Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Zawrotny rok Grzegorza Łomacza

Zawrotny rok Grzegorza Łomacza

fot. archiwum

Ostatni rok był niezwykle udany dla Grzegorza Łomacza. Rozgrywający Jastrzębskiego Węgla od czasu wywalczenia sobie miejsca w wyjściowej „szóstce" śląskiej ekipy konsekwentnie udowadnia na parkiecie swoją wartość, a jego kariera dynamicznie się rozwija.

Wkrótce minie rok od uhonorowania go po raz pierwszy w karierze tytułem MVP. Z tej okazji „Strefa Siatkówki" rozmawiała z zawodnikiem o wydarzeniach ostatnich miesięcy, a także planach na przyszłość i marzeniach.

Ostatni rok był dla ciebie pełen siatkarskich „pierwszych razów": pierwszy raz w wyjściowej „szóstce" Jastrzębskiego Węgla, pierwszy tytuł MVP, pierwsze powołanie do kadry narodowej, pierwszy występ w reprezentacji… Który z tych siatkarskich „pierwszych razów" był dla ciebie najważniejszy?

Grzegorz Łomacz:Każdy po kolei był dla mnie najważniejszy, bo osiągałem po kolei jakieś etapy w swoim życiu i w swojej karierze. Na pewno właśnie ten ostatni rok był zawrotny i cieszę się, że mogłem mieć tyle tych "pierwszych razów" i miejmy nadzieję, że będę kontynuował to.



Pamiętasz jakie to było dla ciebie uczucie, gdy po raz pierwszy trener widział cię w kadrze?

Na pewno było to dla mnie duże osiągnięcie, bo to był też dla mnie znak, że trener zobaczył mnie na treningu, widział, że pracuję i dzięki tej swojej pracy mogłem po prosto pokazać w meczu dla mediów, dla różnych obserwatorów swoje umiejętności, które cały czas szlifowałem, a nie miałem zbyt wielu okazji do ich pokazania.

Przyszedłeś do Jastrzębia w 2007 roku i dość długo czekałeś na swoją szansę. Jak to jest, kiedy się najpierw właśnie na nią czeka, a potem kolejne marzenia się spełniają? Jak podsumowałbyś swój dotychczasowy czas spędzony w tym klubie?

Na pewno teraz tutaj bardzo dobrze to wyszło, ale na pewno się i trochę denerwowałem, że za bardzo nie mogłem grać i trener na mnie nie stawiał, ale w sumie konsekwentnie cały czas trenowałem i trener dużo uwagi mi poświęcał i praktycznie nie było dnia, żebyśmy indywidualnie nie pracowali po zajęciach. Cieszę się, że mogłem szlifować z trenerem tą formę i w końcu on dostrzegł tą pracę i mi zaufał.

Roberto Santilli wielokrotnie podkreślał, że jesteś zawodnikiem młodym, ambitnym, ale już niezwykle dojrzałym i bardzo chwali twoją postawę. Jak z twojej perspektywy kształtują się relacje trener-zawodnik?

Bardzo dobrze mi się współpracuje z trenerem. On wie, co ja mam w głowie, czego oczekuję od niego i tak samo jest w drugą stronę. Cieszę się, że mam okazję współpracować właśnie z takim trenerem i myślę, że teraz mamy w pełni do siebie zaufanie i fajnie się ta współpraca układa.

W zeszłym sezonie ty i Igor Yudin byliście takimi „młodymi wilkami" w ekipie Jastrzębia. Rok później jesteście podstawowymi zawodnikami, a ty pełnisz funkcję kapitana. Jaka jest to dla ciebie odpowiedzialność? Co w ogóle czułeś, gdy będąc tak młodym zawodnikiem zostałeś kapitanem drużyny?

Było to na pewno miłe uczucie. Byłem jeszcze młody, nie wiedziałem w sumie za bardzo do końca, na czym to polega. Ale na chwilę obecną mogę powiedzieć, że bardzo dobrze czuję się w tej roli, myślę, że chłopaki mają do mnie zaufanie i dobrze się czuję w tej drużynie.

Czy jako rozgrywający czujesz dodatkową odpowiedzialność za zespół, stres z tym związany?

Na pewno to jest bardzo odpowiedzialna pozycja na boisku. Cieszę się, że mogę pełnić taką funkcję, bo czasem zdarzają się mecze, że na innych pozycjach ktoś nie ma za bardzo piłki, nie może decydować o wyniku… Na mojej pozycji to jest raczej niemożliwe i cieszę się, że mam taką odpowiedzialność i myślę, że w miarę odporny psychicznie jestem na to i staram się podołać temu zadaniu.

Czym dla ciebie zatem jest siatkówka? To po prostu sport, zawód, a może pasja?

Myślę, że wszystko po trochu, bo to jest mój sposób na życie w tym momencie, i pasja, i takie hobby… Zawsze marzyłem, żeby grać w tą siatkówkę, robić to, co lubię, a przy okazji móc z tego żyć. Sądzę, że to jest idealne połączenie.

Doskonale znany kibicom siatkówki jest także twój starszy brat. Czy jakby poszedłeś za nim? Jak zaczęła się twoja przygoda z siatkówką?

To było tak, że akurat nasz ojciec jest trenerem małych dzieci w Ostrołęce i mój brat tam jako pierwszy zaczął chodzić na treningi. Potem ja „chwyciłem" w wieku dziesięciu lat, gdy się zaczyna trenować, utworzono właśnie pierwszy taki klub sportowy, gdzie były regularne zajęcia pozalekcyjne i zacząłem uczęszczać na te zajęcia. W sumie można powiedzieć, że od ojca i brata się „zaraziłem".

Jakie jest twoje siatkarskie marzenie? Jakie są twoje cele w tym sezonie do osiągnięcia w klubie i reprezentacji?

Na pewno siatkarskie marzenie to jest medal olimpijski. Na pewno mamy wiele celów, nie chcemy poprzestać też w klubie na pucharze Polski. Chcemy walczyć do końca o jak najlepszy wynik w mistrzostwach Polski. Myślę, że teraz mamy duże szanse zdobycia nawet mistrza Polski, ponieważ mamy fajną drużynę, zgraną, bardzo dobrą atmosferę i naprawdę taka atmosfera sprzyja bardzo dobremu treningowi. Myślę, że stworzymy kolektyw i trafimy z formą na play-offy i może być dobrze.

W swojej dotychczasowej karierze miałeś okazję zmierzyć się z tak utytułowanymi klubami, jak Sisley Treviso, Piacenza, Friedrichshafen czy Panathinaikos. Czy masz takiego wymarzonego przeciwnika, kogoś, z kim chciałbyś się zmierzyć po przeciwnej stronie siatki, jakiegoś siatkarskiego idola?

Chyba kogoś takiego nie mam. Na pewno dodatkowa adrenalina, są dodatkowe emocje, jeżeli gra się przeciwko takim sławom i takim sławnym drużynom. Ale cieszę się, że znalazłem się właśnie w takim momencie kariery, że mogę konfrontować się z takimi zespołami

Jesteś bardzo rozwojowym zawodnikiem, ale gdybyś mógł sobie wyobrazić jakąś alternatywną drogę kariery. Czy gdyby nie siatkówka, byłby jakiś inny sport?

To znaczy może ostatnio zaraziłem się tenisem, wysokiego poziomu sportowego nie reprezentuję (śmiech), ale może bym w tą stronę poszedł… Ale tak naprawdę nie myślałem o tym nigdy. W sumie od początku była siatkówka.

Jaka jest różnica pomiędzy grą klubową, a reprezentacyjną? A może jest to tak naprawdę  podobne doświadczenie?

Na pewno marzeniem każdego zawodnika jest gra dla kraju i wiadomo, że większe emocje wywołuje ta gra w kadrze, jednak przychodzi więcej ludzi i jest dodatkowa motywacja, dodatkowa adrenalina… Myślę, że klub to jest przede wszystkim sposób na życie, a reprezentacja to jest na pewno wielki zaszczyt.

Wiadomo, że jesteśmy dopiero tuż przed play-offami, ale czy zastanawiasz się już nad twoją siatkarską przyszłością?

Póki co koncentruję się generalnie na tym, co nam zostało jeszcze troszeczkę do zagrania, a myślę, że nad przyszłością będę się zastanawiałam po rozegranych meczach.

* rozmawiała Ewa Staszewska (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2010-03-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved