rzeczywistość, która się sama reguluje, a sztuczne ingerencje w ten stan rzeczy spowodują tylko przeniesienie pewnych rzeczy za kulisy. To ja już wolę, żeby Trefl jawnie kupował miejsce, bo gdyby tego zabronić, to nagle by się okazało, że Piła się wycofuje, związek robi baraż między Treflem a Gedanią (której też nie stać na grę w PlusLidze) i Trefl awansuje do PlusLigi. Hura! Czysto, pięknie, a za pięć minut trzy czwarte siatkarskiej Polski by się obudziło, mówiąc o wielkim szwindlu. Gdzie się nie obrócisz, pośladki zostaną z tyłu…

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-06-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved