Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Alicja Leszczyńska: Marzyłam o tym żeby grać w najwyższej lidze

Alicja Leszczyńska: Marzyłam o tym żeby grać w najwyższej lidze

fot. archiwum

Czy miłość do siatkówki jest uwarunkowana genetycznie? Znamy wiele przypadków, które mogłyby potwierdzić tę teorię, zalicza się do nich również nasza rozmówczyni- Alicja Leszczyńska, która w tym roku zadebiutowała w rozgrywkach ekstraklasy.

Rozgrywająca bydgoskiego Centrostalu specjalnie dla czytelników Strefy  Siatkówki odpowiedziała na kilka pytań.

Kiedy po raz pierwszy zetknęła się pani z siatkówką?

Alicja Leszczyńska- Siatkówka towarzyszy mi praktycznie od zawsze, ponieważ moi rodzice są trenerami siatkówki. Tata i mama zabierali mnie na zajęcia, na których już jako mała dziewczynka rwałam się do ćwiczeń. Dzięki temu bawiąc się mogłam "uczyć się siatkówki". Spodobała mi się ta "nauka" i potem już poszło…(śmiech) Kiedy skończyłam 10 lat wyjechałam z Lubania (rodzinnej miejscowości) do Sosnowca do Szkoły Mistrzostwa Sportowego, gdzie trenerami byli właśnie moi rodzice.



Skoro już wspominała pani o rodzicach- pani nazwisko nie jest anonimowe w siatkarskim świecie. Czy na początku pani przygody z siatkówką nie wymagano od pani więcej niż od innych z tego powodu?

To prawda- moje nazwisko nie jest anonimowe. Tata był moim pierwszym trenerem i zawsze wymagał ode mnie więcej niż od innych zawodniczek. Moja starsza siostra Wiola grała w polskiej lidze, a teraz uprawia siatkówkę za oceanem. Śmiało można powiedzieć, że ja kontynuuję rodzinną tradycję.

Sport wymaga od człowieka wielu poświęceń. Czy nie miała pani kiedyś ochoty zrezygnować z siatkówki?

– Decydując się na profesjonalne uprawianie siatkówki zdawałam sobie sprawę z tego, iż życie prywatne będzie podporządkowane sportowi. Myślę, że niezależnie od tego co robimy, każdy ma krótkie chwile zwątpienia. Na szczęście mam takich chwil bardzo niewiele i nie trwają one długo. Robię to co kocham, to co mnie pasjonuje i nie zamierzam z tego rezygnować.

Gdyby nie została pani zawodniczką, czym dziś zajmowałaby się Alicja Leszczyńska?

– To zarazem trudne i łatwe pytanie. Kiedyś chciałam być panią psycholog, ale teraz wiem, że siatkówka to jest to.

Co zajmuje pani czas wolny od siatkówki?

– W wolnych chwilach słucham muzyki. Relaksuję się przy niej. Oczywiście jak każda kobieta uwielbiam zakupy. Kupuję buty, kosmetyki i kolczyki, które właściwie kolekcjonuję. Zdarza mi się niektóre z nich nawet założyć (śmiech). Lubię też chodzić do kina bo lubię atmosferę ciemniej sali. Oczywiście najchętniej nie sama. Uwielbiam spacerować i cieszę się ze już mamy wiosnę.

Sezon 2009/2010 jest pani debiutem w ekstraklasie. Jak się pani czuje jako zawodniczka zespołu z PlusLigi Kobiet i czy gra w najwyższej lidze w jakiś sposób odbiega od pani wcześniejszych wyobrażeń o grze w PlusLidze?

Zawsze marzyłam o tym żeby grać w najwyższej lidze. Wiedziałam, że trzeba będzie trenować więcej niż dotychczas, ale nie boję się ciężkiej pracy. Właściwie to mój prawdziwy debiut odbył się w Pile.

W trakcie sezonu w bydgoskim Centrostalu doszło do dosyć nietypowej sytuacji. Z powodu kontuzji Moniki Smak, szeregi zespołu zasiliła Yana Savochkina i odkąd ta pierwsza wróciła do zdrowia, trener Makowski ma do swojej dyspozycji aż trzy rozgrywające. Czy konieczność konkurowania z dwiema zawodniczkami motywuje panią do cięższej pracy na treningach?

– Nie boję się żadnej rywalizacji, ale nie zawsze miałam okazję rywalizować. Trener Makowski ma wizję dwóch doświadczonych rozgrywających, więc muszę poczekać na swoją kolej. W związku z tą sytuacją sporo straciłam, ale mam nadzieję, że w niedługim czasie wszystko nadrobię.

Zarówno Monika Smak, jak i Yana Savochkina grają w siatkówkę nie od dziś. Czy korzysta pani w jakiś sposób z ich doświadczenia?

Monika i Yana to bardzo fajne, dobre koleżanki. Pomagały mi na treningach i mogłam się naprawdę wiele od nich nauczyć. Zawsze starałam się w każdym klubie w którym grałam podpatrywać starsze i bardziej doświadczone zawodniczki.

Gdyby nakreślić mapę z miastami, w których do tej pory pani grała, Bydgoszcz byłaby jednym z większych. Czy początkowo nie czuła się pani zagubiona w grodzie nad Brdą?

– Karierę siatkarską rozpoczęłam w Bielsku- dość dużym mieście. Nie miałam więc problemu z odnalezieniem się w Bydgoszczy. Jedynie odległość od Bielska Białej utrudnia kontakt z rodziną i znajomymi. Z czasem poznałam w Bydgoszczy wielu nowych ludzi i jest mi teraz o wiele łatwiej.

Decydując się na karierę sportową stała się pani osobą rozpoznawalną przez kibiców siatkówki. Czy odczuła pani w jakiś sposób? Czy znalazła się może już jakaś rzesza pani cichych wielbicieli?

– Myślę, że nie jestem zbyt rozpoznawalna i nie jest to moim celem samym w sobie. Jeżeli będę kiedyś znana, to mam nadzieje, że ten stan rzeczy będę zawdzięczała wyłącznie siatkarskim osiągnięciom. Fani, jeżeli są tacy, to nie dają się we znaki (śmiech).

* rozmawiał Cezary Makarewicz

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-05-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved