Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Manon Flier: Siatkówka to moja pasja

Manon Flier: Siatkówka to moja pasja

fot. archiwum

Sezon mamy bardzo chwiejny, są dobre mecze, przeplatane złymi, nasza gra jest bardzo nierówna. Nawet w jednym spotkaniu, co było widać w Dąbrowie, nie potrafimy utrzymać gry na takim samym poziomie - powiedziała w rozmowie ze Sportem, Manon Flier.

Manon Flier, kapitan reprezentacji Holandii, najlepsza siatkarka ostatnich mistrzostw Europy, które odbyły się w ubiegłym roku w Polsce, a na których ekipa "Pomarańczowych" wywalczyła srebrny medal, 8 lutego skończyła 26 lat. Ma już na swoim koncie ponad 140 występów w reprezentacji swojego kraju. Od kilku sezonów jest pierwszą atakującą drużyny „Oranje", w tym sezonie ligowym broni barw klubowych włoskiego Asystelu Novara. Skład drużyna ma wyśmienity – wicemistrzyni olimpijska, Amerykanka Tom Logan, mistrzyni świata z 2002 roku, Włoszka Paola Paggi, kolejna siatkarka z Italii, Jenny Barazza – mistrzyni Europy z 2009 roku i właśnie Manon Flier. Z sympatyczną zawodniczką z Kraju Tulipanów katowicki Sport rozmawiał po meczu drugiej fazy Ligi Mistrzyń pomiędzy Dąbrową Górniczą i Asystelem Novara.

Sezon mamy bardzo chwiejny, są dobre mecze, przeplatane złymi, nasza gra jest bardzo nierówna. Nawet w jednym spotkaniu, co było widać w Dąbrowie, nie potrafimy utrzymać gry na takim samym poziomie. To wszystko jest bardzo deprymujące, mamy dobry zespół, skład przynajmniej na pierwszą trójkę w lidze włoskiej, tymczasem nasze siódme miejsce, które aktualnie zajmujemy jest dla nas bardzo rozczarowujące – powiedziała w rozmowie ze Sportem, Manon Flier.

Jak poprawić tę sytuację?



Manon Flier:Ciągle prowadzone są z nami i trenerem rozmowy, próbujemy jakoś znaleźć swój rytm, zacząć tak grać, jak się tego od nas wymaga. Nie ma jakiegoś nacisku, nie gramy pod presją, ale rozmowy się zdarzają dość często i całe środowisko siatkarskie z Novary martwi się naszymi kłopotami. Budując zespół, prezydent klubu, jak i my same zawodniczki oczekiwałyśmy czegoś więcej, a wyraźnie coś nie działa jak należy.

Może druga część sezonu będzie lepsza w waszym wykonaniu?

– Zdecydowanie na to liczymy.

W Lidze Mistrzów też było ciężko, ale awansowałyście do kolejnej fazy.

Miałyśmy sporo grania, była liga, Puchar Włoch, Liga Mistrzów. Ciągłe podróże, to wszystko powodowało, że nie było czasu na odpowiednie treningi w spokoju i skupieniu. Obecnie ten sezon się ustabilizował, jest tylko liga, mamy nadzieję, że przejdziemy też do kolejnej fazy Ligi Mistrzyń. Losowanie oceniamy po naszej myśli. Sądzę, że przy odrobinie determinacji Dąbrowa jest zespołem do przejścia, zwłaszcza, że rewanż gramy u siebie. Jednak, żeby myśleć o awansie musimy zagrać dużo lepiej niż w Polsce.

Pierwsze dwa sety wygrane przez was w miarę spokojnie, ale kolejne odsłony to coraz lepsza gra Dąbrowy. Mecz zrobił się bardzo emocjonujący.

Emocje z pewnością były, tylko poziom pozostawiał nieco do życzenia – śmiech Manon. Same byłyśmy zdziwione naszą grą. Nie wiem, czy utrata koncentracji powodowała, że seryjnie traciłyśmy punkty. Zrobiłyśmy sporą przewagę, a potem oddawałyśmy prowadzenie rywalkom. Pod koniec meczu, już nawet nie było nam do śmiechu, próbowałyśmy się pobudzić, żeby zakończyć spotkanie na naszą korzyść. My bardzo chcemy, ale nie zawsze to się przekłada na boisku, dlatego tak trudno nam się gra i te zwycięstwa są tak wymęczone.

Niedawno dołączyła do drużyny pani koleżanka z reprezentacji, rozgrywająca Kim Staelens. Ma to wpływ na pani grę?

Tak, znamy się dużo dłużej. Grałyśmy przez lata praktycznie dzień w dzień razem. Nie chodzi o to, że Kim gra szybszą piłkę, ale wystawia mi ją dużo wyżej niż Irina Kiryłłowa i to mi zdecydowanie bardziej odpowiada. Precyzyjniej mogę uderzyć w piłkę, co pozwala mi lepiej atakować.

Macie dużo grania, czy czujecie się zmęczone sezonem?

Nie, jeśli trochę, to mentalnie. Lepiej by nam się podchodziło do meczów, gdyby więcej było spokojnych, pewnych wygranych, a nie wymęczonych lub przegranych gier. To bardzo wpływa na naszą psychikę i mentalność. Fizycznie czuję się bardzo dobrze, wszystko jest ok. Nie mam nigdy jakiś chwil słabości, załamania, bo robię to co kocham – siatkówka jest moją pasją.

Zostaje pani w Novarze na kolejny sezon?

Jeszcze nie wiem. Podpisałam kontrakt na dwa lata, ale jest w nim opcja zmiany, jeśli któraś ze stron tego zechce. Zobaczymy jak to będzie. W ciągu najbliższych kilku miesięcy wszystko się wyjaśni. Na razie nie myślę o tym, chcę jak najlepiej grać.

Chyba należy pani do tych zawodników, którzy zdecydowanie lepiej czują się w drużynie narodowej niż w klubie, czy to może złudna obserwacja?

Na pewno czuję się w reprezentacji bardziej pewnie. Znamy się od lat, rozmawiamy w tym samym języku, przygotowujemy się w domu, blisko naszych rodzin i przyjaciół. To wszystko ma ogromny wpływ. Gramy określonym systemem, tak jest od dawna. Jednak jestem pewna, że w klubie stać mnie na taką samą dobrą grę jak w drużynie narodowej. To nie jest kwestia wyzwania, tu gramy dla kraju, a tu dla siebie i dla innego kraju. Te wszystkie rzeczy są ważne i mają dla mnie takie samo znaczenie. Czy jest to mistrzostwo Europy czy mistrzostwo Włoch, to są moje trofea, które chciałabym zdobyć razem z koleżankami, z którymi obecnie gram. To trudne do wyjaśnienia dlaczego lepiej wypadam indywidualnie w reprezentacji, zdaję sobie sprawę z tego, że tak jest. Może nadal potrzebuję jeszcze więcej doświadczenia, żeby dobrze grać także za granicą.

Final Four Ligi Mistrzyń zaplanowano w Cannes – to kuszące miejsce.

O tak, to piękne miejsce, ale żeby tam awansować musimy grać dużo lepiej. Przede wszystkim na równym, wysokim poziomie, stać nas na to, ale trzeba nasze umiejętności zaprezentować na boisku.

Manon Flier urodziła się 8 lutego 1984 roku w miejscowości Nieuw Leusen w Holandii. Bardzo szybko okazało się, że ma talent do siatkówki, mając osiem lat już wiedziała, co chce robić w życiu – właśnie grać w siatkówkę. Parę lat grała w holenderskim klubie – DELA Martinus Amstelveen, z którego trafiła do reprezentacji kraju, a przed sezonem 2004/05 po raz pierwszy zagrała w Serie A. Miała zaledwie 20 lat, grając w silnej drużynie Asystelu Novara. Młoda Holenderka była zmienniczką naszej gwiazdy Małgorzaty Glinki-Mogentale. Uczyła się pilnie od najlepszych, nie narzekała, że gra niewiele, czekała na swoją szansę. Ta jednak czekała na nią z powrotem w rodzimej Holandii. Wróciła do DELA Martinus. Trener Oranje, Avital Selinger rozpoczynał budowę superreprezentacji, która na co dzień miała grać w zespole DELA Martinus Amstelveen – piękna blond włosa Manon, szybko została jej filarem. Celem drużyny był awans na igrzyska olimpijskie w Pekinie. Na mistrzostwach świata w Japonii w 2006 roku, Flier wraz z koleżankami sprawiły sporą niespodziankę, pokonując 3:2 reprezentację Chin. Ostatecznie ekipa Selingera zajęła ósme miejsce, a Flier była siódma w klasyfikacjach najlepiej punktujących i serwujących siatkarek turnieju. Pomarańczowe nie zakwalifikowały się na igrzyska w Pekinie, to była ich porażka, pamiętamy, że wcześniej wygrały World Grand Prix (2007), pokonując najlepsze drużyny świata. Od sezonu 2008/09, Manon Flier gra ponownie we włoskiej Serie A, najpierw w drużynie Monte Schiavo Banca Marche Jesi, a od tego sezonu w Asystelu Novara.

* rozmawiała Małgorzata Gotowiec, Sport

źródło: Sport

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2010-02-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved