Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > historia siatkówki > Wiesław Radomski – zawodnik i trener – cz. 1

Wiesław Radomski – zawodnik i trener – cz. 1

fot. archiwum

- Takiego zespołu jak myśmy mieli w tych latach 1970 - 1976, moim zdaniem - nie było, nie ma i prawdopodobnie nie będzie. Myśmy naprawdę tworzyli absolutnie kolektyw taki, który był nie tylko na boisku, ale też poza nim - wspomina Wiesław Radomski.

Pamięta pan swój początek przygody z siatkówką? Jak to się zaczęło? Czy może ktoś pana namówił do trenowania tego sportu?

Wiesław Radomski:Oczywiście, że pamiętam. Ja akurat nie przeszedłem takiej drogi szkoleniowej jak teraz to ma miejsce, że od młodzika czy szkoły podstawowej poprzez kadeta, juniora i seniora. Ja się uczyłem w siatkówkę grać, a w zasadzie uczył mnie w rodzinnej Częstochowie taki starszy kolega Andrzej Żeleźniak, ponieważ miałem w domu piłkę do siatkówki. To była zupełnie inna piłka niż obecne – szyta, skórzana. Ja ją sobie pielęgnowałem, dbałem o nią, pastowałem ją , żeby mieć ją w jak najlepszym stanie . Na podwórku ten kolega uczył mnie podstaw siatkówki – on wcześniej już grał w drużynie młodzieżowej. Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z tym sportem.

Pierwszy klub?



Już w Częstochowie trafiłem do klubu Start Częstochowa, ale to był taki króciutki epizod. Potem wyjechałem do Łęczycy do szkoły średniej i tam ta siatkówka była już w takim większym wymiarze – co prawda też szkolna. Grało się już jednak mistrzostwa województwa, dzięki temu miałem styczność z zawodnikami z Lechii Tomaszów między innymi z świętej pamięci Wiesiem Gawłowskim. Stamtąd po skończeniu szkoły, po maturze trafiłem do Anilany Łódź.

Jak wspomina pan swoje pierwsze powołanie do kadry juniorskiej?

To było ogromne przeżycie. Uczucie takiej dumy. Pierwszy wyjazd do ówczesnej Czechosłowacji na turniej nadziei olimpijskich. Dostałem sprzęt reprezentacyjny – to nie był taki sprzęt jak teraz mają drużyny. Dostaliśmy koszulki, a orzełki sami sobie przyszywaliśmy. Dla nas do było niesamowite, wielkiej przeżycie, że mogliśmy mieć orzełka na piersi i występować z nim na turnieju. To było naprawdę coś niepowtarzalnego i świetnie to pamiętam. Zresztą mam do dzisiaj tego orzełka z tej koszulki bo potem koszulki oczywiście oddawało się , ale orzełka można było odpruć i zachować na pamiątkę.

Z Anilany Łódź przeniósł się pan do Resovii Rzeszów. Można powiedzieć, że trafił pan do jednego z lepszych klubów tamtych lat.

Ja w Anilanie Łódź grałem już z takimi zawodnikami jak Andrzej Niemczyk – późniejszy trener reprezentacji kobiet, Zbyszek Zarzycki – mistrz świata, mistrz olimpijski. Byłem od nich młodszy dość sporo i była to dla mnie wielka przyjemność, że mogłem z takimi – asami, gwiazdami wtedy trenować i grać razem. Grałem też już w reprezentacji Polski juniorów i tam miałem wielu kolegów z Resovii między innymi Marka Karbarza, Bronka Bebla, Jasia Sucha, Staszka Gościniaka i oni mnie namówili do przyjścia do Rzeszowa. Mówili, że mają fajny zespół, świetnego trenera – młodego, pełnego pasji i żądnego sukcesów. Wspominali, że jest duże zainteresowanie, a moja gra odpowiada im do składu drużyny, którą akurat tam kompletowali. W ten sposób właśnie trafiłem do Rzeszowa.

„Mistrzowie podwójnej krótkiej". Resovia Rzeszów w latach 70-tych była niewątpliwie osobnym rozdziałem w historii polskiej siatkówki – jak wspomina pan ten klub?

Takiego zespołu jak myśmy mieli w tych latach 1970 – 1976, moim zdaniem – nie było, nie ma i prawdopodobnie nie będzie. Myśmy naprawdę tworzyli absolutnie kolektyw taki, który był nie tylko na boisku, ale też poza nim. Spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. Nas gra bardzo cieszyła, mieliśmy wiele radości z tej gry, dzięki taktyce, którą graliśmy. Mieliśmy radość, że oszukiwaliśmy przeciwnika na siatce i zdobywaliśmy punkty – nasza gra jak na te czasy była bardzo widowiskowa.

Jak wspomina pan współpracę z śp. Janem Strzelczykiem? Jak sam pan wspominał był on bardzo młody, kiedy prowadził drużynę z Rzeszowa?

To był najmłodszy trener w pierwszej lidze – wtedy nie było ekstraklasy. Człowiek o ogromnej wiedzy, pasji, zaangażowaniu – szkoda, że już nie ma go między nami. To właśnie jego osobowość, jego charakter sprawiała, że ten zespół był tak dobry nie tylko na boisku, ale również poza nim. Myślę, że to w głównej mierze była jego zasługa. Ta taktyka, którą on cały czas chciał doskonalić i doskonalił zresztą z dobrym skutkiem. My potrafiliśmy zagrać praktycznie wszystko w każdym elemencie, oprócz tego każdy z nas miał jakiś najmocniejszy element. Mieliśmy doskonałego rozgrywającego. Chyba już tak dobrego nie będziemy mieli chociaż nigdy nie wiadomo, ale na dzień dzisiejszy – Staszek Gościniak to był geniusz jeśli chodzi o rozegranie.

Zawodnicy Resovii stanowili w tym okresie trzon kadry narodowej. Chciałem zapytać o pana przygodę z reprezentacją seniorską ?

Do kadry seniorskiej trafiłem już jako junior. Z zespołu juniorów trafiło nas sześciu zawodników po mistrzostwach europy i graliśmy w pierwszej reprezentacji. Z tego składu mamy już mistrzów olimpijskich i mistrzów świata: Marek Karbarz, Włodek Sadalski, Włodek Stefański, Bronek Bebel od nas z Resovii. Także można powiedzieć, że to był taki bardzo udany rocznik.

Najwspanialszy moment jaki przeżył pan w swojej karierze zawodniczej?

Niewątpliwie cztery razy tytuł mistrza polski, ale chyba takim najpiękniejszym było zdobycie drugiego miejsca w pucharze klubowych mistrzów europy w Antwerpii w 1973 roku. Grało mi się bardzo dobrze ten turniej i byłem tam wyróżniany. Przegraliśmy co prawda z ówczesnym CSKA Moskwa finał, ale to była drużyna, w której grali sami reprezentanci Związku Radzieckiego i praktycznie byli poza zasięgiem. Dla nas to był bardzo udany turniej i jak do tej pory jest to największe osiągniecie Resovii.

Mecz, który utkwił panu szczególnie w pamięci?

Chyba właśnie z tego turnieju. Graliśmy z drużyną Ruda Hvezda Praga- udało mi się w tym spotkaniu zagrać dosyć dobrze blokiem i po spotkaniu byłem chwalony za ten element gry co mnie bardzo cieszyło.

Osoba, która najbardziej wpłynęła na pana karierę sportową? Największy autorytet?

Zdecydowanie Hubert Wagner. Bardzo wiele się od niego nauczyłem będąc na zgrupowaniach reprezentacji bo też brałem udział w zgrupowaniach prowadzonych przez Huberta Wagnera. Uważam, że bardzo wiele skorzystałem z tego i potem przenosiłem to na swoją pracę z młodzieżą co przynosiło pozytywne skutki. Moim zdaniem to był trener, który wyprzedził epokę.

Będąc przy osobie Huberta Wagnera, co może pan jeszcze o nim dodać? Jak wyglądały trening pod jego okiem?

To był człowiek niezwykle wymagający. Największy nacisk kład na organizacje gry, na dokładność i precyzje. Proszę sobie wyobrazić wtedy już w latach 70-tych,kiedy była zupełnie inna punktacja – była strata i można było ten błąd naprawić bez utraty punktu. Zupełnie inaczej jak teraz. Bardzo wiele rzeczy, które teraz mają w siatkówce miejsce to on już wtedy stosował. Dla mnie to było naprawdę ogromne przeżycie uczestniczyć w treningach.

W latach 80-tych wspólnie z dawnym kolegą z boiska Janem Suchem prowadził pan drużynę Resovii. Jak czuł się Pan na ławce trenerskiej? Czy doświadczenie zdobyte na parkiecie pomagało panu w tej nowej roli?

Zdecydowanie tak bo to doświadczenie, które się nabyło na boisku była bardzo pomocne. Poza tym ja skończyłem również studia akademie wychowania fizycznego wydział trenerski, także było to poparte wiedzą teoretyczną również. W sumie nasza współpraca z Jankiem Suchem się bardzo dobrze układała czego dowodem było dwa razy trzecie miejsce w mistrzostwach Polski.

W późniejszych latach pracował pan jako trener zespołów młodzieżowych. Czy lepiej współpracowało się panu z dorosłymi siatkarzami czy może z młodzieżą, która dopiero można powiedzieć zaczynała swoją przygodę z tym sportem?

Gdybym mógł wrócić czas to bym zdecydowanie postawił na prace z młodzieżą. To jest naprawdę czysta radość pracować z młodzieżą i widzieć jak robi ona postępy. Tam jeszcze nie wchodzą w grę pieniądze w związku z tym ta rywalizacji jest czysto sportowa. Myślę, że dla trenera nie ma większej radości jak widzieć, że jego podopieczni robią postępy i coraz lepiej sobie poczynają na boisku.

Jak ocenia pan – czy dużo zmieniło się w Polsce w zakresie szkolenia młodzieży?

Zdecydowanie jest zmiana jeśli chodzi o systemy i sposoby szkolenia. My zdecydowanie jesteśmy cały czas na bieżąco w tej nowoczesnej siatkówce. W tej chwili powstała Akademia Polskiej Siatkówki, która pracuje nad tym – szkoli, dokształca trenerów, począwszy od najniższego szczebla aż do ekstraklasy. Bardzo nam zależy, żeby to szkolenie było na jak najwyższym poziomie.

Zobacz również:
Wiesław Radomski – działacz siatkarski – cz. 2

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
historia siatkówki

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-04-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved